„Będzie nas tu dużo, z dziesięć tysięcy”. Rosyjscy żołnierze aklimatyzują się pod białoruskimi Osipowiczami

Reportaż

Do wielkich rosyjsko-białoruskich manewrów Zapad-2017 pozostało nieco ponad dwa tygodnie. Ale na stacji kolejowej Wierajcy pod Osipowiczami w obwodzie mohylewskim już od tygodnia jest rozładowywany rosyjski sprzęt wojskowy. Byli tam reporterzy Biełsatu.

Wierajcy to malutka wioska, leżąca 12 km od Osipowicz. Dojechać można tu pociągiem elektrycznym lub samochodem – przez las po wąskiej żwirówce. Kierowca Mikałaj, który zgodził się nas tam zabrać, opowiada:

– W ostatnich dniach w Osipowiczach rosyjskich wojskowych można często zobaczyć na dworcu. Wielu miejscowych jest przeciwko. Głównie dlatego, że obok jest poligon i jak zaczynają się strzelania, to drżą szyby w domach. Osobiście jestem zdania, że niechby wojowali na swoim terytorium! Jesteśmy przecież niepodległą republiką. Co oni tu mają do roboty? Ale w Polsce przecież NATO inwestuje w swoje bazy… A dlaczego nam ktoś nie miałby dać pieniędzy?

Nasz rozmówca widział na stacji sprzęt wojskowy z zamalowanymi numerami.

– A pod mostem w pobliżu widziałem jak łazili żołnierze z automatami. Minowali coś, czy co?

Niebawem zbliżamy się do wjazdu do wsi. Na skrzyżowaniu stoi wojskowy MAZ i samochód białoruskiej milicji. Milicjant pokazuje gestem: do przodu nie przejedziecie, objeżdżajcie dookoła.

Od razu za zaimprowizowanym kordonem stoi kolumna rosyjskiego sprzętu – głównie samobieżne działa artyleryjskie. Obok chodzą żołnierze. Do nich podejdziemy później, najpierw porozmawiamy z mieszkańcami wsi.

– Jak zaczną strzelać, to okna dobrze się trzęsą. I kiedy uruchamiają swoje samochody, to kopcą strasznie. Postawili wagony, nie ma jak przejść. Ludzie są nastawieni bardzo  przeciwko. Niektórzy nazywają ich po prostu „okupantami”. Tak mówią! – zapewnia ze śmiechem starsza kobieta. – Osobiście mi jest wszystko jedno: ćwiczenia jak ćwiczenia. Ale już mamy dość.

Oprócz ludzi w starszym wieku, latem w Wierajcach mieszkają też wczasowicze. Jeden z nich – Alaksandr z Mińska – nie widzi problemu w koncentracji rosyjskich wojsk w pobliżu jego działki.

– Są jak swoi. Rosja, Białoruś – przecież to jedna całość. To nasi – przekonuje.

Alaksandr sam jest byłym wojskowym. Dlatego wie, że na poligonie strzelają z dział samobieżnych i systemów rakietowych Grad.

Zaimprowizowany kordon w miejscu rozładunku rosyjskiego sprzętu

Miejsce rozładunku rosyjskiego sprzętu wojskowego praktycznie nie jest chronione. Od strony Osipowicz widok na stację zasłania tylko kordon utworzony z milicyjnego samochodu i wojskowego MAZ-a, a od strony Puchowicz – samochód strażacki i dźwig drogowy.

Wzdłuż stacji z jednej strony sprzęt chowa się za wiejskimi chatami, ale z drugiej – widok jest całkowicie odsłonięty: pasażerowie pociągu elektrycznego do Mińska mogą spokojnie nagrywać szerokie plany. Sprzęt bojowy nie jest też otoczony i każdy może podejść do wojskowych.

Rosyjskie działa samobieżne i inny sprzęt wojskowy na stacji Wierajcy

Po podkładach kolejowych bez celu chodzi kilku szeregowych. Jeden z nich to żołnierz służby zasadniczej, który przedstawia się swojsko jako Tocha, czyli Anton. Tocha jest z Podolska, wygląda na trochę zagubionego w nowej okolicy, mówi nieśmiało. Na Białorusi mu się podoba, jest tu „cicho i spokojnie”.

– Dopiero tu przyjechaliśmy. Nie rozmieszczono nas jeszcze nigdzie i nawet nie wiem, gdzie w końcu zostawią. Jesteśmy artylerzystami z Kantemirowskiej Dywizji Pancernej, słyszeliście o takiej? – pyta chłopak i sam odpowiada na pytania: – Ilu nas jest? W ogóle będzie nas dużo, z 10 tysięcy.

Anton ma na myśli liczbę wszystkich rosyjskich wojskowych na Białorusi, chociaż według oficjalnych informacji liczebność Rosjan, biorących udział w ćwiczeniach nie przekroczy 3 tysięcy.

– Ale całej Dywizji Kantemirowskiej nie będzie, tylko pułk piechoty zmotoryzowanej i zwiad. A na razie się wyładowujemy. Daleko oficerowie nas nie puszczają, tylko tu. Maksimum do sklepu…

Stacja Wierajcy: rosyjscy żołnierze i działa samobieżne

Dwadzieścia metrów dalej rzeczywiście jest niewielki sklepik, jedyny na całą wieś. To tam Rosjanie robią zakupy.

– Tak, rosyjscy żołnierze u nas kupują, często przychodzą. Zazwyczaj kupują papierosy i coś do picia. Ale alkoholu nie biorą, mają zakaz – mówi sprzedawczyni.

Przed sklepem pali w milczeniu dwóch wojskowych. Białoruskich. To oni przyjmują Dywizję Kantemirowską i koordynują jej rozładunek.

– Ten skład przyjechał w nocy. Nie jest tu pierwszy. Dopóki się nie rozładują i całkiem nie zbiorą, żołnierze czekają tutaj. A jak zrobią wszystko, odprowadzimy sprzęt na poligon – mówią nam bez większych oporów.

Obok kolumny sprzętu rozbito jeden namiot, ale chyba tylko dla oficerów. Żołnierze, którzy nie są zajęci rozładunkiem, chodzą po okolicy lub po prostu siedzą na ziemi.

Odpoczynek rosyjskich żołnierzy

Chociaż nie ma żadnej ochrony, to aktywność cywilów zostaje szybko zauważona. Po pięciu minutach od chwili, gdy zaczynamy robić zdjęcia, nie wiadomo skąd zjawia się UAZ z dwoma funkcjonariuszami OMON-u i dwoma wojskowymi. Kontrola dokumentów.

– Chodzi o to, że tu nie wolno robić zdjęć – tłumaczą i każą usunąć z telefonów zdjęcia i nagrania wideo. Patrol uprzedza jeszcze, żebyśmy więcej niczego nie fotografowali i odjeżdża.

Kolejną uwagę zwraca nam mieszkaniec wsi. Widząc jak robimy zdjęcia telefonem, rzuca pod naszym adresem:

– Nie trzeba niczego fotografować, u siebie fotografujcie. Zaraz KGB do was wezwę…

*******

Rosyjsko-białoruskie manewry Zapad-2017 będą trwać od 14 do 20 września. Zgodnie z danymi resortu obrony w Mińsku, udział w ćwiczeniach na terytorium Białorusi weźmie ok 10,2 tys. wojskowych. 7,2 tys. będą stanowić żołnierze Sił Zbrojnych Białorusi, a ok. 3 tys. – armii rosyjskiej.

Kaciaryna Andrejewa, Ihar Iliasz, belsat.eu

Czytajcie również: 

Zobacz też
Komentarze