Byli funkcjonariusze ukraińskiego Berkutu służą w białoruskim OMONie

Białoruski portal Nowy Czas twierdzi, że po zwycięstwie „rewolucji godności” w 2014 część funkcjonariuszy uciekła na okupowany Krym i do Rosji, a część na Białoruś. Dotąd służą oni w strukturach siłowych.

Dziennikarzom udało się zidentyfikować co najmniej 4 funkcjonariuszy, którzy dołączyli do mińskiego OMONu. Jak podkreślają, nie jest to ostateczna lista byłych funkcjonariuszy Berkutu, których przyjął reżim Alaksandra Łukaszenki.

– Reżim Łukaszenki stoi w tym samym rzędzie co państwo-agresor Rosja, dla której demokratyczne przemiany na Ukrainie i Białorusi to zagrożenie istnienia – zaznaczają.

3 z 4 funkcjonariuszy zidentyfikowano jeszcze w 2017 roku. Dziennikarze potwierdzili teraz, że nadal są oni funkcjonariuszami białoruskiego MSW. Czwartego udało się zidentyfikować dopiero teraz. Autorzy podkreślają, że to dopiero pierwsza część ich śledztwa.

Kiedy OMON słabnie, jest bardziej agresywny i uderza na ślepo

Białoruski OMON pozostaje jedną z głównych, obok wojsk wewnętrznych, sił, które pacyfikują protesty na Białorusi. Przebieg ukraińskiej rewolucji godności z lat 2013/14 był dokładnie analizowany w Mińsku. „Kolorowymi rewolucjami” regularnie straszy Alaksandr Łukaszenka oskarżając Polskę, Litwę, a także Ukrainę o podgrzewanie opozycyjnych nastrojów na Białorusi.

“Tituszek” nie żal. Czy OMON sięgnie po pomoc półświatka?

pp/belsat.eu wg novychas.by, nv.ua

Wiadomości