Z Litwy do Polski – jak białoruski przedsiębiorca przeniósł swój biznes


Aleksander Szulakouski zajmuje się dostawami wyposażenia do hodowli zwierząt i drobiu. W litewskim banku nazywali go „ruskim bandytą”.

Najpierw próbował rozwinąć swój biznes na Litwie, przeniósł go jednak do Polski. Uważa, że tu przepisy obowiązujące zagranicznych przedsiębiorców są znacznie bardziej atrakcyjne. Poza tym na Litwie spotykał się z innym problemem – negatywnym stosunkiem do rosyjskojęzycznych biznesmenów.

„Główna różnica, która rzuca się w oczy: Polacy nie odnoszą się do ciebie gorzej dlatego, że jesteś rosyjskojęzyczny i jesteś cudzoziemcem. Oni szukają sposobu jak zarobić. Zresztą jestem tylko jednym z setki przedsiębiorców i do tego drobnym. Chociaż myślę, że dla kompanii z dużymi obrotami, którym nie są potrzebne kredyty, Litwa wciąż jest atrakcyjnym miejscem” – uważa Szulakouski.

Ambitny początek i smutny koniec

Historia jego biznesu w tym kraju rozpoczęła się pięć lat temu. Właśnie w 2011 postanowił założyć firmę na Litwie.

„Przyczyn było kilka. Woziliśmy sprzęt z Europy Zachodniej na Białoruś i do Rosji. W pewnym momencie zaczęło się to robić niewygodne – trzeba było urządzenia zbierać z różnych krajów, aby dużymi partiami wozić przez granicę i płacić cło. Litwę wybraliśmy, bo to tylko 170 km od Mińska i kilka godzin na granicy. Poza tym na Litwie jest dużo kompanii transportowo-logistycznych”.

Firma Szulakouskiego zatrudniła kilka osób. Start był udany – już pierwszego roku zaczęła przynosić zyski. Wtedy zrodził się pomysł, aby działać też wewnątrz kraju, skoro i tak działa tu już biuro. Zatrudniono więc jeszcze menagera ds. sprzedaży.

„Poszedłem wtedy do banku, a tam mi powiedziano: to dobrze, że macie dwa lata z rzędu zyski i bardzo dobre wskaźniki. Ale nie jest pan Litwinem i nie ma pan nawet prawa do tymczasowego pobytu. Powiedziałem, że nie potrzebuję karty pobytu, bo chcę mieszkać tam, gdzie mieszkam – na Białorusi”.

Kiedy okazało się, że bez karty pobytu o kredycie może jednak zapomnieć, postanowił o nią wystąpić. Ale pod koniec 2011 zbankrutował bank, w którym firma miała pieniądze i biznesmenowi udało się odzyskać niecałą połowę z nich – zaledwie 11 tys. euro z 25 tys. Mimo to rok udało się zamknąć z zyskiem.

https://www.youtube.com/watch?v=GCdvJRr6Crc

Archiwalny materiał Biełsatu o białoruskich przedsiębiorcach na Litwie

A w 2014 na Litwie zmieniono ustawę o cudzoziemcach. Przedsiębiorca – obcokrajowiec musiał zapewnić trzy miejsca pracy dla obywateli Litwy lub osób zameldowanych tam na stałe.

„I tu zaczęła się presja. Po raz pierwszy odczułem to, kiedy pracownica banku nazwała mnie „ruskim bandytą piorącym brudne pieniądze” – mówi Szulakouski. – Odpowiedziałem jej, że mylić Białorusina i Rosjanina to tak samo, jakbym nazwał ją Łotyszką…”

Polska: nie mówią po rosyjsku, ale odnoszą się lepiej

Jego biznes na Litwie z czasem przestał przynosić takie zyski, aby zatrudniać większą liczę pracowników. Przedsiębiorca postanowił przenieść się z nim do Polski, gdzie działa od początku tego roku.

„Na Litwie mieliśmy kilkudziesięciu klientów, w tym wielkie holdingi rolnicze. Teraz nie ma nikogo, całkiem zwinęliśmy działalność. Jeżeli chodzi o Polskę, to o wynikach trudno na razie mówić, ale ostatnio nasze obroty w Polsce wzrosły dwukrotnie. Najważniejsze, że w ogóle nie mamy tam pracowników. Wszystko robimy zdalnie z Mińska, tam jest tylko dyrektor”.

I mimo to marzy o powrocie na Litwę: jest bliższa geograficznie i „normalny” język tam rozumieją.

„W Polsce pod niektórymi względami jest trudniej. Np. muszę tam jechać 4-5 godzin, a nie 3 godziny, jak do Wilna. Oprócz tego mało kto rozmawia tam po rosyjsku. I po angielsku mówi mniej ludzi niż na Litwie. Jeśli chodzi o podatki, to trzeba je tam płacić co miesiąc, więc i pod tym względem na Litwie jest lepiej.”

Ale są też pozytywne strony, które biznes przedsiębiorcy z Białorusi trzymają na razie w Polsce.

„Z plusów: dadzą nam tu kredyt, chociaż nikt z założycieli nie jest obywatelem Polski. I tu do ciebie odnoszą się inaczej – jak do zwykłego przedsiębiorcy, a nie jakiegoś bandyty. To bardzo czuje się właśnie na poziomie psychologicznym” – podsumowuje Aleksander Szulakouski.

NМ, cez, belsat.eu wg delfi.lt

Zobacz też
Komentarze