Batalia historyczna Putina: front i ideologiczny podbój terytorium

Michał
Kacewicz

Propagandowego ataku Kremla na Polskę nie zrozumie Zachód, ale może wcale nie o to tu chodzi. Tylko o odbudowanie starych podziałów w naszej części Europy.

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zarzuca premierowi Mateuszowi Morawieckiemu kłamstwo. I mówi, że polski premier wręcz pozbawił się człowieczeństwa, popełnił samobójstwo pisząc w niedawnym artykule dla Politico o winach Armii Czerwonej i zarzucając Kremlowi zakłamywanie i wypaczanie historii.

W programie publicystycznym Władimira Sołowiowa znany z ataków na Polskę ekspert, Jewgienij Satanowski przekonywał, że Stalin miał rację mordując polskich oficerów w Katyniu. Bo nie miał wyjścia- twierdził Satanowski – musiał pozbyć się wrogów na tyłach frontu. W Moskwie hucznie świętowane było „wyzwolenie Warszawy” 17 stycznia. Po drodze było mnóstwo absurdalnych i oburzających wypowiedzi kremlowskich ekspertów i propagandystów.

Zgodnie z przewidywaniami, w tę stronę rozkręca się histeryczna, rosyjska kampania rewizji historii XX wieku. Jest w niej wszystko: zarzucanie Polsce kolaboracji z Hitlerem, doprowadzenie do wybuchu II wojny światowej przez Warszawę, antysemityzm i wręcz współudział w Holokauście, oraz potworna niewdzięczność wobec ZSRR za wyzwolenie i pomoc w powojennej odbudowie Polski.

Ta kampania jest tak absurdalna i idąca wbrew wiedzy na temat historii na świecie, że trudno oczekiwać, by była zrozumiana przez zachodnią opinię publiczną, środowiska opiniotwórcze, czy wreszcie polityków. Jest za to tak mocno osadzona w zbudowanej w okresie sowieckim mitologii, że może znaleźć pełne zrozumienie jedynie w Rosji i, częściowo w państwach powstałych po rozpadzie sowieckiego imperium.

Przygotowanie artyleryjskie

Setki filmów wojennych, pomniki bohaterskiej Armii Czerwonej w każdym mieście, mieścinie i wiosce w najdalszych zakątkach byłego ZSRR oraz interpretacja historii sączona każdego dnia w szkołach i na uczelniach, w pracy, mediach i rodzinnych domach przeorała świadomość powojennych pokoleń Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, Kazachów itd. Stała się „religią”. Często ważniejszą, a na pewno zlewającą się z tą komunistyczną.

Władimir Putin porzucił komunizm, stawiając w jego miejsce rosyjski imperializm, „naszość” i przekonanie o wyjątkowości Rosji. Ale jednocześnie mianował się kapłanem starej „religii”: wojny ojczyźnianej. Jej obiekt kultu, Józefa Stalina, odarł z komunistycznej, sowieckiej skóry i postawił ponownie na piedestał, jako wielkiego wodza czasu wojny.

Jak rosyjska propaganda „zamykać wstrętne gęby” pomaga

 

A przecież czynów zwycięskich wodzów nie ocenia się i nie kwestionuje. Stąd trwająca w Rosji już od kilku lat nagonka np. na stowarzyszenie Memoriał i badaczy opisujących stalinowskie zbrodnie. Stąd publicyści-propagandyści w rodzaju Satanowskiego pozwalają sobie na chwalenie zbrodni katyńskiej. Jest to szokująca zmiana nawet w stosunku do sowieckiej propagandy, która tuszowała zbrodnie stalinowskie, ale nigdy nie wpadła na pomysł, by się nimi chwalić i uzasadniać je jakimikolwiek przesłankami.

Obecna, kremlowska narracja pójdzie jednak dalej. Musi. Skoro „przygotowanie artyleryjskie” w ostatnich tygodniach było tak mocne i przekroczyło wszelkie granice w relacjach międzynarodowych, to jak będzie wyglądał prawdziwy szturm na linii historycznego frontu?

