Białorusini pokazują swój sprzeciw w kolejkach przed lokalami wyborczymi

Wybory na Białorusi i Rosji przebiegają według jeszcze sowieckiego rytuału. Głównym celem władz jest osiągniecie właściwej frekwencji. Oczywiście głosy można dorzucić, jednak byłoby to za proste. Przed urzędnikami zawsze stoi więc trudne zadanie: jak zachęcić obywateli do głosowania.

Stosowane metody są równie stare jak władza sowiecka, a więc koncerty, tanie szaszłyki i piwo. Każdy kto zna białoruskie wybory choć trochę, wie że najczęściej przez cały dzień wyborcze komisje świecą pustkami. W trybie „dobrowolno-przymusowym” głosują więc studenci, pracownicy państwowych zakładów, i to najczęściej podczas wcześniejszego głosowania. A sam dzień wyborów oznacza dla komisji wyborczych dzień sennej nudy, przerywanej sporadycznie przyjściem wyborcy. Wynik i tak jest znany z góry, ile by ludzi nie przyszło.

Przed lokalem wyborczym w Mińsku. Zdjęcie: tk/belsat.eu

Tak było prawie zawsze, ale nie dziś. Szkoła na skraju Mińska w dzielnicy Sielchoz-Pasiołak, w której pozostały liczne ślady wiejskiej przeszłości w postaci drewnianych domów wśród betonowych bloków, od rana przeżywała dziś dosłownie oblężenie. Prawie cały dzień stała przed nią około 200-osobowa kolejka. I to ludzi nieprzypadkowych. Prawdziwa rewia patriotycznej mody z emblematyką i barwami opozycji. Czego tam nie było: i koszule-wyszywanki. i nadruki z Pogonią czy napisem „Kachaju Biełaruś”. Wzrok przyciągała młoda dziewczyna w empirowej białej sukience przewiązanej szeroką czerwoną wstęgą.

Białorusini na wybory przychodzą w strojach ludowych i odzieży patriotycznej. Zdjęcie: Alisa Hanczar/belsat.eu

Podchodzący do lokalu wyborczego mogli usłyszeć muzykę. Ale teraz, nie były to stare sowieckie szlagiery w stylu „Biełaruś maja – piesni partyzan” grane przez szkolnego DJa. Z okna domu naprzeciwko oddany zwolennik opozycyjnego tria puszczał na zmianę na cały regulator dwie rewolucyjne pieśni: przetłumaczone na rosyjski „Mury” Jacka Kaczmarskiego oraz „Pieriemien” (“Chcemy Zmian!”), pieśń rosyjskich demokratów czasów Pierestrojki. Tak oto najnudniejszy białoruski rytuał polityczny zamienił się w burzliwy piknik.

Niezależni obserwatorzy liczą frekwencję. Zdjęcie: tk/belsat.eu

Pod wejściem na teren szkoły dyżurował cały dzień 10-osobowy sztab niezależnych obserwatorów. O ile kilka rozkładanych stolików pod drzewem można nazwać sztabem. Jura, młody chłopak koordynujący grupkę woluntariuszy, na wstępie wyjaśniał, że obserwacja odbywa się „zza płota”, gdyż komisja nie wpuściła ich do wnętrza szkoły. Z powodu pandemii ograniczono liczbę obserwatorów do pięciu na komisję. I przez cały dzień te pięć miejsc było zajętych przez „obserwatorów” oddelegowanych przez państwowe organizacje społeczne lub oficjalne związki zawodowe. Dziś jednak, jak podkreślają obserwatorzy, komisja i dyrektor szkoły wykazali się wyjątkowym liberalizmem, pozwalając jednemu z obserwatorów wejść za płot na szkolne podwórko. Jednak żaden z nich nie mógł wejść nawet na szkolny korytarz z powodu tajemniczego „rozporządzenia” dotyczącego ochrony przed terroryzmem.

Społeczni obserwatorzy prowadzili również podliczenia frekwencji w czasie przedterminowego głosowania, trwającego od wtorku. I jak podkreśla Jura, dane zebrane przez jego kolegów były 2,5 razu niższe, niż to co podawały w oficjalnych protokołach komisje. Jego zdaniem, biorąc pod uwagę, że jest to fakt powszechny w całym kraju, CWK podała w swoim komunikacie mocno zawyżone dane. Lidzija Jarmoszyna, odwieczna strażniczka łukaszenkowskich wyborów poinformowała bowiem, że przed właściwym dniem wyborów swoje głosy zdążyło oddać już ponad 40 proc. Zdaniem obserwatora te „nadprogramowe” głosy musiały jakoś trafić do urn.

