Białoruski samolot zawrócono nad Polską. Żeby zatrzymać polityków i biznesmenów?

Embrarer-175 linii lotniczych Belavia. Zdj. VASILY FEDOSENKO / Reuters / Forum

Rejsowy samolot Belavii leciał z Mińska do Monachium. Nieoczekiwanie zawrócił nad Wrocławiem i wylądował w Grodnie. Tam na szóstkę spośród znajdujących się na pokładzie pasażerów czekali już białoruscy pogranicznicy i funkcjonariusze służb specjalnych.

Spektakularna akcja odbyła się 24 stycznia. Najpierw start samolotu z Mińska do Monachium opóźnił się z „przyczyn technicznych”. Był planowany na 12:30, ale ostatecznie Embraer-175 należący do białoruskiego przewoźnika wystartował dopiero o 15:33.

Potem jednak nieoczekiwanie zawrócił nad Polską i skierował się z powrotem na Białoruś. Ani kapitan, ani personel pokładowy niczego nie powiedzieli pasażerom.

– Po prostu po cichutku polecieli z powrotem. Na 15 minut przed lądowaniem pilot powiedział, że z powodu usterki technicznej musimy siąść w Grodnie. Technicy przekonają się, że wszystko jest OK, zatankujemy i polecimy. Niezrozumiałe było, dlaczego nie we Wrocławiu, skoro rzeczywiście były usterki… – mówił jeden z pasażerów.

Źródło: Flightradar24

Wszystko wyjaśniło się o 17:39, kiedy embraer wylądował na lotnisku w Grodnie. Według relacji podróżnych na pokład weszli ludzie w zielonych mundurach – prawdopodobnie pogranicznicy. Powiedzieli, że zaraz wymienią kilka nazwisk, a kto usłyszy swoje, ma zabrać swój bagaż podręczny i iść do wyjścia.

– Wywołali kilkoro pasażerów, sześcioro. Dwoje z jednej rodziny i czworo z drugiej. Wyprowadzono ich z rzeczami na zewnątrz. Przeszukano też miejsca, na których siedzieli – mówili pozostali pasażerowie przerwanego rejsu.

Po dwudziestu minutach o wyjście z samolotu poproszono pozostałych. Zaproszono ich pod podstawionego autokaru i odwieziono od maszyny. Po jakimś czasie przywieziono znowu, kiedy samolot już dotankowano. Na ogłoszony przez załogę komunikat, że „usterka została usunięta” i lot będzie kontynuowany, pasażerowie zareagowali śmiechem.

Samolot wystartował ponownie o 19:26 i półtorej godziny później (o 19:01 czasu lokalnego) wylądował w Monachium.

Jak twierdzi współpracujący z Biełsatem bloger NEXTA, zatrzymanymi na pokładzie byli dwaj białoruscy biznesmeni i politycy z rodzinami. To eksdeputowani do Rady Republiki (wyższej izby parlamentu) Michaił Krysztapowicz oraz Piotr Rudnik. Krysztapowicz jest dyrektorem cukrowni w Horodzieju (biał. Haradzieja) sponsorującej znany w kraju klub piłkarski. Rudnik to dyrektor generalny zakładów chemicznych Mahilouchimwałakno z Mohylewa.

Michaił Krysztapowicz i Piotr Rudnik. Zdj. sovrep.by

NEXTA próbuje wyjaśnić też niezwykły sposób zatrzymania podejrzanych pasażerów. Przypomina, że niedawno teren, na którym znajduje się lotnisko, przyłączono do mińskiej dzielnicy Kastrycznickaja.

– Odpowiedzialny za działania w tej dzielnicy wydział KGB najwyraźniej nie ma jeszcze wystarczającego doświadczenia współpracy z MSW, służbami granicznymi i służbą ochrony lotniska, więc wypracowane wcześniej schematy nie zadziałały – podejrzewa bloger. – Dlatego trzeba było pilnie improwizować: zawracać samolot i angażować do akcji funkcjonariuszy wydziału KGB z Grodna.

dd, cez/belsat.eu

Zobacz też