Cichanouskaja poza Białorusią to punkt zwrotny w protestach

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Ucieczka, czy wygnanie pod presją, a może kompromis? Swiatłana Cichanouskaja będzie miała teraz do odegrania rolę nie mniej ważną, niż gdyby została na Białorusi.

Wszystko dobrze?

Wokół Swiatłany Cichanouskiej dziwne rzeczy działy się już wczoraj. Była wezwana do Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) w Mińsku, skąd długo nie wychodziła. Nie było z nią kontaktu, jej komórka była wyłączona.

Wieczorem na kanałach opozycji w Telegram pojawiły się wpisy, że „u Swiatłany wszystko dobrze, znalazła się”. Dobrze jednak nie było.

Nad ranem litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkieviczius ujawnił, że białoruska kandydatka w wyborach prezydenckich jest już na Litwie. Według wstępnych i nie potwierdzonych jeszcze informacji Cichanouskaja dostała warunkowe ultimatum: wyjedzie, albo będzie aresztowana.

Nagranie Cichanouskiej. Pytań więcej niż odpowiedzi

Czyli zwykły szantaż i pewnie zastraszanie, że coś może stać się jej mężowi, Siarhiejowi, który znajduje się w areszcie śledczym KGB. Świadczy o tym wyraźne napięcie widoczne na twarzy Cichanouskiej, kiedy apeluje na nagraniu, by demonstranci przestrzegali prawa i zaprzestali manifestacji.

Oświadczenie wyglądało, jakby było nagrane przez terrorystów trzymających zakładniczkę na muszce.

Na granicę zawieźli ją zapewne funkcjonariusze białoruskiego KGB. A cała operacja musiała być uzgodniona nie tylko z Wilnem, ale i państwami Zachodu. Wyjazd Cichanouskiej i jego okoliczności bardzo dużo zmieni w losach powyborczych protestów. Może stworzyć nowe szanse dla pragnących zmian Białorusinów, ale i niesie poważne zagrożenia.

Bez przywództwa?

W krótkiej, bo zaledwie dwudobowej historii białoruskiego protestu Cichanouskaja nie była liderką. Przez ten czas była blokowana przez funkcjonariuszy KGB i uwikłana w negocjacje z władzą. To nie był jednak największy problem.

Cichanouskaja nie jest po prostu zawodowym politykiem, ani tym bardziej doświadczoną liderką ulicznych protestów.

W jej sztabie nie było również takich ludzi. I to widać po organizacji pierwszych protestów. Jeśli spojrzeć na nie zupełnie chłodno, to widać w nich ogromne emocje i frustrację Białorusinów, oraz wielką złość, ale nie są to działania zorganizowane. Przekazywane chaotycznie i desperacko komunikaty na otwartych (także dla władzy) kanałach w komunikatorach internetowych gdzie się gromadzić, a gdzie zaatakuje OMON tylko świadczą o braku przygotowania protestujących do walki ulicznej z siłami bezpieczeństwa.

Cichanouskaja odczytała apel „do rozsądku” Białorusinów. Ujawniono nowe nagranie

Jest to o tyle zaskakujące, że przecież wielu Białorusinów było aktywnych na kijowskim Majdanie w 2014 r., a jeszcze więcej z nich ma za sobą doświadczenia poprzednich, dużych protestów. Tym razem nie ma takich ludzi wśród liderów zarządzających akcją protestu. Prawdopodobnie, w ogóle nie ma zarządzających, a protesty są po prostu spontaniczne. Skłania to do refleksji, że rola Cichanouskiej jako przywódczyni protestów byłaby po prostu znikoma. Pełniłaby jedynie rolę symbolu, w którym protestujący pokładają nadzieję i traktują godnościowo. Upokorzenie Cichanouskiej w oficjalnych wynikach wyborczych, jest więc również upokorzeniem Białorusinów.

Jeśli tak, to jej wyjazd nic nie zmieni. Białorusini nie tylko nie poczują się opuszczeni, ale i w pełni zrozumieją decyzję kobiety, której mąż siedzi w areszcie i jest zakładnikiem władzy, a dzieci muszą mieć matkę. Jednak w optyce władzy wywiezienie Cichanouskiej to sukces. Jeśli pójdą za nim aresztowania pozostałych aktywistów i członków sztabu, to władza uzna, że pozbawiła protest głowy i twarzy. Nie będzie to prawda, gdyż ten protest nie miał głowy, a jedynie symboliczną twarz trójki kobiet.

Białorusini wychodzą na ulice nie tyle w poparciu Cichanouskiej, co przeciw Łukaszence.

Świadomość, że została po prostu wyrzucona z kraju i szantażowana przez władze może dodatkowo oburzyć Białorusinów. Liderzy i organizatorzy ulicznych protestów też mogą się pojawić, kiedy tylko nadzieja na zwycięstwo będzie wciąż żywa.

Jak Chomeini

Najgłośniejszy przypadek powrotu wielkiego wypędzonego miał miejsce w Iranie w 1979 r. Wtedy z politycznej emigracji, pod presją masowych protestów przeciw reżimowi szacha Rezy Pahlawiego powrócił ajatollah Chomeini. Po powrocie duchownego islamska rewolucja obaliła szacha.

Cichanouskaja może liczyć na wsparcie ze strony państw Zachodu. Już widać, że dyplomacja polska, litewska, amerykańska, czy nawet europejska zaczyna zauważać wagę białoruskich protestów.

I zagrożenie rosyjskie tkwiące nie w tym, że Rosjanie obalą Łukaszenkę, ale ponieważ Moskwa wspiera białoruskiego prezydenta i nie chce dopuścić do jego upadku.

PODSUMOWANIE Krwawa noc na Białorusi

Cichanouskaja bezpieczna za granicą będzie sprzyjać presji Zachodu na władzę Łukaszenki, by powtórzył wybory pod nadzorem międzynarodowym, albo doprowadził do ponownego i kontrolowanego liczenia głosów. Będzie też dla Białorusinów nadal symbolizować marzenie o zmianie i dawać nadzieję. Dlatego faktycznie deportując Cichanouską z Białorusi Łukaszenka mógł popełnić błąd. Wygnanie konkurentki da mu chwilową przewagę. Wpłynie np. niekorzystnie na morale części protestujących i osłabi wolę strajku.

Łukaszenka bardzo liczy na zmuszenie najbardziej aktywnych Białorusinów do emigracji, tak jak było po poprzednich, spacyfikowanych protestach.

Tym razem jednak ma do czynienia z zupełnie innego rodzaju aktywnością i protestem, w którym przeciwnikami władzy nie są określeni liderzy, ale większość społeczeństwa. Tej większości nie da się przecież wygnać na Litwę. Z tego punktu widzenia wypędzenie Cichanouskiej w dłuższej perspektywie może być pyrrusowym zwycięstwem.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów