Białoruski bloger rozpętał burzę, opowiadając o prawdziwym obliczu sowieckiej interwencji w Afganistanie

Foto

Dla obecnych 50 i 60 latków wojna afgańska była doświadczeniem pokoleniowym, przemilczanym do dziś. źródło: inosmi.ru

Maksim Mirowicz pokazuje na swoim blogu, jak kiepsko wyposażeni byli sowieccy żołnierze w Afganistanie. Mówi również o zbrodniach wojennych.

Afgańska eskapada Leonida Breżniewa miała być krótka i zwycięska. W odróżnieniu od Amerykanów, sowiecka armia miała błyskawicznie zainstalować podporządkowany sobie reżim w Kabulu. W święta w grudniu 1979 r. specnaz przeprowadził operację o kryptonimie „Sztorm 333”. Jej celem było zlikwidowanie wymykającego się spod kontroli Moskwy afgańskiego przywódcy Hafizullaha Amina. Jednak, jak się później okazało, armia sowiecka utknęła w Afganistanie na całą dekadę. Wyprowadził ją stamtąd dopiero w 1989 r. Michaił Gorbaczow, kiedy sowieckie imperium chwiało się już w posadach.

Białoruski bloger Maksim Mirowicz pojechał do Afganistanu szukać śladów sowieckiej interwencji z lat 80. Źródło: Maksim Mirowicz livejournal

Wojna walnie przyczyniła się do upadku ZSRR. Kosztowała życie ponad stu tysięcy Rosjan, Białorusinów, Ukraińców i przedstawicieli innych narodów ZSRR. Nigdy nie była popularna. Nawet skore do mitologizacji sowieckiej przeszłości władze Władimira Putina i Alaksandra Łukaszenki zazwyczaj milczą na temat Afganistanu. Co nie znaczy, że afgańska przeszłość została rozliczona i dobrze poznana. Przeciwnie, stała się tematem niewygodnym. Dziś prawdę o Afganistanie starają się pokazać zapaleńcy, tacy jak znany z demaskatorskich materiałów o tajemnicach i legendach z czasów ZSRR białoruski bloger Maksim Mirowicz, .

Prawda o Afganie

Maksim Mirowicz napisał na Twitterze: „Byłem niedawno w Afganistanie, za każdego lajka napiszę jeden mało znany fakt o afgańskiej wojnie.”

I się zaczęło. Kolejne wpisy opowiadały o tym, że Moskwa planowała interwencję w Afganistanie na długo przed 1979 r. I np. specjaliści od drążenia skał budujący wcześniej moskiewskie metro, przebijali się przez masywy skalne na granicy z Afganistanem, by zbudować szerokie tunele dla wojska.

Wraki czołgów T-34 do dziś stoją w afgańskich górach. Źródło: Maksim Mirowicz livejournal

Jednak najwięcej uwagi Mirowicz poświęcił demaskowaniu rzekomego świetnego przygotowania armii sowieckiej do wojny. Pokazuje, że chełpiąca się swoją pancerną potęgą armia walczyła w Afganistanie korzystając często ze starych czołgów T-55, a nawet znanego z II wojny światowej T-34. Żołnierze we własnym zakresie kupowali trampki i tenisówki, bo były lepsze na afgańskie upały od ciężkich, przepisowych butów. A komandosi ze specnazu nie mając odpowiednich, tropikalnych mundurów walczyli w ubraniach przeciwchemicznych i szyli sobie kamizelki taktyczne ze starych pływackich kamizelek ratunkowych.

Żołnierze chętniej nosili produkowane w ZSRR trampki, niż przepisowe, wojskowe obuwie. Źródło: livejournal

W czasie swojego wyjazdu do Afganistanu białoruski bloger był w miejscach (np. w wiosce Rucha na przełęczy Salang), gdzie miejscowi do dziś pamiętają ciężkie bombardowania cywilnych obiektów. I używaną przez Sowietów broń chemiczną. Temat zbrodni popełnianych na cywilach do dziś jest słabo zbadany. Pogrążony w kolejnych wojnach Afganistan i jego mieszkańcy nigdy nie mieli możliwości rozliczać sowieckich okupantów. Z kolei Rosjanie zaprzeczają, by popełniali zbrodnie wojenne. Do dziś uważają oskarżenia za insynuacje. Komentarze pod publikacją Mirowicza ostro atakują autora.

