„Białoruska snajperka” z Donbasu opowiada, jak stała się narzędziem rosyjskiej propagandy


Natalla Krasouskaja fot. A. Borodulin

Biełsat dotarł do najbardziej znanej Białorusinki walczącej w szeregach wojsk „Donieckiej Republiki Ludowej”. Natalla Krasouskaja, znana z wielu medialnych wystąpień, opowiedziała o horrorze, który przeżyła, będąc w rękach separatystów.

W połowie 2014 r., w okresie nasilenia walk w Donbasie, w internecie pojawił się nabierający ogromnej popularności filmik, w którym bojowniczka o pseudonimie „Słoneczko” pozdrawia Łukaszenkę i informuje, że po stronie prorosyjskich bojowników walczą też Białorusini. Kobieta rozpoznana potem jako Natalla Krasouskaja z Borysowa ubrana była w mundur z przyczepioną symboliką Białorusi i trzymała w ręku białoruski paszport. Jest to fragment reportażu nagranego w okresie maja-czerwca 2014 r. przez dziennikarzy Komsomolskiej Prawdy niedaleko zajętego przez bojowników Słowiańska. Potem w sieci pojawiały się inne nagrania kobiety, w których informowano, że jest ona snajperką. Bloger Giennadij Dubawin, który jest autorem jednego z filmików, wyznał Biełsatowi, że w rzeczywistości nie była ona żadnym snajperem.

– Ona teraz jest w Moskwie i ja o niej nie będę rozmawiał. Z niej taki snajper, jak z pani Lew Tołstoj […] Ona walczyła, ale lepiej, żeby siedziała w domu – napisał.

„Z niej taki snajper, jak z pani Lew Tołstoj”

W sierpniu 2014 r. szereg mediów podał informację, że Krasouskaja zginęła w Donbasie. Jednak po trzech miesiącach pojawiała się w Moskwie na demonstracji poparcia dla „Noworosji”. Dziennikarze usiłowali ją odnaleźć w rodzinnym Borysowie, jednak bez skutku. Poprzez Michaiła Pałynkowa, jednego z współpracowników byłego dowódcy wojsk DRL Igora Girkina, udało się nam zdobyć kontakt do Krasouskiej. Obecnie 38-latka żyje na stałe w Moskwie. I choć rozmowa odbyła się przez telefon, nie ma wątpliwości, że o nią chodzi. Jej głos odpowiadał głosowi znanemu z filmików. Kobieta również wysłała swoje zdjęcie:

Zdjęcie, które przysłała nam Krasouskaja

Byłam „dziewczyną-hippiską”

Rozmówczyni podczas wywiadu była bardzo nerwowa i na pytania reagowała często nienaturalnym śmiechem lub agresją. Często powtarzała to samo kilkakrotnie. Może być to efekt traumy, której doświadczyła w Donbasie.

Natalla nie chciała mówić o swojej edukacji i karierze zawodowej w cywilnym życiu. Przed wyruszeniem do Donbasu nie założyła własnej rodziny i żyła z rodzicami. Na wiosnę 2014 r. jak przyznaje, zaczęła oglądać informacje w rosyjskiej TV i zapragnęła zobaczyć, co się dzieje w Donbasie na własne oczy.

– Jeszcze w 2009 r. poznałam w Kijowie chłopaka, który pracował jako ochroniarz w Radzie Najwyższej i lubił tańczyć. Opowiadał, że 10 lat temu był w Czeczenii. „Ty byś się Natka obe…ła, gdyś usłyszała w pobliżu czołgi” – mówił. I gdy to wszystko zaczęło się w Donbasie, zachciałam dla zasady udowodnić sobie, że nie boję się prawdziwej wojny – opowiada.

– Wcześniej zawsze byłam taką dziewczyną-hippiską: nosiłam etno-koszule, koraliki, bransoletki własnej roboty… W takim stylu pojechałam, wzięłam jak najmniej rzeczy do płóciennej torby. Jechałem bez żadnego hasła w głowie, tak by tylko zobaczyć. Trzeciego maja pojechałam przez Smoleńsk i dalej do Rostowa – dodaje.

Na początku, jak opowiada, chciała z Rostowa przejechać Donbas i trafić do Kijowa do znajomych i do swojego mężczyzny. By dostać się do strefy walk, wymyśliła legendę, że jedzie pomagać rannym w szpitalu w Krematorsku.

