Białoruś świętuje stulecie Komsomołu


Dziś Białoruś jako ostatni kraj na planecie obchodzi uroczyście 100-lecie powołania Komsomołu, czyli Wszczechzwiązkowego Leninowskiego Komunistycznego Związku Młodzieży (WLKSM) – organizacji, która 27 lat temu zakończyła swoje funkcjonowanie wraz ze Związkiem Sowieckim.

Świętowanie zadekretował 6 lutego br. sam ówczesny premier Białorusi Andrej Kabiakou, który podpisał wniosek o utworzeniu komitetu organizacyjnego obchodów. Inicjatorami byli Białoruski Republikański Związek Młodzieży (w skrócie BRSM) – czyli bezpośredni spadkobierca Komsomołu, weterani organizacji komsomolskich i pionierskich oraz działacze nadal istniejącej Komunistycznej Partii Białorusi.

W czasach ZSRR Komsomoł był organizacją masową, przez którą przewinęło się w historii 200 mln ludzi. Udział w niej był faktycznie przymusowy dla uczniów szkół średnich i wyższych. Bez członkostwa w organizacji nie było szans na zrobienie najmniejszej nawet kariery.

Władze przygotowały się do godnego świętowania, publikując na specjalnie stworzonej stronie internetowej zestaw zaleceń dla lokalnych pracowników ds. ideologii i młodzieży, jak należy świętować i spis imprez we wszystkich białoruskich obwodach. Imprezy więc przebiegały wszędzie pod takimi samymi, pełnymi patosu hasłami “Młodość Moja Komsomolska”, “To nasza i twoja historia”, “Komsomoł w mojej rodzinie”, “Kronika komsomolskich budów”. Wszędzie też sadzono komsomolskie aleje jabłoni, otwierano skwery „im. 100-lecia” i organizowano akademie „na cześć”.

Obchody 100-lecia Komsomołu w Mohylewskim Państwowym Zawodowym Technikum Rolniczo-Leśno-Technicznym im. KP. Orłowskiego odznaczonym Orderem Sztandaru Pracy fot. pniva.by

Na rocznicę zareagowały też lokalne media — tzw. rajonki, czyli gazety wydawane przez władze rejonów (powiatów). Zapełniły się one wspomnieniami byłych komsomolców.

– Co by tam mówili o Komsomole, to była mocna ideologiczna organizacja zajmująca się młodzieżą. A ideologię można porównać do systemu immunologicznego człowieka. Nikomu nie trzeba objaśniać, co się dzieje z człowiekiem, gdy osłabnie — podkreślała Tamara Mielnik, wykładowczyni technikum medycznego z Mozyrza na łamach gazety “Życcio Palessia”.

W szkołach na terytorium całej Białorusi odbyły się rytualne akademie i spotkania z weteranami ruchu, opisywane całkowicie w duchu sowieckich gazet.

“O komsomolskiej szkole życia i lekcjach wynikających z przeszłości zebranym opowiedzieli weterani WLKSM (Komsomołu – belsat.eu). Dzieci z nieukrywanym zaciekawieniem słuchały historii honorowych gości: jak kiedyś wstępowano w szeregi Komsomołu, jak poczucie dumy przepełniało młodzież w tym czasie. Od wspomnień przeszli do teraźniejszości, potwierdzając, że najlepsze tradycje Komsomołu zostały zachowane do dziś” – pisała Prydniaprouskaja Niwa.

Nieco większą pomysłowością wykazały się władze Grodna, które w weekend wypuściły na ulice miasta zabytkowy trolejbus obwieszony z zewnątrz i wewnątrz Leninami, czerwonymi sztandarami. Pojazd nadawał z zainstalowanych na pokładzie głośników pieśni komsomolskie.

fot. Sputnik/Irina Hryszczuk

Świętowanie jednak nie zakończyło się z dniem jubileuszu. Jeden z naczelnych ideologów Łukaszenki Wadzim Hihin powiedział, że do 2020 r. zostanie wydana zbiorcza monografia Komsomołu.

– Myślę, że to będzie interesujące dla szerokiego grona czytelników – podkreślił naukowiec-historyk.

Specjalną wystawę z tej okazji zorganizowało Białoruskie Muzeum Sztuk Pięknych, czyli narodowa galeria sztuki. W trakcie otwarcia ekspozycji wystąpił minister edukacji — członek Komunistycznej Partii Białorusi Ihar Karpienka. Podczas spotkania zaprezentowano też znaczek wydany na tę okazję przez białoruską pocztę.

Zwieńczeniem obchodów jest kończący się dziś “Komsomolski tydzień”, przypadający dokładnie sto lat po tym, gdy na zjeździe Komunistycznej Partii (bolszewików) proklamowano zjednoczenie komunistycznych organizacji młodzieżowych na terenie Rosji Radzieckiej. Tydzień obchodów tego wydarzenia zakończy uroczysty koncert pt. “100 lat Komsomołu — Sztafeta Pokoleń”, który dziś wieczorem odbędzie się w najważniejszej sali koncertowej kraju, czyli w Pałacu Republiki w Mińsku i będzie transmitowany na antenie białoruskiej TV państwowej.

Ze spadkobiercami Komsomołu — aktywem BRSM spotkał się również sam Alaksandr Łukaszenka. Białoruski lider podkreślił, że nie da się ukryć ani zmienić historii ruchu komsomolskiego.

– Pojęcia przyjaźni, braterstwa, jedności, miłości do Ojczyzny, wiary w przyszłość, które stały się hymnem WLKSM, nawet 100 lat później nie straciły swojej aktualności. Dlatego też podnieśliśmy ten sztandar i przekazaliśmy go swoim dzieciom — mówił.

Łukaszenka pokrótce wyjaśnił sens historycznej polityki kraju — który jego zdaniem zrobił dobrze, że nie poszedł radykalną drogą rozwoju.

– My szczególnie głośno nie mówimy skąd i dokąd idziemy. Nie wyrzucamy tego wszystkiego, co było dobrego w historii – dodał.

Białoruski prezydent zapowiedział też, że BRSM powinien otrzymać możliwość inicjatywy ustawodawczej. Nie chodzi jednak wcale o to, że Łukaszenka chce się podzielić władzą, ale powrót do starych tradycji. W ZSRR Komsomoł również teoretycznie otrzymał takie prawa.

Były członek władz Komsomołu, a obecnie lewicowy polityk opozycji Siarhiej Waźniak uważa, że BRSM od swojej poprzedniczki wziął to, co najgorsze.

– Biurokratyzm, obowiązkowe członkostwo. Oni różnymi prawdami i nieprawdami przymuszają uczniów i głównie studentów do wstępowania do organizacji. A zabrali to, co było najciekawsze, czyli możliwość uczestnictwa w ciekawych wydarzeniach – powiedział w rozmowie z Biełsatem.

Przynależność do łukaszenkowskiego „Komsomołu” jest teoretycznie nieobowiązkowa, jednak student, który do niej nie przystąpi, może np. nie otrzymać miejsca w akademiku, stypendium, czy nawet zdać egzaminu. Choć podobnie jak w czasach sowieckich, dla większości członków udział w niej to czysta formalność i zero zaangażowania. Członkowie BRSM w życiu publicznym występują, głównie jako „dobrowolnie-przymusowo” przyprowadzona publiczność podczas różnych oficjałek, akademii i gospodarskich wizyt. Niemniej jednak białoruskie państwo wydaje na tę pozostałość po ZSRR niemałe pieniądze. W tym roku był to odpowiednik 4,4 mln dolarów, a w kolejnym będzie o 400 tys. więcej.

jb/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze