Białoruś i Rosję w 1941 spalili komuniści. Opublikowano wspomnienia podpalacza


Płonący Witebsk w 1941 roku. Zdjęcie z francuskojęzycznego czasopisma „Signal”. Źródło: evitebsk.com

Wschodnia Białoruś podczas całej wojny niemiecko-sowieckiej ucierpiała najbardziej nie w wyniku działań wojennych. W czerwcu i lipcu 1941 roku komunistyczni funkcjonariusze wywieźli ze strefy przyfrontowej wszystko, co można było „ewakuować”. Nie martwili się przy tym losem pozostawianej ludności.

Na rozkaz Stalina

– Rozpoczęła się wojna, szkoła FZO (fabryczno-zakładowego nauczania) zaczęła przygotowywać się do ewakuacji wraz z jakimś zakładem. Do wywiezienia przygotowywano obrabiarki i wyposażenie. Zebrali wszystkich uczniów, poinformowali o wyjeździe, a potem dali zadanie podpalenia domów. To był czas, kiedy z polecenia Stalina rzucono hasło: przed wycofaniem się nie pozostawić wrogowi niczego. Pamiętam, że wszystkich rozbili w grupki po 2-3 osoby, dali coś podobnego do siarki, którą trzeba było nanosić na murowane budynki, a potem to podpalać – relacjonuje uczestnik akcji.

Wspomnienia podpalacza opublikował znany witebski krajoznawca Arkadź Padlipski w drugim wydaniu swojej książki „Witebsk: pierwsze dni wojny”. Fragment został umieszczony w Internecie przez portal „Narodnyja Nawiny Wiciebsku” („Ludowe Wiadomości Witebska”).

Fragment niemieckiej kroniki filmowej z obrazami płonącego Witebska w 1941 roku

– Naszej grupie przydzielono do podpalenia tylko dwa obiekty: kinoteatr Spartak i ówczesny szpital obwodowy przy prospekcie Frunze (teraz w tym budynku jest szpital ratunkowy). Płomienie szybko objęły cegły i kino zapaliło się. Potem ruszyliśmy pieszo do szpitala, wszystko powtórzyliśmy i poszliśmy na dworzec – opowiada podpalacz.

Autor nie podaje nazwiska człowieka, który uczestniczył w niszczeniu miasta. Jest ono w książce ukryte pod pseudonimem „Iwanow”.

„Burzyć i palić doszczętnie”

Polecenie Stalina, o którym mówi Iwanow to najpewniej „Dyrektywa Rady Komisarzy Ludowych ZSRR i CK WKP(b) dla partyjnych i radzieckich organizacji obwodów przyfrontowych” z 29 czerwca 1941 roku. Podpisali ją Stalin i Mołotow.

W dyrektywie podkreślano:

– Przy wymuszonym odstąpieniu jednostek Armii Czerwonej wywozić sprawny tabor kolejowy, nie pozostawiać wrogowi ani jednego parowozu, ani jednego wagonu, nie pozostawić przeciwnikowi ani kilograma ziarna, ani litra paliwa. Kołchoźnicy powinni przepędzać bydło, przekazywać ziarno na przetrzymanie organom państwowym w celu wywiezienia go do rejonów tyłowych. Wszelki majątek, który nie może zostać wywieziony, powinien zostać bezwarunkowo zniszczony.

„Wywieziono lub zniszczono ponad połowę przemysłowo-gospodarczego potencjału wschodniej Białorusi”, pisał w swojej klasycznej pracy „Białoruś pod niemiecką okupacją” historyk Jury Turonak. Wywożono lub niszczono fabryki, wyposażenie obiektów infrastruktury, traktory, kombajny, masowo (do 50% pogłowia) przepędzono chłopskie bydło – prawie jedyne źródło białka dla ludności wiejskiej.

Dokument o spaleniu przez Armię Czerwoną wiosek podczas bitwy pod Moskwą

– Na terenach, gdzie ewakuacja odbywała się zgodnie z planem, to znaczy w obwodach witebskim, mohylewskim, homelskim i poleskim, produkcja przemysłowa była w znacznym stopniu osłabiona. W jeszcze większym stopniu ograniczono we wschodnich obwodach BSRR zapasy zboża i produktów zbożowych. Gospodarstwa wiejskie pozostawiono bez siły pociągowej, zarówno mechanicznej, jak i konnej – pisze historyk.

11 lipca do płonącego Witebska weszły wojska niemieckie. Jednak analogiczne rozkazy padały z Kremla i później, gdy żołnierze niemieccy podchodzili pod Moskwę.

– Zburzyć i doszczętnie spalić wszystkie zamieszkałe punkty na tyłach wojsk niemieckich w odległości 40-50 kilometrów w głąb od przedniej krawędzi oraz na 20-30 kilometrów na lewo i prawo od dróg. Do niszczenia zamieszkałych punktów w tym promieniu koniecznie rzucić lotnictwo, szeroko wykorzystywać ogień artyleryjski i moździerzowy, oddziały zwiadowców, narciarzy i przygotowane grupy dywersyjne, które mają butelki i substancją zapalającą, granaty i materiały wybuchowe – mówił rozkaz Najwyższego Dowództwa z 17 listopada 1941 roku.

Inne świadectwa

Arkadzi Padlipski przywołuje i inne relacje podpalania Witebska przez owładniętą komunistyczną propagandą młodzież.

– W lipcu 1941 roku uzbrojeni po zęby Niemcy wdarli się do naszego miasta. A nasza sławna, najsilniejsza na świecie armia gdzieś przepadła zamiast nas bronić. Zamiast tego od domu do domu biegali młodzie chłopcy i podpalali je jeden po drugim, by nic prócz ruin i popiołu nie dostało się w ręce napierającego wroga. A to, że w domach byli jeszcze żywi ludzie, starcy i dzieci, to dla nikogo nie miało żadnego znaczenia. Nasze zielone miasto płonęło – pisał Hieorhi Hiebhardt-Fiedarau.

Okładka książki Arkadzia Padlipskiego. Zdjęcie news.vitebsk.cc

Podpalacze nie wszędzie mogli wykonać swoje zadanie – przeszkodziło im szybkie wejście niemieckich wojsk i opór ludności. Na wschodzie Białorusi wspierały ich jednak siły Armii Czerwonej i NKWD.

– W rezultacie podobnych operacji Witebszczyzna została w znacznym stopniu spustoszona. Między innymi prawie całkiem spłonęły Witebsk i Pińsk. Na wschód od Borysowa także palono budynki publiczne i mieszkalne. Straty wyrządzone przez te grupy nigdy nie były wyjawiane i upubliczniane. Po wojnie zapisano je na konto okupantów niemieckich – pisał jeszcze na początku lat 90-tych Jury Turonak.

„Warunki nie do wytrzymania” – dla ludności, ale nie dla Niemców

Radzieckie działania znacznie ograniczyły życie gospodarcze Białorusi, głównie wschodniej. Niemcy nie liczyli jednak szczególnie na potencjał przemysłowy naszego kraju, a zauważalnych zakłóceń w aprowizacji na froncie nie było przez całą wojnę.

Niemcy nie zaczęli głodować przez to, że cywile, dzięki komunistycznej kampanii wyniszczenia białoruskiej gospodarki i infrastruktury, mieli mniej żywności. Naziści po prostu zabierali więcej miejscowej ludności.

Stalin wzywał do stworzenia na okupowanych terytoriach „warunki nie do wytrzymania przez wroga i jego pomocników”, nie licząc się przy tym z potrzebami ludności żyjącej na terenach zajętych przez niemieckie wojska.

Wielomilionowe głodne, bezrobotne i bezdomne społeczeństwo samym tylko faktem swojego istnienia powinno stwarzać Niemcom problemy, być bardziej podatnym na bolszewicką propagandę. Przy tym współpraca z niemiecką administracją w celu jakiejkolwiek pomocy ludności równała się „zdradzie”.

Prowadzone równolegle przez nazistów i komunistów kampanie niszczenia, rabowania i terrory doprowadziły do śmierci ogromnej części białoruskiej ludności. W czasach sowieckich oceniano, że podczas wojny życie straciło 1,4 miliona białoruskich cywilów. Liczby te do dziś są poddawane w wątpliwość i rewidowane.

Zobacz także:

Alaksandr Hiełahajeu, PJ, belsat.eu

Zobacz też
Komentarze