„Chciała wrzucić pocztówki?” Nowa wersja skandalu wokół urny


Młoda kobieta z naręczem kartek, którą niezależny obserwator zastał w lokalu wyborczym, mogła pomylić urnę do głosowania… ze skrzynką pocztową. Zasugerował to szef państwowej białoruskiej TV, który wystąpił w jednym z jej programów.

Iwan Ejsmant, szef Białoruskiej Kompanii Radiowo-Telewizyjnej wystąpił z taką tezą w programie publicystycznym „Klub redaktorów”, którego był gościem. Jego komentarz dotyczył głośnego incydentu wyborczego z Brześcia, gdzie niezależny obserwator zgłosił próbę wrzucenia do urny całej paczki kart do głosowania.

Oceniając zajście, Ejsmant oskarżył o łamanie prawa… obserwatora, który jego zdaniem uniemożliwił głosowanie bezpodstawnie podejrzewanej o złe zamiary osobie. Przewodniczący Radiokomitetu przekonywał, że przecież nie wiadomo, co kobieta zamierzała zrobić i co tak naprawdę trzymała w rękach.

– A może ona chciała wrzucić… no nie wiem… 50 świątecznych pocztówek? – zasugerował.

Jak stwierdził, obecnie trwa bezprawne „zaszczuwanie tej osoby”.

Bohaterką skandalu była młoda przedszkolanka – nb. podwładna przewodniczącej komisji wyborczej, która w tym samym przedszkolu jest dyrektorką. Kiedy obserwator zauważył ją na dziwnych manipulacjach z plikiem kartek koło urny, przewodnicząca kazała jej natychmiast wyjść z lokalu. Obserwatorowi następnego dnia cofnięto akredytację.

Obserwator zauważył fałszerstwa? Usunąć obserwatora!

mh, cez/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze