Białoruski bunt jest kobietą

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Swiatłana Cichanouskaja nie podejrzewała, że stanie się największym koszmarem Aleksandra Łukaszenki. Dla władzy jest wyjątkowo niewygodną przeciwniczką.

Kiedy władze odmówiły Siarhiejowi Cichanouskiemu prawa kandydowania w wyborach prezydenckich, chyba nikt nie spodziewał się, że zastąpi go jego żona, Swiatłana. Stała u jego boku, kiedy zbierał dla niej podpisy. I kiedy był aresztowany. Początkowo wyglądało na to, że Swiatłana jest tylko przypadkowym zmiennikiem charyzmatycznego blogera. Że, w odróżnieniu od męża, nie poradzi sobie na wiecach i zwyczajnie przestraszy się konsekwencji walki z Alaksandrem Łukaszenką. Odbierała przecież telefony z pogróżkami. Dzieci wysłała za granicę, by były bezpieczne.

Swiatłana nabierała siły. Wraz z wydłużającymi się kolejkami Białorusinów zkładających podpisy pod jej kandydaturą. Kiedy władza aresztowała Wiktara Babarykę i odrzuciła kandydaturę Walerego Capkały, została sama przeciwko Łukaszence. I być może prezydent zakładał, że to dla niego sytuacja idealna.

Wygłaszane przez prezydenta mizogińskie komentarze o kobietach świadczą o tym, że nie traktuje poważnie Cichanouskiej. Pod koniec czerwca Łukaszenka powiedział lekceważąco, że prezydentem Białorusi nie zostanie kobieta, bo społeczeństwo nie dojrzało do tego, by na kobietę głosować. Chyba jednak się przeliczył. Białorusini nie tylko idą za stojącą na czele sprzeciwu kobietą, ale i dają jej ogromną siłę. Taką, której prezydent nie docenia.

Telewizor wam tego nie pokaże

Serce, pięść i znak wiktorii to symbole połączonych sztabów opozycji. Białorusini uznali, że oznaczają one stare hasło opozycji: „Wierzymy, możemy, zwycieżymy”. Borysów, 23 lipca 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar/belsat.eu

Na pierwszych wiecach Cichanouskaja była onieśmielona i wyraźnie stremowana. Podobnie było, gdy pierwszy raz pojawiła się w telewizji. Zgodnie z prawem, jako zarejestrowanej kandydatce przysługiwał jej czas antenowy.

– Witajcie drodzy Białorusini, zwraca się do was kandydat na prezydenta Swiatłana Cichanouskaja – tak zaczęła swoje pierwsze, kilkunastominutowe wystąpienie telewizyjne.

Pierwsze słowa wybrzmiały z wyraźną tremą. Potem jednak Cichanouskiej urosły skrzydła. Mówiła szczerze i z pasją. Miała świetne przemówienie. Takie słowa chyba nigdy nie padły ze studia rządowej telewizji. Słowa bardzo ostre, oskarżające i wypunktowujące ból Białorusinów i ich żal do trwającej od ponad ćwierćwiecza władzy Łukaszenki.

– Telewizor nie pokaże wam, że absolutna większość jest przeciw tej władzy, że ludzie są zatrzymywani na ulicach, ale to prawda – wyliczała jak mantrę akcentując za każdym razem, że telewizja kłamie i prawda jest inna.

„Nie jestem politykiem”. Rywalka Łukaszenki wystąpiła w programie wyborczym w państwowej TV

W podobnym zabiegu retorycznym wyliczyła punkt po punkcie co nie podoba jej się na Białorusi i co chciałaby, żeby się zmieniło. Jej przemówienie było doskonałe z PR-owskiego punkut widzenia, nowoczesne i proste. Tak do Białorusinów dawno nikt nie mówił. A zwłaszcza nikt nie mówił tak do nich z ekranów telewizora. O ile do tego wystąpienia prezydent mógł traktować Cichanouską z lekceważeniem, a nawet politowaniem, to telewizyjna przemowa powinna otworzyć mu oczy.