– W Nowoszachtyńsku, na granicy Rosjanie mnie odprowadzili na bok i pytali „dokąd jedziesz”. „Będę pracować jako pielęgniarka, pomożecie?”. „Tak k..wa, pomożemy!”. Przepuścili. Ukraińcom powiedziałam, że jadę na wycieczkę. Za granicą znalazłam się w szczerym polu. Ani domów, ani cywilizacji. Zatrzymała się ciężarówka, w niej facet – przeklina wszystko i wszystkich. „Dziewczyno, a ty dokąd? Dawaj, podwiozę cię” – wspomina.

Według jej relacji w ten sposób dotarła w okolice Słowiańska do wsi Czerekowka, gdzie swój posterunek drogowy mieli członkowie „pospolitego ruszenia”. I tam została zatrzymana.

Krasouskaja podczas mitingu w Moskwie na jesieni 2014 r. fot. neuromir.tv

Z Berią w piwnicy

– Po wszystkich kontrolach podeszła do mnie baba w mundurze i znowu zażądała dokumentów. Powtórzyłam historię o pielęgniarce, a ona powiedziała, żebym poczekała na innych ludzi, którzy będę musiała wszystko wytłumaczyć.

Ostatecznie kobieta trafiła do budynku „słowiańskiej SBUszki” – jak nazywano byłą siedzibę Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Słowiańsku:

– Zaprowadzili do środka, zobaczyłam krzesła i bardzo zachciało mi się przysiąść. Gdy tylko usiadłam, nagle chórem wrzasnęło na mnie kilku uzbrojonych mężczyzn: „Ręce za plecy!” Zawiązali mi oczy i zaprowadzili do piwnicy. To było 7 maja.

Prorosyjski bojownik w Słowiański, rok 2014. Zdjęcie: Reuters

Kobieta nie umie powiedzieć, dlaczego została zatrzymana. W piwnicy zaczęło się bicie.

– Leżałam na podłodze ze związany nogami, sikałam pod siebie, a oni mnie nap…li bez końca. Typek, taki młodszy ode mnie, taki grubiutki, pstrykał mi nad uchem paralizatorem. Wołali na niego Beria. Gdy oni wychodzili, podpełzałam do drzwi, waliłam w nie rękami i przeklinałam ich. Krzyczałam: „nienawidzę was, żebyście zdechli ze swoją Noworosją!” Trwało to dwie doby.

9 maja, separatyści świętowali Dzień Zwycięstwa i podpici uwolnili Krasouską. Odwieźli ją do posterunku w Czerekowce i tam przekazali medykom. Miała ona trafić do szpitala miejskiego w Słowiańsku z diagnozą przemieszczenia dysku i opuszczenia lewej nerki. Według kobiety było to wynikiem dwudniowego katowania. Dla potwierdzenia swoich słów przesłała fotografię zrobioną w szpitalu w Słowiańsku. Krwawe ślady na nadgarstkach przypominają ślady po zaciśniętych kajdankach.

O tym, że Natalla trafiła do niewoli separatystów świadczyć może korespondencja pomiędzy Michaiłem Pałynkowem i jego współpracownikiem, do której dotarliśmy. Połynkow pisze. że Krasouskaja „przeszła wszystkie kręgi piekła, zaczynając od naszego NKWD”.

„Teraz jesteś na liście naszego oddziału”

– Gdy się ocknęłam, dowódca o pseudonimie Jegier powiedział: „Koniec, teraz jesteś na liście naszego oddziału. Do granicy z Rosją nie dobiegniesz. Do Ukraińców pójdziesz, przekażemy informacje, że walczyłaś”. I tak zostałam w Czerekowce jako dziewczynka do bicia. Wszyscy mną pomiatali, poniżali – skarży się Krasouskaja.

Nie wiadomo dokładnie, o który oddział chodzi. Najprawdopodobniej była to jedna z licznych grup pospolitego ruszenia. Na początku czerwca Natalla dowiedziała się, że w oddziale szukają ochotników do kopania okopów we wsi Semeniwka, gdzie stacjonował batalion Sparta pod dowództwem słynnego Motoroli.

To właśnie tam poznała Giennadija Dubowa, który w jednej ze swoich relacji wideo nazwał ją snajperem. Dziś Krasouskaja twierdzi, że nigdy nie była snajperem, a wypełniała inne zdania np. dostarczania amunicji. Przyznaje się jednak do zabijania ludzi. Kategorycznie jednak nie chce powiedzieć w jakich okolicznościach. Wspomina też, że padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony bojówkarzy.

Choć kobieta informuje o prześladowaniach, na tym zdjęciu zrobionym w 2014 r. wygląda na zadowoloną.

Jeśli wierzyć jej słowom, de facto stała się ona zakładnikiem bojówkarzy. Choć jak twierdzi, w Sparcie warunki były już lepsze.

– Po jakim czasie piłam już wódkę z dowódcami – opowiada.

Dragi i tysiąc pięćset rubli – jak pracują rosyjscy propagandyści

W pobliżu Semeniwki Krasouskaja spotkała korespondentów Komsomolskiej Prawdy. Według jej relacji została zmuszona, by powiedzieć, że o Noworosję walczy wielu obcokrajowców, szczególnie Białorusinów.

– To były dragi i tysiąc pięćset rubli. Dawali nam tabletki na uspokojenie, jakieś narkotyki. Prosili, by je rozdać bojownikom, żeby nie bali się strzałów. Tamci chodzili przez to jak muchy w smole. Wtedy spotkał mnie Koc i Stieszyn (z Komsomolskiej Prawdy – Belsat.eu). Powiedzieli mi po prostu: mów do kamery, że tu jest pełno obcokrajowców, dużo Białorusinów, pokaż paszport. Nie mogłam odmówić tego wywiadu. Co było robić? Spróbuj choć jęknąć, to ci powiedzą, że wspierasz Ukrainę. Nie chciałam zdychać — relacjonuje.

Usiłowaliśmy skontaktować się z Dmitrijem Stieszynem, żeby zapytać, czy rzeczywiście używał tego typu metod przy robieniu swoich materiałów, jednak nie zareagował na nasze pytania.

Prawdopodobnie Krasouskaja miała się stać jedną z czołowych bohaterek rosyjskiej propagandy: kobieta walcząca „przeciw faszystom” i do tego z „bratniej Białorusi”. Tym można wyjaśnić skąd tak wiele filmików i jej obecność na mitingu na jesieni 2014 r. „Słoneczko” stała się w mediach najpopularniejszą postacią ze wszystkich prorosyjskich bojówkarzy z Białorusi. Jednak po jakimś czasie publiczność straciła zainteresowanie.

Areszt i „psychuszka”

Natalla ostatecznie opuściła Donbas w grudniu 2014 r. dzięki pomocy Połynkowa i innych eks-bojówkarzy. Jak mówi, nie może znaleźć pracy z powodu kłopotów ze zdrowiem. Utrzymuje ją partner.

Latem 2016 r. Krasouskaja postanowiła odwiedzić matkę w Borysowie. Po przyjeździe do Mińska została zatrzymana przez milicję, rzekomo za „drobne chuligaństwo” i trafiła do aresztu.

Według SBU Krasouskaja nie jest podejrzewana o popełnienia żadnego przestępstwa na terytorium Ukrainy.

– Zaczęłam opowiadać całą prawdę o DRL, o wszystkim, co tam się działo. A oni mi przerywają, że niby to nieciekawe, i że o DRL nie trzeba. Prosili bym opowiedziała o dziwnych rzeczach: czy spotykałam Białorusinów walczących po stronie Ukrainy. Z którymi pro-ukraińsko nastawionymi ludźmi utrzymuję kontakt – opowiada.

Krasouskaja dostała wyrok 10 dni aresztu, po czym odwieziono ją do szpitala psychiatrycznego. Po kilku dniach została wypisana i samodzielnie wróciła do domu. Jak twierdzi – do aresztu trafiła przypadkowo.

Z powodu niedostępności dla dziennikarzy białoruskich struktur siłowych nie dowiedzieliśmy się o przyczynach zatrzymania Krasouskiej. Nie znamy też okoliczności jej trafienia w szpitalu.

W SBU poinformowano, że przeciw Krasouskiej nie toczy się żadne postępowanie.

„Mam ochotę skręcić ci kark”. Bojownik z tzw. DRL grozi dziennikarce Biełsatu

Kaciaryna Andrejewa,jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze