„Białoruska elektrownia atomowa nie będzie nowym Czarnobylem” POLEMIKA


Pierwsza białoruska elektrownia atomowa powstaje 50 km od Wilna i wywołuje gorące protesty Litwinów. Zdj. W. Małczanau/Biełsat

Polscy naukowcy polemizują z białoruskim fizykiem prof. Hieorhijem Lepinem, likwidatorem katastrofy czarnobylskiej. Komentując serialu „Czarnobyl” naukowiec negatywnie odniósł się do idei rozwoju energetyki jądrowej.

Z tezami białoruskiego naukowca polemizują na łamach Belsat.eu Adam Rajewski z Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej, Paweł Gajda z Katedry Energetyki Jądrowej Wydziału Energetyki i Paliw AGH w Krakowie oraz Katarzyna Tymińska z Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

W wywiadzie „Czarnobyl: serial a rzeczywistość” z profesorem Hieorhijem Lepinem pojawia się naszym zdaniem szereg stwierdzeń wątpliwych albo wprost nieprawdziwych. Uważamy, że wymagają one komentarza, gdyż sugerują dość jawnie, że współczesne elektrownie jądrowe tworzą zagrożenie dla ludności porównywalne z elektrownią czarnobylską.

„Czarnobyl”: serial a rzeczywistość

Reaktor nie wybucha jak bomba atomowa

Już we wstępie można zauważyć opinię nazywającą reaktory jądrowe „bombami atomowymi produkującymi prąd”. Trzeba podkreślić, że jest to opinia zupełnie nieuzasadniona: zajście wybuchu jądrowego nie jest możliwe w żadnym typie energetycznego reaktora jądrowego. Zwyczajnie w żadnym reaktorze energetycznym nie ma materiału, który mógłby spowodować wybuch jądrowy. Wybuch, do którego faktycznie doszło w Czarnobylu był wybuchem pary, zjawisko fizycznie tożsame z wybuchem bojlera (oczywiście na większą skalę), a nie bomby jądrowej.

Mit o wybuchu jądrowym pojawia się zresztą również w serialu HBO, w kontekście ewentualnych konsekwencji przetopienia się stopionego rdzenia reaktora do zbiornika wody poniżej – wspomniane są możliwe konsekwencje w skali kilku megaton, co odpowiada nawet nie “zwykłej” eksplozji jądrowej, ale głowicy termojądrowej.

Jeśli natomiast zacytowane określenie jest tylko figurą retoryczną, to świadczyć może o negatywnym nastawieniu do tej technologii. W dalszej części artykułu pojawia się jednak szereg już jawnie nieprawdziwych stwierdzeń, z których część jest rażąca dla osób znających dobrze tematykę.

Współczesne rosyjskie reaktory trzymają standardy bezpieczeństwa

Najpoważniejszą kwestią wydaje się sugerowanie, że współczesne konstrukcje reaktorów jądrowych, w tym w szczególności konstrukcje reaktorów zastosowane w budowanej obecnie na Białorusi elektrowni w Ostrowcu oraz w elektrowni w Obwodzie Kaliningradzkim (której budowę zawieszono) są konstrukcjami równie niebezpiecznymi jak czarnobylska.

– Reaktory rosyjskiej produkcji na Zachodzie oceniane są nisko, mówi profesor Lepin.

To zwyczajnie nie jest prawda. Bardzo istotne jest tu zrozumienie faktu, że nie należy wrzucać wszystkich rosyjskich i radzieckich reaktorów do jednego worka. Reaktory w Czarnobylu reprezentowały bardzo specyficzny typ nazywany RBMK, chłodzone wodą i moderowane grafitem. Reaktory tego typu nie były budowane poza ZSRR i nie spełniały zachodnich norm bezpieczeństwa – te faktycznie i słusznie nie cieszą się dobrą opinią.

Tylko w takich reaktorach możliwe było wystąpienie takiego zdarzenia, jak w Czarnobylu, miały one zresztą więcej różnych wad (choć nie tak poważnych). To właśnie fakt, że w Ignalińskiej Elektrowni Jądrowej eksploatowane były reaktory RBMK (choć zmodernizowane), stał się przyczyną żądania wyłączenia tej elektrowni w związku z przystąpieniem Litwy do Unii Europejskiej.

Ale jednocześnie obok reaktorów RBMK, w ZSRR i Rosji powstawały reaktory WWER (wodne ciśnieniowe) o zupełnie odmiennej konstrukcji, w pełni analogiczne z konstrukcjami zachodnimi pod względem fizyki procesu. I, poza najstarszymi blokami, w których systemy bezpieczeństwa uznano za nieadekwatne, takie jednostki są nadal bez problemów eksploatowane w Unii Europejskiej: w Bułgarii, Czechach, Finlandii, na Słowacji i na Węgrzech (to takie jednostki planowano też dla polskich elektrowni Żarnowiec i Warta). To właśnie takie, tylko unowocześnione, bloki budowane są obecnie w Rosji i na Białorusi.

Ostrowiec to nie jest nowy Czarnobyl

Zatem zestawianie projektu białoruskiego – niezależnie od jego politycznej oceny, w którą nie chcielibyśmy się wdawać – jest z technicznego punktu widzenia bezzasadne, a budowanie tu jakiejkolwiek paraleli i to jeszcze w kontekście Czarnobyla to budzenie zupełnie nieuzasadnionych obaw czytelników.

