Chińskie inwestycje trują Białorusinów


Chińska papiernia w Swietłahorsku. Zdjęcie Greenbelarus

Dwie sztandarowe chińskie inwestycje: Fabryka Akumulatorów Ipower w Brześciu oraz Swietłahorski Kombinat Celulozowy okazały się bombami ekologicznymi. Fabryki te zostały wybudowane za chińskie kredyty i wyposażone w chińskie urządzenia.

Śmierdząca papiernia

Swietłahorski Kombinat Celulozowy chce zerwać kontrakt budowlany z wykonawcą — chińską korporacją inżynieryjną CAMCE. Zakład wstrzymał pracę w październiku ub.r. z powodu naruszenia norm ekologicznych. 15 sierpnia ma się odbyć nadzwyczajne zebranie akcjonariuszy, które ma zadecydować o zakończeniu współpracy z Chińczykami.

Fabryka w Swietłahorsku na wschodzie Białorusi ruszyła na początku ubiegłego roku. Jeszcze przed zakończeniem prac okoliczni mieszkańcy zebrali 10 tys. podpisów pod apelem przeciwko budowie. Eksperci zwracali uwagę na słabej jakości linię technologiczną, co miałoby prowadzić do negatywnych następstw ekologicznych. I nie pomylili się – w zagłębieniach terenu wokół zakładu zaczął gromadzić się śmierdzący gaz. Na problemy ze zdrowiem – reakcje alergiczne – zaczęli skarżyć się mieszkańcy pobliskich wsi, którzy organizowali akcje protestu.

Białoruskie Ministerstwo Ochrony Przyrody przyznało, że podczas planowania inwestycji nie wzięto pod uwagę faktu, że fabryka będzie wypuszczać do atmosfery cuchnący metylomerkaptan. Pracę papierni wstrzymano, a obsługujący ją chińscy specjaliści wyjechali, zabierając ze sobą panele sterujące oprzyrządowaniem. W maju br., białoruskie Ministerstwo Ochrony Przyrody nakazało zakładowi niezwłocznie dostosowanie się do norm ochrony przyrody. Niedługo później w fabryce zawalił się dach.

Kombinat miał corocznie wytwarzać 400 tys. ton celulozy, której większość miała być eksportowana. Wartość projektu wynosiła 850 tys. dol., z czego Chińczycy zainwestowali jedynie 200 mln dol. Reszta środków pochodziła z kredytów udzielonych Białorusi przez chińskie banki. Obiekt był budowany przez chińskich robotników i zainstalowano w nim chińskie urządzenia.

Trująca fabryka akumulatorów

W czerwcu br. w Brześciu wstrzymano uruchomienie gotowej Fabryki Akumulatorów Ipower. Zakład powstał za pieniądze uzyskane z linii kredytowej przyznanej Białorusi przez Chiny. Głównym wykonawcą prac była państwowa Anhuijska Firma Budowlana z Chin. I jak przyznał w wywiadzie dla portalu TUT.by Wiktar Lemieszeuski, właściciel firmy 1AK budującej fabrykę, warunkiem uzyskania chińskiego kredytu było właśnie zatrudnienie chińskiego wykonawcy.

Przeciwko fabryce również rozpoczęły się protesty. Mieszkańcy Brześcia, w tym sami budowniczowie zakładu i eksperci twierdzili, że firma zaniżała prognozy emisji ołowiu używanego do produkcji akumulatorów. Przekonywali, że w zakładzie zainstalowano przestarzałą linię produkcyjną i nie wybudowano instalacji do oczyszczania odpadów. Przez półtora roku odbywały się cotygodniowe protesty społeczne.

Mieszkańcy Brześcia – przeciwko fabryce akumulatorów FOTO, WIDEO

Stosunek władz do fabryki akumulatorów zmienił się, gdy w marcu sprawą zainteresował się sam Alaksandr Łukaszenka i zapowiedział powołanie specjalnej komisji ds. inwestycji. Zakład miał oficjalnie ruszyć 11 czerwca, jednak nie uzyskał zgody ze strony komisji dopuszczającej z powodu przekroczenia norm zanieczyszczeń.

14 czerwca, kiedy budowa zakładów faktycznie dobiegła już końca, władze obwodu brzeskiego opublikowały tekst rozporządzenia nakazującego wstrzymanie inwestycji do czasu „usunięcia wykrytych naruszeń”. Trzy dni później obwodowy Komitet Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska cofnął też wydane wcześniej pozwolenie na emisję do atmosfery substancji powstałych podczas produkcji. Potem okazało się, że do aresztu trafił właściciel fabryki Wiktar Lemieszeuski, oskarżony o łapówkarstwo.

Fabryka akumulatorów w Brześciu: budowa wstrzymana, współwłaściciel aresztowany?

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze