Białoruska milicja przeszukała mieszkanie szefa internetowej gazety Nasza Niwa

Nie ustaje presja na niezależne media na Białorusi. Tym razem przeciwko niezależnemu portalowi wszczęto śledztwo o oszczerstwo, jakiego miał się dopuścić wobec wiceszefa MSW.

Redaktor naczelny portalu Jahor Marcinowicz wyszedł na spacer z psem dziś rano ze swojego mińskiego mieszkania i zdążył jedynie wysłać do swoich bliskich sms o treści SOS. Potem jego żona, również dziennikarka niezależnego portalu TUT.by, Adaria Husztyn,poinformowała, że do ich domu przyszli funkcjonariusze Zarządu Bezpieczeństwa Wewnętrznego MSW z nakazem przeszukania.

Główny redaktor Naszej Niwy Jahor Marcinowicz opuszcza swoje mieszkanie po przeszukaniu. Zdj. Belsat.eu

Podstawą do wszczęcia śledztwa był artykuł, w którym jeden z tzw. diżejów zmian Uladimir Sakałouski stwierdził, że w czasie, gdy był w areszcie przy ul. Akreścina, do jego celi przychodził wysoki oficer, w którym rozpoznał wiceszefa MSW Alaksadra Barsukawa. Ten miał straszyć go 10 latami więzienia, twierdzić, że chłopak otrzymywał pieniądze za puszczenie rewolucyjnej piosenki podczas miejskiego festynu. Sakałouski relacjonował też, że został dwukrotnie przez niego uderzony.

Wiceminister Spraw Wewnętrznych poczuł się dotknięty tymi słowami i na jego wniosek jako poszkodowanego wszczęto sprawę karną. Jak informuje portal TUT.by, szef Naszej Niwy nie ma jeszcze żadnego statusu w śledztwie. I choć wcześniej dawał wyjaśnienia na temat sprawy Barsukawa i na dzisiaj był wezwany na zapoznanie się z wynikami ekspertyzy – nie udało mi się dotrzeć do siedziby MSW.

Po przeszukaniu, podczas którego zatrzymano telefony komórkowe, komputery, nośniki danych i dokumenty dziennikarskiej pary, Marcinowicz został przewieziony na przesłuchanie do Komitetu Śledczego.

Tzw. diżeje zmian to dwójka dźwiękowców Pałacu Dzieci i Młodzieży. 7 sierpnia, na dwa dni przed wyborami puścili oni zgromadzonym piosenkę „Pieremien” rosyjskiej grupy Kino, będącej jednym z nieformalnych hymnów białoruskich protestów. W tym czasie odpowiadali za obsługę muzyczną festynu z okazji Dnia Otwartego Edukacji Dodatkowej na Skwerze Kijowskim w Mińsku. Wizerunek dwóch didżejów z podniesionymi palcami w znaku zwycięstwa stał się ikoną protestujących. Oni sami dostali po 10 dni aresztu za „czyn chuligański” i po wyjściu z więzienia wyjechali na Litwę.

Areszt za protest song. W Mińsku skazano dźwiękowców

To kolejny przypadek nacisku na niezależny portal. Kilka dni temu redakcja dowiedziała się, że może zapłacić karę za „niedopełnienie formalności” związanych ze zgłoszeniem faktu postrzelenia dziennikarki przez specnaz podczas relacjonowania protestu.

Białoruski specnaz postrzelił reporterkę. Jej gazeta może zapłacić karę „za niedopełnienie formalności” WIDEO

jb/ belsat.eu wg www.tut.by nashaniva.by

Wiadomości