Władimir Putin zapewne przeprowadzi go w czasie uroczystości w Yad Vashem w Izraelu. Ale nie chodzi mu wcale o uznanie świata dla rosyjskiej (a raczej sowieckiej) interpretacji historii. Rosyjscy propagandyści nie wierzą przecież w aż tak dużą siłę własnej propagandy i jej efekt, polegający na uznaniu Polski za winną wybuchu II wojny światowej. Putinowska kampania nie ma szans na rewizję wiedzy o wojnie i jej przyczynach na Zachodzie. I nie o to w niej chodzi. Jej celem jest ideologiczne wzmożenie na własnym podwórku oraz budowanie podziałów tuż za miedzą, w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Straszne kłamstwa Morawieckiego”. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ o artykule polskiego premiera

Chodźcie z nami

Nie da się interpretować rosyjskiej kampanii historycznej w oderwaniu od bieżących i arcyważnych dla Kremla celów politycznych. Aktualnych, a nie tych z przeszłości. Wewnętrznych i zewnętrznych. Z wewnętrznymi jest jasne: Putin w orędziu z 15 stycznia nakreślił kierunek dla swojej wewnątrzrosyjskiej polityki. Chodzi o utrzymanie władzy w jego ręku, przy przesunięciu jej ciężaru z ośrodka prezydenckiego do innego. Być może rządowego, a może innego.

Tak czy inaczej, Putin potrzebuje do tego wzmożenia ideologicznego i koncentracji poparcia wokół siebie. Zarówno wśród elity, jak i zwykłych Rosjan. Do tego potrzebuje kultu wojny ojczyźnianej, by przypomnieć Rosjanom jakie wartości ich jednoczą i kto stoi na ich straży.

Z celami zewnętrznymi jest inaczej. W obrzucaniu Polski najcięższymi oskarżeniami jest element wojny na przetrzymanie: kto pierwszy pęknie. Zresztą dzisiaj zasugerował to rosyjski MSZ oburzając się na artykuł Mateusza Morawieckiego i oskarżając Warszawę o psucie stosunków z Rosją, a jednocześnie sugerując, że to Polska powinna wystąpić z inicjatywą odbudowy relacji. Atak na Polskę ma więc charakter prowokacyjny.

Rosyjskie MSZ: To Polska powinna zainicjować zerwany dialog historyczny

Dla Putina celem numer jest niezmienny: odzyskanie wpływów na Ukrainie i podporządkowanie Białorusi. Są to kraje, w których wojenno-ojczyźniana „religia” jest równie mocno zakorzeniona. Na Ukrainie jej wyznawców ubywa po rosyjskiej agresji, a dodatkowo są ograniczani prowadzoną od kilku lat ukraińską polityką historyczną. Tym niemniej ataki rosyjskiej propagandy na pewno zagrają na nucie, która wciąż jest żywa na wschodzie i południu Ukrainy. Nad Dnieprem rosyjska polityka historyczna może mieć efekt integrujący dla części społeczeństwa i polaryzujący Ukraińców. Co jest oczywiście korzystne dla Moskwy.

Wzmożenie historyczne Putina jest również ofertą dla Białorusinów. Bardzo spójną z przeprowadzaną właśnie kampanią integracji Białorusi i Rosji. Rosyjski prezydent mówi między słowami: chodźcie z nami, a nie z Polakami. Mówi wprost, że Polacy i narody ZSRR wtedy, w czasie wojny były po przeciwnych stronach. Paradoksalnie świadczyć to może o obawach Putina, żę nie utrzyma Białorusi i Ukrainy w rosyjskiej strefie wpływów. Skoro sięga po argumenty tak emocjonalne i odwołujące się do jednego z najważniejszych mitów integrujących niegdyś narody dawnego, sowieckiego imperium.

Kreml chce wojny o historię. Z Polską

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też

Więcej materiałów