Białoruś staje się bezbronna – twierdzi David Kramer, były pomocnik sekretarza stanu USA


Dlaczego przez 10 lat Mińsk nie zaprosił z powrotem ambasadora USA, negocjacje mińskie w sprawie Donbasu można uznać za „martwe” i czy aneksja Białorusi przez Rosję jest możliwa – tłumaczy były pomocnik sekretarza stanu USA David Kramer*.

– Siarhiej Pielasa: Wess Mitchell, pomocnik sekretarza stanu USA, podczas przemówienia przed Radą Atlantycką, nazwał Gruzję, Ukrainę i „nawet Białoruś” bastionami przeciwko rosyjskiemu neoimperializmowi. Według pana, co dokładnie miał na myśli: reżim Łukaszenki, białoruskie społeczeństwo obywatelskie, czy cały kraj?

– David Kramer: Uważam, że w swoim oświadczeniu Wess miał na myśli państwo Białoruś, a nie Łukaszenkę. Nie można powiedzieć, by działania Łukaszenki w celu obrony suwerenności Białorusi były pomyślne. Obserwujemy, jak błyskawicznie rozszerza się rosyjski wpływ w państwie, jak szybko Rosja przejmuje kontrolę nad białoruskimi aktywami. Wydaje mi się, że Wess podkreślał wagę niezależności kraju. Jest to właśnie to, na co stawiał akcent prezydent Trump, gdy we wrześniu przemawiał przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ.

Białoruś jest jednym z państw graniczących z Rosją. Krajem, który w odróżnieniu od Ukrainy i Gruzji, a nawet Mołdawii, nie był zainteresowany podpisaniem porozumień z Unią Europejską i NATO, ale jest suwerennym i niepodległym państwem. I Rosja musi szanować niezależności i niepodległość Białorusi.

– Według pana, jaką rolę odgrywa Białoruś w obecnym naprężeniu pomiędzy Rosją i Zachodem, które jest wynikiem możliwego umieszczenia bazy wojskowej USA w Polsce i odstąpienia od porozumienia dotyczącego rakiet? Białoruś jest niezależnym graczem, statystą, czy kimś jeszcze innym?

– Właśnie teraz Białoruś znalazła się w dość trudnej sytuacji. Jest ona partnerem Rosji w szeregu organizacji ds. bezpieczeństwa w regionie, ale nie jest pełnowartościowym partnerem NATO, nie mówiąc już o członkostwie w NATO. Białoruś nie wydaje się zainteresowana pogłębieniem współpracy z Unią Europejską, ale jednocześnie czuje mocną presję ze strony Rosji.

Polska jest jednym z głównych państw, które próbowały poprawić sytuację przestrzegania praw człowieka, wesprzeć społeczeństwo obywatelskie Białorusi, zapewnić Białorusi prawdziwe informacje za pomocą Biełsatu.

Sytuacja wojskowa może wpłynąć na mniej wygodne stanowisko Białorusi, bo pan Putin może rozpatrywać dowolną dalszą koncentrację sił zbrojnych w regionie jako podstawę do wzmocnienia nacisków na Białoruś. Jestem przekonany, że bardzo ważne jest, by nie poświęcać Białorusi w całym tym procesie, a na odwrót – upewnić się, że pozostaje w pełni suwerennym państwem.

– Jak może Zachód, USA pomóc białoruskiemu społeczeństwu, czy nawet władzom Białorusi przeciwstawić się próbom Rosji wprowadzenia stałej obecności wojskowej na Białorusi lub innym sposobom ograniczenia niepodległości państwa?

– Myślę, że Zachód musi skoncentrować się na dwóch kierunkach: domagania się przestrzegania suwerenności i nierozerwalności granic Białorusi. Ale jednocześnie należy pamiętać, że łukaszenkowska Białoruś to reżim autorytarny, więc nie możemy zapominać o problemach praw człowieka w tym państwie. W którym są jeszcze ludzie, których aresztuje się za poglądy polityczne, jest presja na społeczność obywatelską, naciski na dziennikarzy. Musimy mieć na uwadze te dwa aspekty.

Jeśli będziemy jedynie rozpatrywać Białoruś przez pryzmat Rosji, to zdradzimy nasze zasady i wartości. Dlatego też powinniśmy wspierać Białoruś w obronie suwerenności i spójności terytorialnej, ale też domagać się przestrzegania praw człowieka.

– Władze w Kijowie dość sceptycznie podchodzą do formatu rozmów mińskich, do Mińska jako miejsca negocjacji pokojowych w sprawie Donbasu. Czy w interesie Stanów Zjednoczonych jest zmiana Mińska na jakieś inne miejsce?

– Już od kilku lat przekonuję, że powinniśmy ogłosić porozumienia mińskie „martwymi”. To złe porozumienie, ono nie działa. W obu wersjach – i w protokole z września 2014 roku i w dokumencie z lutego 2015 roku – kwestia Krymu wcale nie jest poruszona. A Rosja nie zrealizowała ani jednego punktu tego układu.

Uważam, że kontynuując rozmowy w ramach porozumienia mińskiego, jedynie marnujemy czas i przedłużamy obecny status. Ja ogłosiłbym, że porozumienie mińskie utraciło moc i nasilił sankcje, dopóki Putin nie zrozumie, że koszt jego obecności na Krymie i w Doniecku jest na tyle wielki, że przekracza wszelkie zyski. Rosja nawet nie uznała swojej obecności wojskowej na wschodzie Ukrainy, dlatego nie ma sensu z nimi negocjować. Po co, skoro ignorują fakty?

– Co Białoruś zyskała lub straciła w wyniku agresji Rosji przeciwko Ukrainie?

– Białoruś staje się bardziej bezbronna. Białoruś odmówiła uznania aneksji Krymu, bez względu na presję Putina na Łukaszenkę. Warto też rozumieć, co dzieje się wewnątrz Rosji. Popularność i rankingi Putina spadają, i może on szukać dróg i środków, by naprawić sytuację i zdobyć większe poparcie swoich działań. Oznacza to, że Białoruś będzie dalej otwarta na presję ze strony Rosji, która może być skutkiem polityki Putina.

– Ale nie tak łatwo byłoby przekonać rosyjskie społeczeństwo, że Białoruś jest takim samym wrogiem jak „banderowcy”, „ukraińscy faszyści”. Na Białorusi nie ma przecież Majdanu ani rewolucji.

– Białoruś nie stanowi dla Rosji żadnego zagrożenia. Białoruś nie rozmawia z Unią Europejską o umowie akcesyjnej, o trybie bezwizowym. Białoruś ma teraz faktycznie zamkniętą drogę do NATO, ale też nie wykazuje chęci dołączenia do Sojuszu – w odróżnieniu od Ukrainy i Gruzji. Dlatego Rosja nie ma żadnych podstaw, by bać się jakiegoś zagrożenia ze strony Białorusi. To Białoruś musi zwracać uwagę na to, co dzieje się z Rosją, bo Putin chce odciągnąć uwagę od własnych problemów wewnętrznych i spróbuje się zaszczepić je innym.

– W ciągu ostatnich kilku lat prowadzone są rozmowy o rychłym powrocie ambasadora USA do Mińska. Ale jest on dalej poza granicami Białorusi. Jak pan myśli, na czym polega problem i jak wygląda perspektywa jego powrotu do Mińska?

– Sytuacja trwa od ponad dziesięciu lat. Pracowałem w rządzie, gdy naszego ambasadora odesłano do kraju, a my w odpowiedzieli wydaliliśmy ambasadora Białorusi. Jeśli Białoruś jest rzeczywiście zainteresowana pogłębieniem dialogu z USA, pozwoli ambasadorowi wrócić. W naszej ambasadzie do tej pory jest za mało pracowników. Jeśli Łukaszenka na poważnie zechce mieć kontakt z USA, od razu to zobaczymy, bo władze dadzą ambasadzie zgodę na posiadanie koniecznej ilości pracowników.

– To znaczy, że piłka jest obecnie po białoruskiej stronie boiska i decyzja zależy od posunięć Łukaszenki?

– Oni pierwsi wykonali krok i odesłali naszego ambasadora. Byłem wtedy w rządzie. Nie wyganialiśmy białoruskiego ambasadora, dopóki oni nie wygonili naszego. Oni zrobili pierwszy krok, my musieliśmy odpowiedzieć. Teraz nie pracuję w rządzie, dlatego nie jest to oficjalne stanowisko, ale gdybym był w rządzie, właśnie tak bym powiedział: piłka jest po waszej stronie, teraz wasza kolej na działanie.

– Czy są jakieś oznaki tego, że Mińsk chce rozwiązać ten problem?

– Presja na reżim Łukaszenki ze strony Moskwy rośnie, i całkiem prawdopodobne jest, że rozpatrują takie posunięcie. Ale nie zrobili tego przez dziesięć lat, co świadczy o tym, że jedynie wykorzystują Zachód, próbują kompensować nacisk ze strony Moskwy.

Łukaszenka robił to przez wiele lat i to jest genialne. A Zachód dalej łapie się w tę pułapkę.

Ale jeśli państwo jest naprawdę zainteresowane, łatwo to zrobić. Przecież to nie jest trudne powiedzieć Stanom Zjednoczonym: „Proszę, przyślijcie do nas znów swojego ambasadora, możecie mieć w swojej ambasadzie pełną obsadę”. Ale Łukaszenka tak nie zrobił, dlatego mam uzasadnione wątpliwości, czy on rzeczywiście chce przywrócić normalne stosunki z USA.

– Chciałbym pana zapytać o sprawę, o której na Białorusi dyskutujemy od miesięcy. Mnożą się u nas plotki i dezinformacja. Zwykłemu człowiekowi bardzo trudno jest zrozumieć, co się dzieje. Mam na myśli zagrożenie aneksją przez Rosję, „krymski scenariusz” dla Białorusi. Jak osobiście pan to widzi i jak może to odbierać Waszyngton? To realna perspektywa, czy tylko rosyjska propaganda, która zastrasza Białoruś?

– Bardzo bym chciał, by była to jedynie propaganda. W drugim wypadku byłaby to kolejna nielegalna aneksja innego państwa ze strony Putina. I uważam, że Zachód musi bardzo konkretnie wytłumaczyć, że w takim razie będą poważne następstwa.

– Jakie dokładnie? Jak USA zareagowałyby, gdyby Putin wykonał takie posunięcie? Możliwe, że nie czysty krymski scenariusz, ale próbę ograniczenia niepodległości Białorusi w jakiś sposób?

– Wyrzuciłbym Rosję z systemu bankowego SWIFT i dodał Putina na listę sankcji.

* David Kramer, zastępca pomocnika sekretarza stanu ds. Europy i Eurazji w latach 2005-2008; pomocnik sekretarza stanu ds. praw człowieka, pracy i demokracji w administracji prezydenta Geogre’a W. Busha w latach 2008-2009; prezes amerykańskiej organizacji obrony praw człowieka Freedom House w latach 2010-2014; starszy dyrektor ds praw i swobód człowieka w Instytucie McCaina.

Siarhiej Pielasa, pj/belsat.eu

Zdjęcie: Warsaw Security Forum

Zobacz też
Komentarze