Białorusini liczą rannych i zabitych

W sieciach społecznościowych pojawiają się informacje o kolejnych rannych podczas pacyfikacji demonstracji, mówi się o 200 rannych i kolejnych 2 ofiarach śmiertelnych. Oficjalne dane podało też MSW. W kraju wciąż blokowany jest internet. Białorusini wyszli na ulice ponad 30 miast po ogłoszeniu wyników sfałszowanych wyborów.

W mińskich szpitalach przeprowadzanych jest bardzo dużo amputacji. Dziesiątki osób są w stanie krytycznym po tym, jak milicja i wojsko atakowały tłum granatami hukowymi i gumowymi kulami – podają użytkownicy sieci społecznościowych, w tym medycy. Ministerstwo Zdrowia informuje o równo 200 rannych.

– Od swoich źródeł w pogotowiu dowiedziałam się, że około 40 osób jest w stanie ciężkim, nawet średnia liczbę rannych trudno podać. Dużo amputacji. Jeden zginął na miejscu, a jednego nie uratowali w drodze do szpitala – napisała na Facebooku dziennikarka i fotoreporterka Darja Sapranieckaja.

Na początku protestu przed stacją metra Puszkińska ciężko ranny został kierowca autobusu miejskiego. Funkcjonariusze sił bezpieczeństwa wrzucili mu do kabiny granat hukowy. Pierwszej pomocy udzielali mu demonstranci. Zdjęcie: Rusłan Sieradziuk/belsat.eu

Kanał Motolko Pomogi w komunikatorze Telegram informuje o 29-latku, który po operacji znajduje się w stanie śpiączki farmakologicznej w Republikańskim Centrum Neurologii i Neurochirurgii. Kanał otrzymywał nocą informacje o amputacjach przeprowadzanych w szpitalach – demonstrantów raniły w nogi wystrzeliwane w tłum granaty hukowe. Wspominany jest ranny 16-latek.

Anonimowe źródło w jednego ze szpitali ratownictwa medycznego potwierdziło amputację stopy. Medyk poinformował też o ranach ciętych, następstwach pobić, w tym urazach czaszki. Źródło podkreśliło, że dokładna liczba rannych tylko w jego szpitalu nie jest znana.

Źródło Biełsatu z Pińska podało, że w miejskim parku dotkliwie pobity został niepełnosprawny 16-latek. Złamano mu obojczyk. W stolicy Polesia milicję wspierali pogranicznicy.

W Grodnie dotkliwie pobity został basista kultowego zespołu Dzieciuki Andrej Piatko. W szpitalu przesłuchał go funkcjonariusz Komitetu Śledczego.

Stacja metra Puszkińska. Demonstrant raniony odłamkiem w szyję. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.ty/belsat.eu

W nocy z 10 na 11 sierpnia rannych zostało 21 milicjantów i żołnierzy wojsk wewnętrznych. Pięciu trafiło do szpitala, podało MSW. W internecie udostępniono kilka nagrań, na których widać, jak kierowcy blokujący dojazd do miejsc manifestacji potrącają OMONowców uciekając przed zatrzymaniem. Przy stacji metro Puszkińska demonstranci odpowiedzieli fajerwerkami na ostrzelanie ich gumowymi kulami i granatami hukowymi.

W tym samym miejscu, na ulicy Prytyckiego zginął mężczyzna. MSW podaje, że demonstrant próbował rzucić nieokreślonym ładunkiem wybuchowym w kierunku OMONu. Nie podano, czy była to petarda, czy też odrzucał milicyjny granat. Portal najstarszej białoruskiej gazety Nasza Niwa podkreśla, że tłum był wtedy “masowo ostrzeliwany” za pomocą gumowy kul i granatów hukowych.

Także niezależnemu portalowi TUT.by lekarze mińskich szpitali potwierdzili, że 9 i 10 sierpnia przyjęli wiele osób ciężko rannych. Medycy są w szoku, że dzieje się to w czasie pokoju.

– Nigdy nie mieliśmy do czynienia z takimi ranami – mówi anonimowy lekarz i wzywa milicję do zaprzestania przemocy.

Operatorzy specnazu ze strrzelbą gładkolufową, grantnikiem i pałkami przed stacją metra Puszkińska. Noc z 10 na 11 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Wadzim Zamirouski/tut.by

W nocy z 9 na 10 sierpnia do mińskiego szpitala nr 4 trafił mężczyzna z dwiema ranami postrzałowymi. Ma uszkodzone żebra, jelita i moczowód. Według anonimowego medyka, z pacjenta wyciągnięto dwie gumowe kule. Ranny powiedział, że strzelano do niego z odległości 10 metrów. Wiadomo, że przebywa teraz w śpiączce farmakologicznej i podłączony jest do respiratora.

