Były milicjant i strażnik więzienny. Kim był mężczyzna, który zmarł po pobycie w mińskim areszcie

Belsat.eu poznał szczegóły historii 41-letniego Dzianisa K., który po pobycie w areszcie na ulicy Akreścina z licznymi obrażeniami trafił do szpitala ratunkowego i zmarł 30 września w na oddziale intensywnej terapii. Jego rodzina nie wierzy w podawaną przez służby oficjalną wersję wydarzeń o upadku z wysokiego łóżka piętrowego.

„Nie mógł się odnaleźć”

Karetka pogotowia wjeżdża na teren aresztu na ul. Arkeścina w Mińsku. Zdj. Belsat.eu

Brat zmarłego, Paweł, opowiedział w wywiadzie dla Belsat.eu, że Dzianis odbywał służbę wojskową w oddziałach wewnętrznych (oddział 7404 czwartej specjalnej brygady milicyjnej).

– Po odbyciu służby otrzymał pracę w Kolonii Karnej nr 1 w Mińsku, gdzie pracował przez dziesięć lat, od 1998 r. do swojego odejścia z służb w 2008 r. Nie był oficerem. Pracował cały czas jako szef straży – wyjaśnia brat Dzianisa.

Kolonia Karna nr 1 przy ulicy Kalwaryskiej w Mińsku została zamknięty pod koniec 2008 roku po głośnym incydencie: jeden z więźniów wziął na zakładników pielęgniarkę i oficera. Negocjacje prowadził ówczesny minister spraw wewnętrznych, Uładzimir Nawumau. Akcja zakończyła się śmiercią napastnika. Niektórzy pracownicy zakładu otrzymali nagrody. W dostępnych źródłach nazwisko Dzianisa K. nie było wymienione w związku z tą sytuacją.

Był w areszcie na Akreścina. Dziś zmarł w szpitalu

Później, jak twierdzi brat zmarłego, Dzianis nie pracował dla władz.

– Pracował jako ochroniarz, a ostatnio jako budowlaniec. Oficjalnie nie był zatrudniony. Nie wiemy, gdzie dokładnie pracował, nie rozmawialiśmy o tym. Nie mógł się odnaleźć – mówi Paweł.

Funkcjonariusze OMON-u wychodzą z aresztu na ul. Akreścina. Zdj. Belsat.eu

„Doskonale wiem, że został zabity”

Dzianis nigdy nie założył rodziny: mieszkał z matką, której też niewiele opowiadał o swojej pracy. Na pytanie, czy miał jakieś problemy z prawem, czy był już wcześniej ścigany, jego brat odpowiada:

– Nie mogę stwierdzić z pewnością, bo nie wiem. Najprawdopodobniej nie był ścigany. Nie zrobiłby niczego strasznego, bo był bardzo dobrym człowiekiem. Nigdy nie wdawał się w bójki, czasem przyprowadzał do domu szczeniaka lub kota…

Paweł uważa, że jego brat nigdy nie miał konfliktów podczas pracy w służbach, ani żadnych wrogów. Wśród byłych współpracowników Dzianis miał tylko jednego bliskiego przyjaciela. Kiedy rozeszła się wiadomość o jego śmierć, tamten przyniósł kwiaty matce braci. Jak na razie serwisowi Belsat.eu nie udało się z nim skontaktować.

Krewni Dzianisa uważają, że oficjalna wersja Komitetu Śledczego nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

– Jak można odnieść takie obrażenia przez upadek z łóżka? To był jakiś samosąd, nikt nie miał do tego prawa… Doskonale wiem, że został zabity – albo przez milicję, albo przez mieszkańców celi, wiem to na sto procent. Nie ma innej możliwości. Nie wiem dokładne, jak to się stało. Jak sam powiedział, został pobity przez funkcjonariuszy – to były jego ostatnie słowa – mówi Paweł.

Kopia karty przyjęcia do szpitala,. W dokumencie wymieniono szereg poważnych uszkodzeń ciała. Zdj. Belsat.eu

– Nie rozmawialiśmy o polityce, raczej o sprawach rodzinnych. Nie zauważyłem niczego zaskakującego w zachowaniu Dzianisa. Być może był trochę smutny, może coś przeczuwał. Kiedy wróciliśmy do Mińska, po prostu wrócił do domu.

Po południu 27 września w centrum Mińska odbywały się protesty i dochodziło do zatrzymań. Jednak, jak mówi Paweł, Dzianis nie mógł uczestniczyć w demonstracji. Jego rodzina nie wie, jak trafił do aresztu na Akreścina.

„Planowe tortury rodem z sowieckich więzień”. Relacja więźnia

Już 29 września mężczyzna został przewieziony z aresztu do szpitala pogotowia ratunkowego. Tam postawiono mu wstępną diagnozę: złamania kości czaszki, otwarta rana czaszkowo-mózgowa, liczne stłuczenia, złamania prawej kości biodrowej i inne urazy.

Ekspert medycyny sądowej: „Wzbudza wątpliwości to, jak ogromne odniósł obrażenia przy upadku z tak niskiej wysokości”

Krewni nie mają dostępu do telefonu komórkowego Dzianisa: jest zabezpieczony kodem PIN. Nie jest więc możliwe odtworzenie dokładnej chronologii wydarzeń z ostatnich dni przed aresztowaniem. Jeszcze przed śmiercią Dzianisa jego brat złożył wniosek do Komitetu Śledczego dzielnicy Maskouskij Rajon o przeprowadzenie kontroli z powodu stosowania przemocy.

Pogrzeb odbył się we wtorek, 6 października. Rodzina zmarłego była przeciwna obecności dziennikarzy.

Jako informuje belsat.eu, w akcie zgonu Dzianisa K. w kolumnie „przyczyna zgonu” wskazano kod T06.8 według ICD („Inne określone urazy obejmujące liczne okolice ciała”).

Pół tysiąca osób było torturowanych na Białorusi. Śledztw brak

Zapytaliśmy specjalistę z dziedziny kryminalistyki, który chciałby zachować anonimowość, jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia takich obrażeń przy upadku z wyższego piętra łóżka.

– W celu określenia pełnego zakresu obrażeń konieczne jest zbadanie dokumentacji medycznej wskazującej umiejscowienie i charakter urazów zewnętrznych. Konieczny byłby wgląd w zdjęcia RTG i tomografię komputerową.

Jednak moja wstępna opinia w kwestii możliwości wystąpienia takich urazów w przypadku upadku z łóżka piętrowego jest bardzo sceptyczna. Wzbudza wątpliwości to, jak ogromne odniósł obrażenia przy upadku z tak niskiej wysokości – podsumowuje ekspert.

***

Pod koniec września międzynarodowe organizacje praw człowieka wysłały do prokuratury wniosek o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie tortur w aresztach śledczych. W odpowiedzi prokuratura oświadczyła, że szczegóły „są informacjami zastrzeżonymi”.

26 sierpnia powołano podlegający Prokuraturze Generalnej międzywydziałowy komitet do rozpatrywania spraw obywateli, którzy skarżyli się na pobicia i upokorzenia ze strony funkcjonariuszy organów ścigania. Ze skargami na brutalne działania milicji do komitetu zgłosiło się już ponad 1000 osób. Jak dotąd nie opublikowano ani jednego jawnego sprawozdania komitetu.

КА/МВ belsat.eu

Wiadomości