Barter po białorusku: za jabłka sadownikom płacą „jabolami”

Rejonowa spółdzielnia spożywców (RajPO) w Łunińcu to kolejny białoruski zakład zmagający się z osobliwościami gospodarki centralnie sterowanej.

W sytuacj w Łunińcu pisze portal media-polesye.by.

Spółdzielnia jest zobowiązana do skupu jabłek, które następnie odsprzedaje, głównie wytwórni win owocowych Białowieskie Wina (biał. Biełowieżskije wina). Obecnie w magazynach w Łunińcu na odbiór czeka ponad 320 ton owoców. W związku z tym, że spółdzielnia przyjmuje surowiec, którego nie jest w stanie korzystnie spieniężyć, z sadownikami rozlicza się w gotowym produkcie.

– Skup jabłek jest dla nas w ogóle niekorzystny. Ale zajmujemy się tym, bo ludzie muszą gdzieś sprzedawać owoce. A poza nami nikt ich nie kupi – powiedział portalowi media-polesye.by przedstawiciel spółdzielni.

Nie wyjaśnił przy tym, dlaczego państwowy zakład nie rozlicza się z rolnikami pieniężnie, skoro, jak twierdzą kierownicy miejscowych sklepów, sprzedaż owocowych trunków z niższej półki obecnie wzrasta.

Polesie pustynnieje ZDJĘCIA

To kolejny przypadek, gdy białoruski państwowy zakład pracy produkuje więcej, niż może sprzedać, nie posiadając przy tym środków na wypłaty dla pracowników i dostawców. Pisaliśmy już o piekarni, która płaciła chlebem, fabryce bielizny, która płaciła majtkami i fabryce butów, w której zamiast wypłaty wręczono robotnikom bony do sklepu firmowego.

Problemy ze zbyciem swojej produkcji ma też sztandarowy białoruski zakład – Mińska Fabryka Traktorów (MTZ) Na placu fabrycznym rdzewieją setki maszyn czekających na odbiór. Tutaj jednak nikt nie proponował robotnikom wypłaty w formie ciągnika.

Problemy białoruskiej gospodarki częściowo wynikają z faktu, że wciąż jest ona centralnie planowana. A rządzący od 26 lat prezydent Alaksandr Łukaszenka, mimo zapowiedzi reform, blokuje próby restrukturyzacji lub prywatyzacji nierentownych zakładów.

Białoruska gospodarka: jest źle, będzie gorzej

pj/belsat.eu

Wiadomości