Medycy potwierdzają też informację blogera Motolko o 29-latku z otwartą raną mózgoczaszki i udarem krwotocznym mózgu. Wykonano mu niezwłoczną trepanację czaszki i usunięto krwiak. Ze szpitala nr 4. został przewieziony do Republikańskiego Centrum Neurologii i Neurochirurgii. W momencie przyjęcia z uszu demonstranta wyciekał płyn mózgowo-rdzeniowy.

Lekarze stołecznego Szpitala Pogotowia Ratunkowego powiedzieli portalowi TUT.by, że wczoraj wieczorem spod stacji metra Puszkińska świadkowie przywieźli 32-latka z urazem prawej stopy i poparzeniem prawej goleni. Pod nogą wybuchł mu granat hukowy. Poszkodowanemu amputowano stopę.

Mężczyzna raniony odłamkiem granatu hukowego w płuco. Mińsk, 9 sierpnia 2020 r. Zdjęcie: Alaksandr Wasiukowicz/vot-tak.tv/belsat.eu

Do szpitala wojskowego, w którym znajduje się Centrum Obrażeń od Broni Palnej, w ciągu dwóch pierwszych dni protestów trafiło kilku pacjentów, powiedział TUT.by lekarz znający sytuację w tej placówce. Według niego mieli tam trafić głównie ranieni odłamkami i poszkodowani z ranami klatki.

O pacjencie z urazem klatki piersiowej, oderwanym paliczkiem palca i urazem czaszki poinformował także medyk ze Szpitala nr 2 w Mińsku. Trafił tam w nocy z 9 na 10 sierpnia.

Ranni są także wśród dziennikarzy, w tym korespondentów Biełsatu. Wczoraj w Grodnie pobity przez milicję został współpracownik Biełsatu – dziennikarz i działacz polskiej mniejszości Jan Roman. Funkcjonariusze brutalnie go zaatakowali, wybili mu zęby i zamknęli na kilka godzin. Tego samego dnia na ulicy Kalwaryjskiej specnaz strzelał z broni traumatycznej do grupy dziennikarzy. Ranna w nogę została korespondentka Naszej Niwy Natalla Łubnieuskaja. Współpracująca z Biełsatem fotografka Tacciana Kapitonawa doznała kontuzji pod stacją metra Puszkińska. W Brześciu odłamek granatu ranił dziennikarza TUT.by, informuje centrum obrony praw człowieka Wiasna. Z kolei w niedzielę odłamkiem granatu raniony został fotograf Biełsatu Alaksandr Wasiukowicz.

Polskiemu dziennikarzowi z Grodna Janowi Romanowi milicja wybiła cztery zęby. Zdjęcie: belsat.eu

– Jesteśmy zobowiązani do leczenia wszystkich. Ale czegoś takiego nie powinno być w czasie pokoju! – mówią lekarze cytowani przez TUT.by. – Nie chcemy, by ludzie ginęli i by ich okaleczano. Spotykając się z czymś takim, lekarze nie mogą normalnie pracować. To straszne. Wzywamy do zaprzestania przemocy.

Na grupie “Lekarze Białorusi” w komunikatorze Telegram poinformowano, że w Mińsku i Brześciu dyspozytorom pogotowia ratunkowego zabroniono przyjmowania zgłoszeń od cywilów, pozostawiając tą możliwośc tylko służbom bezpieczeństwa. Medycy uznali taką decyzję władz za oburzającą i wezwali do pozostania po stronie potrzebujących pomocy.

Potwierdzać to może fakt, że po 2 w nocy demonstranci pod stacją metra Puszkińska prosili o pomoc medyczną dla 14 ciężko rannych przez Telegram.

Podczas protestów w Mińsku załogi karetek swoim zaangażowaniem i oddaniem zapracowały sobie na wdzięczność Białorusinów. Kierowcy prywatnych samochodów blokujący główne ulice miasta przepuszczali na miejsce protestów jedynie ambulanse.

Ratownicy medyczni opatrywali rannych także na miejscu protestów. Zdjęcie: Rusłan Sieradziuk/belsat.eu

W internecie pojawiły się informacje, że wielokrotnie korzystali z tego OMONowcy. Wjeżdżali w tłum w karektach, możliwe, że wyjętych ze służby. Demonstranci nazwali je “końmi trojańskimi”.

Dziś w Grodnie społeczność medyków wzywa do organizacji wsparcia medycznego i psychologicznego dla ofiar milicji. Wszyscy chętni mają się stawić w Parku Gilliberta w białych fartuchach.

Wczorajsza pacyfikacja pokojowych protestów była na żywo relacjonowana na naszej stronie i w eterze Telewizji Biełsat. W kraju częściowo pozbawionym mobilnego internetu i telefonii komórkowej, nasza telewizja satelitarna jest często jedynym niezależnym źródłem informacji.

Dzień po wyborach na Białorusi NA ŻYWO

wsz,pj/belsat.eu

Wiadomości