Białoruś: koniec państwa IT?

Po wyborach prezydenckich białoruscy programiści na poważnie zaczęli się zastawiać nad zmianą miejsca zamieszkania i pracy. Nie będą mieli z tym problemów – już czekają na nich inne kraje.

Uładzimir Kawalczuk pracuje w jednej z największej z firm w branży IT na Białorusi. Za udział w pokojowych akcjach protestacyjnych zatrzymano jego znajomych, a żonę skazano już na drugą grzywnę za to, że chodziła na Marsze Kobiet.

– Nawet nasza rodzina spotkała się z brutalnymi zatrzymaniami. Przy czym bez informowania, gdzie i za co. Chociaż przyjeżdżałem na komisariat i pytałem, gdzie jest, mówiono mi prosto w oczy „nie wiemy” – opowiada. – Chociaż żona była 20 metrów dalej.

Na trzy dni pracę jego firmy sparaliżowała blokada internetu. Aby zapobiec takim sytuacjom, postanowiono wysłać kluczowych pracowników na Ukrainę, na zasadzie pilnej, 30-dniowej delegacji. Ale jeśli człowiek chciałby przeprowadzić się na stałe, firma też w tym pomoże.

Trzy dni bez internetu kosztowały Białoruś 170 mln USD

– Znajduje się nowe miejsce pracy, robi się zaproszenie. Pomaga z mieszkaniem, po czym człowiek fizycznie się przeprowadza – wyjaśnia Uładzimir.

Wiele firm zrozumiało, że sytuacja jest niebezpieczna, kiedy Alaksandr Łukaszenka zagroził rozprawić się z pracownikami branży IT, kiedy protesty ścichną. I po tym, gdy aresztowano czterech przedstawicieli firmy PandaDoc. „Jajogłowym”, jak nazywa ich Łukaszenka, nie wybaczono finansowego oraz intelektualnego wsparcia protestów.

Szef PandaDoc tłumaczy, dlaczego wstrzymuje pomoc dla byłych funkcjonariuszy

– Niebezpiecznie zrobiło się też z finansowego punktu widzenia – zauważa Mikałaj Tamaszewicz, szef firmy PRAS. – Z pieniędzmi może stać się tak samo jak w Biełgazprombanku – po prostu przyszli i zabrali.

Miński Park Wysokich Technologii może zostać pozbawiony ulg podatkowych, a zagraniczni inwestorzy nigdy nie włożą pieniędzy w start-upy z niestabilnego regionu. Dlatego ok. 200 firm już zastanawia się nad relokacją za granicę. Firma Mikałaja dostaje codziennie ok. 10 maili i zapytań telefonicznych z ciekawymi propozycjami przeprowadzki.

Firmy IT przenoszą się z Białorusi na Ukrainę

– I we wszystkich wariantach są różne warunki. Ktoś zaprasza po prostu do siebie, ktoś oferuje olbrzymie preferencje – lepsze niż w naszym Parku Wysokich Technologii. Np. Astana Hub, gdzie w ogóle nie ma podatków, ani żadnych opłat przez pierwszy rok – mówi Tamaszewicz.

Również sąsiednie kraje nie ukrywają zainteresowania białoruskimi specjalistami z branży IT. Łotwa, Litwa, Polska i Ukraina uruchomiły rządowe programy, które ułatwiają i przyśpieszanie otrzymywanie wiz, rejestrację firm i otwieranie rachunków bankowych.

– Cały sektor IT w Polsce marzy o tym, żeby mieć programistów z Białorusi. Świetnie wiadomo przecież, że takie marki jak Viber czy World of Tanks stworzyli białoruscy programiści. Dlatego tu jest naprawdę wielki popyt na tych profesjonalistów – mówi Justyna Orłowska, pełnomocnik premiera ds. programu GovTech oraz jego dyrektor.

Polska oferuje programy dla freelancerów, startupów oraz dużych przedsiębiorstw. Dużym firmom obiecano indywidualne podejście przy pomocy Agencji Inwestycji i Handlu. Są tam gotowi udzielić konsultacji, dokąd lepiej przenieść swój biznes, udzielić konsultacji prawnych i pomocy integracyjnej.

– Już ponad 10 firm zwróciło się do nas o pomoc. Na razie nie mogę zdradzić ich nazw, ale staramy się, żeby otrzymały to, czego oczekują – zapewnia dyr. Orłowska.

Białoruska gospodarka: jest źle, będzie gorzej

Zwróciło się też o to też ponad 20 startupów, więc Polska będzie poszerzać program ich wsparcia. Na Łotwę zapowiedziało wyjazd 12 firm, na Ukrainę – ok. 20. Branża IT przynosi Białorusi ok. 6 proc. PKB, więc utrata nawet połowy w czasie obecnego kryzysu gospodarczego na pewno stanie się odczuwalnym ciosem.

Alena Paźniak, cez/belsat.eu

Wiadomości