Wybory na Białorusi: frekwencja miejscami przekroczyła 100 proc.

Jury nie podjął decyzji czy zamierza „przespacerować się po centrum miasta” po zamknięciu lokali wyborczych. Jest jednak przekonany, że gdy dużo ludzi podejmie taką decyzję to „władza będzie nas upychać po więźniarkach”.

O 14 oddanie głosu w jednej ze szkół w dzielnicy Zialonyj Łuh zapowiedziała glówna kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouskaja. Chwilę przed jej przybyciem przez Mińsk przetoczyło się urwanie chmury. Ulewa jak nożem ucięła się przed przyjazdem opozycjonistki. Przed budynkiem szkoły zgromadziło się ponad 200 osób. Połowa to dziennikarze i aktywiści opozycyjnych polityków, reszta to zwolennicy opozycyjnego tria. „Honor” Zachodu ratował poseł RP Michał Szczerba, który specjalnie na tę okazję przybył do Mińska.

Swiatłana Cichanouska głosowała w Mińsku. Powiedziała dziennikarzom, że „na razie nie” opuści Białorusi. Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv

Swiatłana przybyła w towarzystwie ochroniarza niosącego nad nią parasol. Jak zwykle w nieskazitelnym makijażu i fryzurze, w kremowym kostiumie. Z trudem przedzierała się przez tłum napierających dziennikarzy i zwolenników klaszczących i wykrzykujących jej imię. Głosowała w półotwartej kabinie. Widać było, że wyciąga smartona, by sfotografować swoja wyborczą kartę i wysłać do niezależnych obserwatorów z platformy „Gołos”. Potem było efektowne wrzucenie głosu do urny w blaskach fleszy. Dalej znowu oklaski i okrzyki „Swieta, Mohylew z tobą”, „Świeta, Zialony Łuh z tobą”, „Zuchy”, „Dziękujemy”. Cichanouska w rozmowach z dziennikarzami jak ognia wystrzegała się od wzywania swoich zwolenników na protesty.

Swiatłana Cichanouska oddaje głos. Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv

Niedługo potem do tłumu dołącza najbliższa współpracowniczka kandydatki Maryja Kalesnikawa – w czarnej długiej sukni i czarnych szpilkach. Apeluje do sumień osób liczących głosy, by nie fałszowały wyborów. Potwierdza, że trzecia członkini trio Wieranika Capkała wyjechała do Moskwy i tam zagłosuje. Jak mówi, Wieranika ma prawo, by dbać o swoje bezpieczeństwo. W aresztach siedzą zresztą już mąż Cichanouskiej, Siarhiej Cichanouski oraz Wiktar Babaryka – na czele sztabu którego stała Kalesnikawa. Mąż Weraniki Capkały uciekł z kraju z dziećmi i przebywa teraz w Warszawie. Również dzieci Cichanouskiej pojechał z babcią do UE dla swojego bezpieczeństwa

Maryja Kalesnikawa. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv

Stojąca niedaleko para emerytów Alina i Siarhiej mieszkają niedaleko i przyszli tu specjalnie zobaczyć Swietę. Głosowali na nią podobnie jak ich znajomi i dzieci .

– My, tak jak Swieta, też chcemy po prostu przejrzystych wyborów. A potem, jakby ona je wygrała, to zorganizuje się kolejne wybory, w pełni wolne – dodają

Są jednak przekonani, że wybory zostaną sfałszowane. Obawiają się iść do centrum miasta na protest i zapowiadają że o 20, tak jak wzywał opozycyjny sztab, pójdą przed swoją komisję wyborczą na ogłoszenie wyników.

Poczucie, że dziś wieczorem dojdzie do kolejnego cudu nad urną jest powszechne. Niemniej jednak, po raz pierwszy w historii rządów Alaksandra Łukaszenki jego przeciwnicy zdążyli już się policzyć swoje siły i chyba zrozumieli, że czym jest ich więcej, tym mniej mogą się bać.

Głosowanie przedłużone. Zatrzymania. Oficjalny exit-poll daje Łukaszence 79,7% poparcia

aa/belsat.eu

Wiadomości