I chyba tak było. Bo na wypowiedziane w studiu słowa o tym, że większość Białorusinów nie popiera prezydenta, administracja odpowiedziała publikacją filmiku, na którym Łukaszenkę witają tłumy. W ostatnich dniach władze już otwarcie dają do zrozumienia, że są gotowe na siłowy scenariusz w przypadku protestów po wyborach. Jednocześnie wprost sugerują, że szans na elekcję Cichanouskiej nie ma.

Liderka z przypadku?

Swiatłana Cichanouskaja stała się dla Białorusinów symbolem zmian. Borysów, 23 lipca 2020 r. Zdjęcie: Alisa Hanczar/belsat.eu

Historia zna wiele przykładów mimowolnych bohaterów wielkich, przełomowych wydarzeń. Jeśli jednak przyjrzeć się uważnie rewolucjom w państwach byłego imperium sowieckiego, to prawie nigdy przypadkowy bohater, a tym bardziej bohaterka, nie prowadzili ludu na barykady.

Micheil Saakaszwili w gruzińskiej rewolucji róż? Był zawodowym politykiem jeszcze przed rewolucją. Wiktor Juszczenko, czy Julia Tymoszenko piastowali wysokie funkcje zanim stanęli na czele „pomarańczowej rewolucji”. Również Petro Poroszenko, czy Arsenij Jaceniuk i wielu innych znanych z ostatniego ukraińskiego majdanu mieli za sobą potężny bagaż doświadczeń w życiu publicznym. Nawet Nikol Paszynian, bohater ostatniej rewolucji w Armenii i obecny prezydent tego kraju, był dziennikarzem, a jako aktywista pracował przy kampaniach wyborczych.

Łukaszenka, którego również na początku lat 90. nazywano „człowiekiem znikąd”, kiedy zaczynał karierę polityczną, miał za sobą pracę w administracji.

Cichanouskaja nie ma takich doświadczeń. Dzięki temu jest jednak autentyczna. Szczera w swoim zagubieniu. I idealnie odpowiada charakterowi rosnącemu od miesięcy białoruskiego buntu. Bo to nie jest już ta sama walka, którą od lat 90. prowadzi białoruska opozycja demokratyczna. Tym razem na ulice wychodzą ludzie, którzy wcześniej polityką się nie interesowali i od niej uciekali. W miejscach, które nawet władze zaskakują, bo bardzo radykalne protesty wybuchają na prowincji, a nie jak do tej pory, tylko w Mińsku.

Swiatłana Cichanouskaja w Borysowie: na początku było mi strasznie, ale już się nie boję

Zmiany domaga się pokolenie, które wyrosło w czasie dwudziestosześcioletnich rządów Łukaszenki i nie pamięta Białorusi bez „Baćki”. Swiatłana Cichanouskaja też należy do tego pokolenia i doskonale rozumie jego frustrację. Kiedy Łukaszenka obejmował władzę, miała przecież dwanaście lat. Dorastała w cieniu wąsatego prezydenta.

Teraz nie kryje, że chce dać Białorusinom zmianę, ale nie chce władzy. Obiecuje, że w ciągu pół roku po wyborach ustąpi i ogłosi nowe, tym razem uczciwe wybory, w których Białorusini będą mogli wybrać porządnego prezydenta. W ten sposób jej obietnica zmiany staje się bardziej wiarygodna i szczera.

Być może to jest najtrudniejsze do przełknięcia dla Łukaszenki. Nie ma przeciw sobie wyrachowanego i doświadczonego polityka, urzędnika, czy zawodowego opozycjonisty, ale kobietę, która chce zrobić porządek i odsunąć się w cień. Dlatego Łukaszence tak trudno uwierzyć, że stoją za nią po prostu Białorusini, a nie, jak twierdzi, obcy agenci.

Białoruś: Łukaszenka straszy użyciem wojska

Michał Kacewicz/belsat.eu

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów