Białoruska dziennikarka raniona gumowa kulą: milicjant nie krzyczał, nie ostrzegał, po prostu strzelił

Dziennikarka Naszej Niwy Natalla Łubnieuskaja została postrzelona gumową kulą podczas demonstracji 10 sierpnia. Reporterka relacjonowała akcję protestacyjną. Jak widać na filmie, którym dysponuje Nasza Niwa, funkcjonariusz strzelił do niej celowo. Dziewczyna spędziła w szpitalu 38 dni.

Natalla jest dziennikarką od 5 lat. Wspomina, że zanim Białorusini zaangażowali się aktywnie w politykę, jej tematami były prawa kobiet, moda i gospodarka. Dziewczyna jest towarzyska, komunikatywna i chętna do rozmów na temat sytuacji w kraju. Kiedy głównym tematem stały się nadchodzące wybory i wszystko, co z nimi związane, wiadomości przestały być polityką. Stały się czymś więcej. W tej sytuacji nawet Natalla nie mogła uniknąć polityki.

Tekst pochodzi z e-książki „Jestem dziennikarzem. Dlaczego mnie bijecie?” opublikowanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przy wsparciu Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy i Europejskiej Federacji Dziennikarzy.

– To było coś, co interesowało wszystkich. W końcu wszystkie materiały zaczęły dotyczyć protestów. W żaden sposób nie dało się tego ominąć. Nikt nie zmuszał mnie do pracy podczas demonstracji, to mnie interesowało. Chciałam zobaczyć na własne oczy, co się dzieje, zorientować się w sytuacji. Zaczęłam relacjonować te procesy.

W środku Natalla Łubnieuskaja tuż po postrzeleniu. Gumowa kula omal nie uszkodziła jej kolana. Zdj. Belsat.eu

To, co stało się 10 sierpnia, Natalla zapamięta na długo.

– Nie wydaje mi się, żeby można było mnie pomylić z protestującymi – wspomina dziennikarka. Kiedy to wszystko się stało, jak większość moich kolegów, miałam na sobie oznaczenia dziennikarskie: niebieską kamizelkę z napisem „prasa” i legitymację. Wszyscy staliśmy z boku w grupie – nie można było nas pomylić z przechodniami czy protestującymi. Nie krzyczeliśmy, nie rozmawialiśmy i nie awanturowaliśmy się. Wszystko stało się w mgnieniu oka. Milicjant nie krzyczał, nie ostrzegał, po prostu strzelił. W głowie mi się to nie mieści, ale chyba zrobił to celowo. Myślę, że tak było, bo w kolejnych dniach rozpoczęło się polowanie na niezależnych dziennikarzy.

„Zaczął strzelać bez chwili namysłu. Do mnie!” Czym ryzykuje fotokorespondent na Białorusi

Nagranie wideo ukazujące moment postrzelenia Natalli obiegło internet. Redakcja Naszej Niwy udostępniła film, na którym widać, jak do Łubnieuskiej z bliskiej odległości strzelił funkcjonariusz organów ścigania. (Gazeta podaje, że mógł to być żołnierz oddziałów antyterrorystycznych MSW Ałmaz. Inna wersja mówi, że strzelający miał należeć do oddziałów specjalnych Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego Alfa – przyp. red). Zdaniem redakcji mundurowy celowo strzelił do dziennikarki, mimo tego, że miała na sobie niebieską kamizelkę z napisem „prasa”.

Portal publikuje wideo ataku na swoją dziennikarkę

Dziewczyna poczuła bardzo silne pieczenie w nodze, ale o własnych siłach oddaliła się od miejsca zdarzenia. Zaraz po incydencie przechodnie zabrali ją do szpitala.

– Oficjalnie zapisano, że była to rana postrzałowa, ponieważ kulę wystrzelono przy pomocy prochu. Nie ma znaczenia czy to gumowy, czy zwykły nabój. W szpitalu spędziłam 38 dni. Potem byłam jeszcze kilka tygodni na zwolnieniu lekarskim, potrzebowałam obserwacji lekarza. Teraz wracam do mojego normalnego rytmu pracy. Rana się zagoiła, ale żeby rozruszać kolano i przywrócić pełną sprawność w nodze, będę musiała przejść rehabilitację. Co prawda kula nie naruszyła kości, ale przeszła obok stawu kolanowego. Przez cały czas spędzony w szpitalu nie mogłam ruszać nogą ani jej zginać. Była w gipsie kilka tygodni, cały czas wyprostowana. Po tylu dniach w tej samej pozycji kończynę trzeba rozruszać. To specyficzny i niezbyt przyjemny proces.

Natalla już chodzi, ale nie wychodzi w teren, nie odzyskała sprawności na tyle, żeby szybko chodzić, a tym bardziej biegać podczas protestów.

– Robię wywiady, pracuję przez telefon. Niedzielne demonstracje to nie jedyne ważne zdarzenia – są jeszcze ich następstwa i wiele innych incydentów. Ludzie są wciąż zatrzymywani, więc mam sporo pracy, zbieram komentarze do wydarzeń – wyjaśnia.

Po tym, co ją spotkało, udzieliła wielu wywiadów. We wrześniu w dziale kobiecym na stronie TUT.by pojawił się tekst, którego jest bohaterką. W artykule skupiono się na emocjach dziennikarki, która wspomina reakcję swojej rodziny i przyjaciół na postrzelenie, opowiada o leczeniu, opiece medycznej, pomocy wolontariuszy, a także o odwiedzinach deputowanych.

– Zaraz po operacji, personel medyczny poinformował mnie, że przyszli deputowani lokalnej rady i chcą ze mną porozmawiać. Byłam po narkozie, chciało mi się spać, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać – nawet z deputowanymi. Przyszli, by powiedzieć, że są gotowi pomóc.

Natalla Łubieuskaja. Zdj. Social weekend

W pewnym momencie nie wytrzymałam i powiedziałem, że potrzebujemy jednego: żeby publicznie opowiedzieli o tym, co widzieli. Powiedzieli, że wszystko rozumieją, ale są za nisko w hierarchii i nie decydują o niczym.

Natallę odwiedzili również śledczy – najpierw oficer dyżurny, a następnie funkcjonariusze z oddziału Komitetu Śledczego dzielnicy Frunzenski Rajon.

– Zgłosiłam sprawę, ale na razie nie wszczęto śledztwa. W ostatnim zawiadomieniu, które otrzymałam, poinformowano mnie, że weryfikację wniosku przedłużono o miesiąc. Chociaż wcześniej przedstawiliśmy nagranie wideo z momentu wystrzału i dostarczyliśmy dane kontaktowe świadków. Nie mam dyplomu z prawa, może po prostu nie znam niuansów pracy innych ludzi… – czytamy w wypowiedzi Natalli dla białoruskich mediów.

Łubnieuskaja złożyła wniosek do Komitetu Śledczego, żądając, by wszczęto postępowanie w związku ze spowodowaniem obrażeń ciała. Śledczy przesłuchiwali ją dwa razy, ale jej żądania nie zostały spełnione. Dziennikarka otrzymała kolejne zawiadomienie – tym razem okres weryfikacji jej wniosku został przedłużony do połowy listopada.

Żołnierze białoruskich sił specjalnych na ul. Kalwaryjskiej To właśnie tam została postrzelona dziennikarka Naszej. Niwy. Zdj. Alaksandr Wasiukowicz Vot-tak.tv / Belsat.eu

21 września redaktor naczelny Naszej Niwy Jahor Marcinowicz powiedział, że z powodu z postrzelenia Łubnieuskiej, gazecie grozi kara grzywny.

– Taka sytuacja – z postrzeleniem dziennikarza – jest pierwszą i miejmy nadzieję, ostatnią. Oczywiście nie ma żadnych schematów działań w tak wyjątkowych sytuacjach. Ponieważ sprawa Natalli może być zakwalifikowana jako wypadek przy pracy, nasz dział księgowości zwrócił się do Biełdiarżstrach (państwowa instytucja ubezpieczeniowa – przyp. red.), aby dowiedzieć się, jakie dokumenty należy im dostarczyć. Specjaliści sporządzili listę niezbędnych pism, ale ostrzegli, że Nasza Niwa i tak powinna otrzymać grzywnę, ponieważ nie powiadomiła na czas o incydencie i nie przeprowadziła własnego dochodzenia” – napisał Marcinowicz na Facebooku.

Redakcja otrzymała zawiadomienie z Wydziału Ochrony Pracy. Okazało się, że za późno wypełnili dokumenty w związku z incydentem i „nie zapobiegli” tej sytuacji…

Ulica Kalwaryjska w Mińsku, 10 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv/belsat.eu

– Sprawa jest rozstrzygana na drodze prawnej. Swoją drogą film udostępniliśmy śledczemu, zanim został opublikowany w internecie. Jednak ani wtedy, ani później nie miało to żadnego wpływu na sytuację. Choć na ogół, po tym, jak szpital powiadamia odpowiednie organy o spowodowaniu uszczerbku na zdrowiu, już następnego dnia zostaje wszczęta sprawa i rozpoczyna się śledztwo. Gdyby na moim miejscu znalazł się alkoholik, który pobił się z kompanem od butelki, sprawa karna zostałaby wszczęta w ciągu kilku dni – wyjaśnia Natalla.

Dziennikarka wspomina, że również dla jej rodziny sytuacja była szokiem. Nie spodziewali się czegoś takiego na ulicznym proteście.

– Bliscy teraz bardzo się o mnie martwią, sugerują, żebym wzięła urlop. Ale ja wiem, że działałam zgodnie z prawem. Teraz też pracuję według norm i zasad dziennikarstwa. Rozmawiałam z kolegami po fachu, oni też są zdezorientowani. Teraz kamizelka z napisem „prasa” nie zapewnia dziennikarzowi ochrony, wręcz przeciwnie, zwiększa szanse, że będą na niego polować – podsumowuje Natalla.

Jak twierdzi nie myśli o jednak zmianie pracy. Dziennikarstwo zawsze jej się podobało:

– A teraz jeszcze lepiej zdaję sobie sprawę z tego, jak ważne jest to, co robimy. Jeśli władze tak bardzo boją się tego, co możemy nagrać czy napisać, to znaczy, że jest w tym siła.

Nazarij Wiwczaryk dla SDP

 

Wiadomości