Białoruski dialog między sztuką a religią. Malarski plener w starym klasztorze


Plener w Drui. Zdj. catholic.by

Malarze z całej Białorusi po raz piąty przyjechali do Drui przy granicy z Łotwą, gdzie w starym kościele i klasztorze pobernardyńskim odbywa się plener malarski. – Nasz temat to dialog między sztuką i religią – mówi ks. Siarhiej Surynowicz, miejscowy proboszcz.

– Mieszkanie w klasztorze, dość ascetyczne warunki, skromne jedzenie – to oferujemy dla ciała. A dla ducha – kontakt z niezwykłą przyrodą, praca w ciszy i spokoju, spotkanie z innymi artystami. Dla chętnych – także z Bogiem – opowiada ks. Surynowicz.

Tegoroczny plener to już piąta impreza, którą proboszcz organizuje z mińską artystką Wolhą Kuwajewą.

– Spotkaliśmy się dziesięć lat temu, gdy przyjechałam do Słabodki, niedaleko stąd, jako studentka. Z naszych kolejnych spotkań zrodził się pomysł, by zapraszać tutaj malarzy – wspomina Kuwajewa.

To ona zajmuje się „rekrutacją” artystów.

– Przyjeżdżają tu zarówno malarze już znani i uznani, ale także tacy, którzy dopiero zaczynają. W ich przypadku prosimy o przysłanie prób swojej twórczości – wyjaśnia. – Zbierałem się już kilka razy, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Tym razem postanowiłem twardo – jadę – mówi Kastuś Kaczan, malarz z Nowogródka i właściciel znajdującej się tam galerii.

Podkreśla on, że nietypowy jest nie tylko format spotkania – zlot artystów pod dachem u katolickiego księdza, ale także sama Druja – wymierające miasteczko w strefie przygranicznej, które od Łotwy dzieli kilkadziesiąt metrów przez rzekę Dźwinę. W czasach II RP Druja była miasteczkiem w województwie wileńskim, po II wojnie światowej znalazła się na terenie ZSRR.

– Zachował się tu niepowtarzalny klimat, architektura dawnych białoruskich miasteczek. To z jednej strony bardzo piękne, z drugiej – bardzo bolesne, bo powoli widać, jak wszystko umiera – dodaje Kaczan. – Pamiętam, jak przyjeżdżałem tu w czasach sowieckich. Na dziedzińcu klasztoru stały jakieś zdezelowane maszyny rolnicze, wszystko niszczało.

Zespół klasztorny, zabytek z XVII wieku, został ufundowany przez Kazimierza Leona Sapiehę. W połowie XIX wieku władze carskie zamknęły klasztor bernardynów. W czasach II RP obiektem administrowali marianie. W czasie II wojny światowej na kościół spadła bomba lotnicza, zniszczył go pożar. Świątynia została odbudowana, ale wkrótce podzieliła los wielu innych – władze zamknęły ją i użytkowały w celach gospodarczych, później popadła w ruinę.

Odzyskany przez katolików pod koniec lat 80. XX wieku kościół ciągle wymaga remontu i ogromnych nakładów. Do odbudowy jest cały dach, osuszenie zawilgoconych fundamentów to koszt rzędu pół miliona dolarów. Jak mówi ks. Surynowicz, jest praktycznie niemożliwe, by znalazły się takie środki. Świątynia funkcjonuje jednak jako siedziba miejscowej parafii i małymi krokami – tam gdzie jest to możliwe – jest powoli remontowana.

Artyści będą w Drui do końca tygodnia. W niedzielę, w ostatnim dniu pleneru, w pomieszczeniach klasztoru tradycyjnie odbędzie się wystawa ich prac. Później ks. Surynowicz zamierza objechać z wystawą białoruskie galerie.

– Zarówno wernisaż w Drui, jak i późniejsze wystawy, przyciągają wielu amatorów sztuki. Jest to w końcu współczesne białoruskie malarstwo – mówi ksiądz. – Chcielibyśmy, by w przyszłości przyjechali do nas także artyści z Polski. To byłoby bardzo ciekawe dla naszych malarzy, ale myślę, że także dla ich polskich kolegów – dodaje.

cez/belsat.eu wg PAP, catholic.by

Zobacz też
Komentarze