– Czy masz jakieś dowody poza opowieściami Afgańczyków? – piszą internauci.

I oburzają się, kiedy Mirowicz pisze o heroinie przywożonej do ojczyzny w blaszanych trumnach, zamiast ciał poległych żołnierzy. Ale bloger zyskał również wiele uznania.

– Tak, pamiętam takie apteczki z psychotropami, którymi nas szprycowali, żeby nie spać przez kilka dni – piszą weterani i dodawali – To również prawda, że traktowaliśmy „duszmenów”, czyli Afgańczyków jak bydło.

Właśnie dlatego, że sowieci ponosili porażki, oraz stosowali te same, okrutne metody, które krytykowali u Amerykanów w Wietnamie, wojna była tematem tabu. Władze nie mogły jednak ukryć wszystkiego. W końcu żołnierze wracali z wojny, albo ginęli. Rodziny wiedziały co się dzieje. Telewizja pokazywała zatem, że żołnierze jadą do Afganistanu budować domy i pomagać ludności. Tyle, że jak napisał białoruski bloger, telewizja pokazywała np. zbudowane przez radzieckich inżynierów w Kabulu „chruszczowki”, czyli bloki z cegły, jeszcze przed wojną. W czasie wojny sowieci nic nie budowali. Raczej tylko burzyli.

Ładunek 200

Oficjalnie Moskwa nigdy nie rozliczała się z „afgańską” przeszłością. Wojna z lat 80. nigdy nie stała się tematem poważnych badań historycznych, publikacji. Dość skromnie, jak na pokoleniowe doświadczenie, pojawiła się w popkulturze. W rosyjskim kinie Afganistan na poważnie zaistniał dwa razy. Najsłynniejszym „afgańskim” filmem epoki Putina jest „Dziewiąta kompania” Fiodora Bondarczuka. Historia o zapomnianym w górskim posterunku i zdanym na łaskę losu, walczącym z kolejnymi falami ataków mudżahedinów oddziale sowieckiej armii.

W drugim filmie, „Ładunku 200” Aleksieja Bałabanowa Afganistan występuje jedynie pod postacią blaszanej trumny ze zwłokami żołnierza. Czyli, jak w rosyjskiej armii mówi się potocznie – właśnie ładunkiem 200. Ale i tak jest to obraz sugestywnie oddający klimat rozsypującego się, zdemoralizowanego imperium, pogrążonego w wojnie, o której nie wolno mówić, a która przyczynia się do jego upadku. Oba filmy na swój sposób mitologizują jednak Afganistan. Pokazują, że to system i nieudolne władze zdradziły, że żołnierze byli dzielni i prawi.

„Dziewiąta kompania” Fiodora Bondarczuka przedstawiała wyidealizowany obraz afgańskiej wojny, pojedynku dobra ze złem. Źródło: teleprogramma.ru

Dziś pamięć afgańskiej wojny bardziej dzieli, niż łączy. Środowiska weteranów również są podzielone. Wojna była doświadczeniem pokoleniowym dla obecnych 50-60 latków. Na Białorusi, czy Ukrainie Afganistan traktowany jest jako niepotrzebna, rosyjska awantura imperialna. Władze w Mińsku np. wypychają pamięć o wojnie i od kilku lat odbierają weteranom ulgi i przywileje. Na Ukrainie znaczna część środowiska weteranów zaangażowała się w rewolucję na kijowskim Majdanie. Stworzyli własną, tzw. afgańską sotnię. Wielu zginęło w walkach w Kijowie i na Donbasie. Ale i część weteranów stanęła po drugiej stronie i walczy w szeregach prorosyjskich tzw. separatystów.

W Rosji zaś pamięć o Afganistanie nie jest szczególnie celebrowana. W końcu to przegrana wojna. Tymczasem współcześnie prowadzone przez Rosję działania zbrojne: w Syrii, a szczególnie na Ukrainie, również są otoczone tajemnicą. I są traktowane jako tabu. Dokładnie tak, jak sowieckie władze traktowały Afganistan.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze