Białoruś w nowej zimnej wojnie: co to znaczy być sojusznikiem Rosji?

Wideo

Im ostrzejsza jest konfrontacja pomiędzy Zachodem a Rosją, tym bardziej niebezpieczny dla Białorusi staje się jej sojusz polityczno-wojskowy z Moskwą. Na Bałtyku rosyjska flota odpalała rakiety, co wzbudziło niepokój innego sąsiada Białorusi – Łotwy. Uwagę zwrócił na siebie też białorusko-rosyjskie ćwiczenia wojsk desantu pod Brześciem, tuż obok granicy z Polską. A wszystko to w napiętej atmosferze wysyłki zachodnich dyplomatów z zachodnich stolic.

W Moskwie wynaleziono i wypróbowano polityczną maszynę czasu. Całe kierownictwo Rosji cofnęło się w sowiecką przeszłość. Byli oficerowie KGB wyciągnęli z błyszczących teczek stare, partyjne notatki i mówią te same słowa, w tym samym stylu, co 40 lat temu: o zimnej wojnie i wyścigu zbrojeń. Winny jest oczywiście Zachód.

Oto np. oświadczenie Siergieja Naryszkina, dyrektora Służby Wywiadu Zagranicznego Rosji. Wystąpił z nim na moskiewskiej konferencji ds. bezpieczeństwa narodowego, która odbyła się 4 i 5 kwietnia w Moskwie:

– Walka z nieistniejącym tzw. „rosyjskim zagrożeniem” stała się prawdziwą idee fixe polityki Waszyngtonu. Osiągnęła ona takie rozmiary i przyjęła takie dziwne cechy, że najwyższy czas, aby mówić o powrocie mrocznych czasów zimnej wojny.

A minister obrony Siergiej Szojgu wyraźnie dał do zrozumienia, że demonstracja siły militarnej może spowodować incydenty lub nawet konflikt zbrojny.

– Pretensje pewnych krajów co do ich wyjątkowości popychają do nowego wyścigu zbrojeń. Na tym tle wzmacnia się retoryka antyrosyjska i aktywizuje się wroga aktywność obok naszych granic – oznajmił Szojgu uczestnikom konferencji. Był wśród nich również minister obrony Białorusi Andrej Raukou.

Jednocześnie z konferencją na temat bezpieczeństwa międzynarodowego Rosja przeprowadziła ćwiczenia w Morzu Bałtyckim. Z rakietami bojowymi – 40 km od brzegów Łotwy. Ryga nazwała te manewry demonstracją siły. Wystrzeliwane rakiety zmusiły Łotyszy do zamknięcia na trzy dni swojego obszaru powietrznego, a Szwedów – do ograniczenia przewozów morskich. Ćwiczenia odbyły się zaraz po tym, gdy Niemcy zgodziły się na budowę rurociągu Nord Stream-2, o krytycznie ważnym znaczeniu dla rosyjskich wpływów w regionie. Przeciwko występowała Łotwa, Litwa i Polska.

NATO traktuje działania Rosji na serio – od aneksji do Krymu do próby zamordowania w Wielkiej Brytanii Siergieja Skripala. Ale pełna izolacja Moskwy nie jest nikomu potrzebna – oświadczył sekretarz generalny Sojuszu.

– Będziemy kontynuować prace nad kontrolą zbrojeń, zapobiegać nowej zimnej wojnie, unikać wyścigu zbrojeń i kontynuować prace nad dialogiem politycznym z Rosją. Bo NATO to sojusz obronny, naszym celem jest zachowanie pokoju – powiedział Jens Stoltenberg.

Zapowiedział też wzmocnienie obecności floty państw NATO w Arktyce – w odpowiedzi na działania Rosji. O takiej potrzebie mówił też głównodowodzący wojsk Sojuszu w Europie Curtis Scaparotti. Generał wizytował akurat wielonarodowe bataliony NATO stacjonujące w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii. Rozmieszczone tam siły – po ok. 1 tys. żołnierzy w każdym z państw – są kilkakrotnie mniejsze niż na swoich zachodnich granicach posiada Rosja.

Ale nowa konfrontacja nie ogranicza się tylko do aspektów wojskowych.

– Pod względem wojskowym, czyli gotowości, wytrenowania, rozmieszczenia sił w regionie – sprawy mają się dobrze. Ale trudniej jest ze strony społecznej, czyli jak Rosja pracuje z prasą, z mediami, z ziomkostwami i organizacjami pozarządowymi – uważa ekspert ds. zagrożeń informacyjnych Molly McCough. – Sądzę, że nadajemy zbyt mało uwagi rosyjskim wpływom na cały system polityczny Europy i USA.

Podobnego zdania jest były dyrektor ds. Rosji w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA za czasów Baracka Obamy:

– Metody, którymi posługuje się Rosja, rzeczywiście są dostrzegalne w większości krajów. U nas, w Stanach Zjednoczonych doszło do ingerencji w wybory. Tak samo jak w Niemczech i Francji – powiedział Biełsatowi Jeffrey Edmonds. – Rosja skrycie wspierała ruch separatystyczny w Katalonii i przygotowywała destrukcyjne porozumienia w sektorze energetycznym regionu Bałtyku.

USA są gotowe do udzielenia większej pomocy w sferze energetycznej bałtyckim sojusznikom. 4 kwietnia prezydenci Estonii, Litwy i Łotwy spotkali się z Donaldem Trumpem w Białym Domu. Podpisano m.in. memorandum o wzajemnej współpracy pomiędzy litewskimi i amerykańskimi operatorami terminali gazowych. Wszystko po to, aby skończyć z dominacją Gazpromu w regionie.

Ale Białorusi to nie dotyczy. Dla Zachodu to wojskowo-polityczny sojusznik Rosji z ograniczonymi możliwościami.

– Nie wiem, czy można nazwać Białoruś narzędziem wojny hybrydowej Rosji przeciwko Zachodowi. Naturalnie to państwa sojusznicze pod względem infrastruktury wojskowej – uważa Geffrey Edmonds. – Sądzę, że Rosja będzie nękać Białoruś tak jak nęka Ukrainę w przypadku, gdyby Białoruś wyraźnie zmieniła orientację na Zachód. Ale na razie tak się nie dzieje.

A potwierdzeniem tego są np. ćwiczenia pod Brześciem – z udziałem rosyjskich wojsk powietrznodesantowych, które z kolei niedawno odwiedzili białoruscy wojskowi z Sił Operacji Specjalnych. Niegdyś zwyczajne i niezbyt interesujące dla sąsiadów ćwiczenia, dziś przyciągają uwagę zachodnich mediów, które koniecznie przypominają przy tym o wielkich manewrach Zapad-2017.

Jarasłau Ścieszyk, Biełsat

Materiał ukazał się w programie „Praswiet z Siarhiejem Pielasą”

Zobacz też
Komentarze