Białoruski milicjant porwany i zastrzelony pod Mohylewem

22-letni funkcjonariusz drogówki Jauhien Patapowicz został siłą wciągnięty do wołgi na rosyjskich numerach, a jego ciało znaleziono pod miastem.

Sprawą zajął się już Komitet Śledczy Białorusi, który wszczął sprawę karną z paragrafu 362 KK (zabójstwo pracownika organów spraw wewnętrznych w czasie wykonywania obowiązków służbowych). Pieczę nad sprawą przejął osobiście przewodniczący Komitetu Iwan Naskiewicz.

 

Jauhein Patapowicz, fot. mogilev.mvd.gov.by

Na razie wiadomo, że porucznik Patapowicz został porwany wczoraj ok. 18.30, gdy jechał na miejsce wypadku samochodowego. Jak podał portal TUT.by, jego porywacze poruszali się samochodem marki Wołga z przyciemnionymi szybami. Milicjant przed śmiercią miał wysłać wiadomość komunikatorem Viber o czarnej wołdze na rosyjskich numerach, w której miało znajdować trzech mężczyzn narodowości romskiej.

Numery rejestracyjne pojazdu, według wstępnych ustaleń, zaczynały się od liczby 67 lub 69, oznaczającej obwód smoleński lub twerski. Milicjant zginął od kuli prawdopodobnie wystrzelonej ze służbowego pistoletu.

Samochód domniemanych zabójców. Zdj. z profilu blogera NEXTA

Milicja rozpoczęła akcję poszukiwawczą pod kryptonimem „Syrena”. Na drogach wystawiono posterunki drogowe.

Jak poinformował Biełsat przyjaciel zabitego Kirył Milan, zabity milicjant był jedynym dzieckiem w rodzinie. Według rozmówcy był skromnym i porządnym człowiekiem, zawsze punktualnym i chętnym do pomocy.

Według znajomej Jauhena Karyny Jelisiejewej mężczyzna bardzo lubił swoją pracę i marzył o awansie w strukturach drogówki. Ukończył Instytut MSW, dzięki czemu w tak młodym wieku został porucznikiem.

Jak napisał białoruski bloger NEXTA, który jako pierwszy poinformował o porwaniu, milicjanci, z którymi miał kontakt uważają, że sprawa to naoczny dowód braku kadr. Funkcjonariusze wbrew regulaminowi muszą jeździć na akcje w pojedynkę.

jb/belsat.eu

Zobacz też

Wiadomości