Nie ma żadnej możliwości, aby reaktory pracujące obecnie w UE, USA albo którykolwiek reaktor Bałtyckiej (Kaliningrad) czy Białoruskiej (Ostrowiec) Elektrowni Jądrowej uległy takiej katastrofie jak reaktor czarnobylski – jest to, w dosłownym znaczeniu tego sformułowania, fizycznie niemożliwe.

Nawet w pozostałych kilkunastu reaktorach niefortunnego typu RBMK możliwość zaistnienia takiego zdarzenia została po katastrofie czarnobylskiej wyeliminowana (choć nadal nie odpowiadają one zachodnim standardom). Warto też dodać, że reaktor praktycznie identyczny z budowanymi w Ostrowcu ma powstać w nowej fińskiej Elektrowni Jądrowej Hanhikivi i nie budzi to żadnych obaw fińskich władz ani fińskiego urzędu dozoru jądrowego.

Elektrownia jądrowa w Ostrowcu zostanie rozbudowana?

Amerykanie nie porzucili energetyki jądrowej

Drugim istotnym zagadnieniem jest stwierdzenie dotyczące serialu i jego współczesnego odbioru.

– Akurat Amerykanie od 1978 nie wybudowali żadnego reaktora. A mieli ich ponad 100. Dla Ameryki ten problem został rozwiany – więc ten serial tylko przekonuje ich o słuszności swojej decyzji, mówi profesor Lepin.

Po pierwsze, jeśli chodzi o dane, to stwierdzenie mocno nieprecyzyjne. Po pierwsze, istotnie budowa wszystkich pracujących obecnie w USA reaktorów rozpoczęła się nie później niż w 1978 roku. Ale 49 z nich zostało uruchomionych już później, w tym 24 już po katastrofie czarnobylskiej, a jeden – po długiej przerwie w budowie – w 2016 roku.

Natomiast co istotniejsze z punktu widzenia dalszej wypowiedzi – w USA trwa obecnie budowa dwóch nowych bloków jądrowych (od 2013 r.), a firmy amerykańskie przymierzają się do certyfikacji zupełnie nowych konstrukcji. Ale najważniejsze jest być może co innego: w USA obecnie eksploatowanych jest 98 bloków jądrowych, które wytwarzają w sposób bezemisyjny blisko 20 proc. energii elektrycznej w tym kraju. Część z tych bloków to jednostki już dość stare i w perspektywie najbliższych dwóch dekad będą wymagały zastąpienia.

Tak więc dyskusja jest w kontekście amerykańskim jak najbardziej aktualna, a żadne wiążące decyzje nie zostały tu jeszcze podjęte. Można pokusić się o stwierdzenie, że z każdym dniem dyskusja na temat energetyki jądrowej w USA staje się coraz bardziej aktualna. To samo dotyczy zresztą zachodniej Europy, która wkrótce stanie przed podobnym wyzwaniem.

Uproszczenie, błędy, skróty myślowe

Trzecia kwestia to szereg kilku nieprecyzyjnych albo wręcz błędnych stwierdzeń dotyczących samego przebiegu katastrofy, czy też skrótów myślowych . W artykule czytamy:

– Zadaniem eksperymentu było obniżenie mocy reaktora do ok. 500 MW.

Cel eksperymentu był zupełnie inny i dotyczył zasilania pomp w trakcie odstawienia reaktora. Nieco dalej profesor stwierdza, że

gdy reaktor zaczyna się wyłączać, zaczynają się pojawiać w nim izotopy radioaktywnego jodu. Jod pochłania neutrony i reaktor jeszcze szybciej się wygasza.

W rzeczywistości jednak promieniotwórcze izotopy jodu pojawiają się cały czas podczas pracy reaktora, a nie jedynie wtedy, gdy reaktor zaczyna się wyłączać – jest to jeden z produktów rozszczepienia uranu. Po drugie jod nie pochłania neutronów. Pochłania je izotop ksenonu powstający w wyniku rozpadu promieniotwórczego jodu. W rzeczywistości jest tak, że po obniżeniu mocy reaktora, wskutek zmiany warunków w nim panujących, ksenon może prowadzić do utrudnienia utrzymania stabilności reaktora (ale wcale niekoniecznie “szybszego wygaszania”).

Wreszcie opisując bezpośrednią przyczynę wybuchu w reaktorze profesor Lepin stwierdza:

– A jak pokazano w filmie, konstrukcja prętów sterujących jest taka, że w przedniej części są one przezroczyste dla neutronów.

Nic podobnego. Żadna część pręta nie była „przezroczysta dla neutronów”. Było wprost przeciwnie: to fakt, że owe fragmenty zamiast pochłaniać neutrony (jak główna część pręta), odbijały je i spowalniały, był przyczyną wspomnianego „rozpędzenia się” (czyli zwiększenia mocy) reaktora.

Nie chcemy w żaden sposób odnosić się do osobistych wspomnień profesora Lepina dotyczących jego doświadczeń z okresu katastrofy czarnobylskiej, jednak omówione powyżej fragmenty, być może wskutek zastosowania skrótów myślowych lub omyłek w przykładzie, są nieprawdziwe, stąd czuliśmy się w obowiązku skorygować je. Niestety tego rodzaju publikacje, przynajmniej bez opatrzenia ich komentarzem, mogą zupełnie niepotrzebnie prowadzić do wzbudzania bezzasadnych obaw przed energetyką jądrową wśród czytelników.

Czytajcie także:

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze