Białoruski poeta skazany na 13 dni aresztu

Czwartek to jedyny dzień, gdy areszt przy ulicy Akreścina w Mińsku przyjmuje paczki dla osób zatrzymanych. W kolejce ustawiła się też żona poety Dzmitra Strocawa.

O tym, że mąż trafił do aresztu, dowiedziała się w środę.

– Wczoraj zrobiliśmy wszystko tak, jak należy. Zadzwoniłam na 102 i powiedziałam: mąż zaginął, szukajcie go. Dziś zadzwonili do mnie z samego rana. Odnalazł się, trzymają go w komendzie milicji dzielnicy Centralny Rajon – powiedziała nam Hanna Strocawa.

Milicja poinformowała przy tym, że poeta “złamał art. 23.34 Kodeksu Wykroczeń”, czyli uczestniczył w nielegalnym zgromadzeniu.

– Ale tego dnia żadnych protestów nie było. On zwyczajnie szedł do pracy, na spotkanie z klientem – powiedziała nam Hanna.

Już na miejscu dowiedziała się, że męża skazano na 13 dni aresztu. Hanna miała szczęście – strażnicy przyjęli paczkę, czyli jej męża jeszcze nie wywieźli z Mińska.

Nie wszystkim uda się przekazać przesyłki. Studenta sztuki Hanna Paszkiewicz została zatrzymana w sobotę, a jej przyjaciółka Tacciana Homan czeka pod murami aresztu, by dowiedzieć się czegokolwiek o jej losie.

– Nawet nie wiemy, czy tu jest, bo powiedzieli nam, że o piątej rano 90 osób przewieźli do Baranowicz. Więc stoimy w kolejce, czekamy na informację, czy tu jest.

Julia Siejur na wiadomość o mężu czeka od niedzieli, gdy milicjanci zabrali go wprost z przystanku autobusowego.

– Na własne oczy widzieliśmy, jak wyjechało pięć więźniarek. Pojawiła się informacja, że było w nich około 90 osób. To nie jest pierwszy raz. Wiadomo, że po to, by nie dostali paczek, zabierają ich w środę i gdzieś wywożą. Tak jest w każdą środę i czwartek.

Według Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ), do Baranowicz przewieziono przynajmniej czterech z sześciu dziennikarzy osadzonych w areszcie przy Akreścina. Pracownicy niezależnych mediów są przy tym zatrzymywani w całym kraju.

Operator Biełsatu czeka na aresztowanie

W Brześciu sprawa przeciwko dziennikarzom została odesłana milicji do dopracowania. Raman Czmial i Maksim Chlabiec przez trzy dni byli przetrzymywani w areszcie, do którego trafili za relacjonowanie niedzielnych protestów.

– To trzeci tydzień z rzędu, gdy od niedzieli zatrzymywani są brzescy dziennikarze. Miłana Charytonawa [operatorka Biełsatu] była pierwszą, którą skazano. Aleh Paliszczuk także spędził noc w areszcie, a teraz my siedzieliśmy tam 72 godziny – powiedział prezes brzeskiej filii BAŻ Maksim Chlabiec.

Niezgodnie z białoruskim prawem dziennikarze są oskarżani o udział w nielegalnym zgromadzeniu.

W Mohylewie za zgromadzenie uznano grupowe zdjęcie. Fotografię z plakatem “Ja/My Andrej Wiarbicki” sąsiedzka grupa zrobiła na znak solidarności z mocno pobitym podczas zatrzymania mieszkańcem miasta. Obecnie Andrej Wiarbicki odsiaduje 26 dni aresztu.

– Milicjant powiedział mi: nie daj Boże, żebym zobaczył cię gdzieś na mieście, nie tylko w niedzielę. Wtedy będzie bolało. Tak mi powiedział towarzysz podpułkownik. Zapytałam się: to co, teraz nawet fotografować się nie można w więcej, niż trzy osoby? Odpowiedział: tak, za to długo posiedzisz – opowiedziała nam uczestniczka sesji Waleryja Czepikawa. Została ukarana grzywną wysokości 540 rubli (825 złotych).

Nie zelżała też presja na sportowców. W tym na najlepszego białoruskiego szachistę Uładzisława Kawalowa, którego wyrzucono z reprezentacji za podpisanie listu otwartego do władz państwa. Z kolei byłego kapitana białoruskiej reprezentacji w koszykówce Jahora Mieszczarakowa za udział w demonstracji skazano na 540 rubli grzywny.

W niedzielę mija termin Narodowego Ultimatum, które Swiatłana Cichanouskaja postawiła Alaksandrowi Łukaszence. Jeśli do tego dnia nie ustąpi, nie przerwie milicyjnej przemocy i nie uwolni więźniów politycznych, w poniedziałek rozpocznie się ogólnonarodowy strajk.

Materiał pochodzi z programu “Obiektyw”.

Iryna Darasiejczuk,pj/belsat.eu

Wiadomości