„Białoruś jest już innym krajem”. Politolodzy o reakcji władz na protesy

Strajk pracowników zakładów „Grodno Azot”. Grodno, 19 sierpnia 2020 r. Fot. Wasyl Mauczanau/belsat.eu

Protesty na Białorusi trwają już 13 dzień. Przeciwko opozycyjnej Radzie Koordynacyjnej wszczęto sprawę karną za rzekome usiłowanie przejęcia władzy i działanie na szkodę państwa. Co udało się w tym czasie zrobić i jakie są dalsze perspektywy protestu? – na to pytanie odpowiadają eksperci.

Po zatrzymaniach i pobiciach, których ofiarami w pierwszych dniach po wyborach padło 7 tysięcy Białorusinów, represje nieco zelżały. Jednak w odpowiedzi na brutalne działania milicji, liczni dziennikarze państwowych mediów i działacze kultury, a nawet niektórzy urzędnicy i funkcjonariusze ogłosili, że nie będą dalej popierać Alaksandra Łukaszenki.

Pracownicy wielu zakładów na terenie całego kraju przedstawiają postulaty polityczne i ogłaszają strajki, ignorując groźby władz i samego Łukaszenki. Największą akcją protestu były marsze 16 sierpnia, na które w Mińsku i innych miastach Białorusi wyszły setki tysięcy ludzi.

Manifestacja w Grodnie, 19 sierpnia 2020 r. Fot. Wasyl Mauczanau/belsat.eu

Tymczasem władze, zebrawszy siły, przystąpiły do kontrataku. Dochodzi do kolejnych – choć już nie na tak wielką skalę – zatrzymań. Na strajkujących wywierana jest presja, a pracowników strategicznych dla Łukaszenki instytucji, jak choćby dziennikarzy telewizji BT i ONT, zastąpiono specjalistami ściągniętymi z Rosji. Równocześnie organizowane są akcje poparcia dla „Baćki”, w których dobrowolnie, przynajmniej w teorii, uczestniczą pracownicy sfery budżetowej.

Władze Grodna, które od pewnego czasu stało się najbardziej aktywnym miastem Białorusi, przywracają wszystkie wcześniejsze ograniczenia i łamią złożone protestującym obietnice. Co więcej, przeciwko Radzie Koordynacyjnej, powołanej celem pokojowego przekazania władzy demokratycznie wybranemu prezydentowi, została wszczęta sprawa z artykułu 361 Kodeksu Karnego za próbę dokonania przewrotu oraz działanie na szkodę narodowych interesów Republiki Białorusi.

Łatuszka skomentował presję władz na Radę Koordynacyjną białoruskiej opozycji

„Na Białorusi trwa rewolucja”

Czy władzom uda się pokonać protestujących? Jak stwierdził w komentarzu dla Biełsatu politolog Waler Karbalewicz, na Białorusi trwa rewolucja, a pierwsze trzy dni po wyborach można wprost nazwać wojną domową.

Dym flar przed stacją metra Puszkińska w Mińsku. Fot. belsat.eu

Inna politolog, Waleryja Kaściuhowa, zauważa z kolei ogromną skalę sprzeciwu oraz „niewiarygodne, bardzo pomysłowe i niezwykle inspirujące przykłady rozmaitych inicjatyw, mających wspierać protesty”. Zwraca też uwagę na fakt, że do akcji przyłączyli się ludzie z różnych grup społecznych – robotnicy, nauczyciele czy lekarze.

– Widzimy bardzo dobrą, sieciową strukturę protestu. Jak pokazuje doświadczenie, jest ona dziś znacznie bardziej efektywna, niż próby organizacji scentralizowanych protestów, które znamy z przeszłości – mówi Kaściuhowa.

Za najważniejszy efekt tych działań politolog uważa to, że po prawie dwóch tygodniach od wyborów Białorusini wciąż mają wątpliwości co do ich wyniku i wygranej Łukaszenki.

Nie ma miejsca na kompromis

Waleryja Kasciuhowa reakcję władz na protesty uważa za przewidywalną, choć, jak twierdzi, zaskoczyła ją skala przemocy.

– Reżim Łukaszenki zawsze opierał się na przemocy. Nigdy jednak nie przekraczał granicy, za którą nie miałby szans na dialog z Zachodem, jeśli taki dialog uznałby za korzystny dla siebie. Teraz widać, że reputacji tej władzy nie da się już naprawić – a przede wszystkim reputacji samego Łukaszenki.

16 sierpnia 2020 r. na manifestacje wyszło ok. 300 tys. mieszkańców Mińska i innych miast Białorusi. Fot. belsat.eu

Według Walerego Karbalewicza, na Białorusi można obecnie zaobserwować równowagę sił: żadna ze stron nie może zwyciężyć. Nie ma też miejsca na kompromis między oboma stronami sporu, gdyż Łukaszenka nie jest skłonny do rozmów. Dlatego konflikt może się zakończyć tylko absolutnym zwycięstwem jednej ze stron. Jak twierdzi politolog, teraz to władze przejmują inicjatywę i przygotowują się do rozwiązania siłowego.

– Jeżeli społeczeństwo nie wykaże się wolą działania i nie będzie eskalowało protestów, to myślę, że ten plan przyniesie skutek – uważa Karbalewicz.

Czynnik rywalizacji

Waleryja Kaściuhowa uważa jednak, że władza spóźnia się z reakcją.

– Protestujący są zmęczeni i mogą już tracić motywację. Ale tu pojawia się dodatkowy czynnik – rywalizacji, który może sprawić, że ludzie będą bardziej kreatywni i będzie ich jeszcze więcej – twierdzi politolog.

Potrzeba takiej rywalizacji z władzą może spowodować, że protestujący wykonają nowe, niespodziewane posunięcia. Kaściuhowa uważa też, że bez względu na zdecydowanie Łukaszenki, by nadal posługiwać się represjami i przemocą, tego, co wydarzyło się na białoruskich ulicach w dniach 9 – 11 sierpnia, nie będzie reżimowi łatwo powtórzyć.

Carte blanche dla Łukaszenki?

Alaksandr Łukaszenka występuje przed swoimi zwolennikami. Mińsk, 16 sierpnia 2020 r. Fot. Iryna Arachouskaja/vot-tak.tv/belsat.eu

Zdaniem komentatora politycznego Ramana Jakauleuskiego, przejście Łukaszenki do kontrofensywy może świadczyć o tym, że otrzymał on carte blanche od prezydenta Rosji Władimira Putina.

– Z drugiej strony, jego posunięcia mogą być dowodem desperacji. Takie przypadki znamy z historii, na przykład w Rumunii – zauważa Jakauleuski.

Ta kontrofensywa raczej nie pomoże władzom odwrócić sytuacji, ponieważ Białoruś jest już innym krajem, niż przed wyborami. Zdaniem politologa, choć manifestacje przeciwko Łukaszence tracą impet, to Białorusinów, którzy wychodzą na ulice, by go poprzeć, jest jeszcze mniej.

– Ludzie się nie boją. Nie widziałem tam strachu. Białorusini przyjęli słowa skierowane niegdyś przez Jana Pawła II do Polaków: „Nie lękajcie się!”. Oni wtedy zwyciężyli – podkreśla politolog, który dodaje, że z Łukaszenką na czele Białoruś nie ma żadnej przyszłości.

“Oskarżą mnie o ludobójstwo”. Minister obrony Białorusi szykuje oficerów na wojnę domową

Maksym Hacak,md/belsat.eu

Wiadomości