Atomowe lęki Rosji, czyli kryzys kubański w Polsce?

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Tweet amerykańskiej ambasador wywołał w Rosji sporo zamieszania. I stał się powodem do odgrzewania starych lęków przed bronią atomową w Polsce.

W rosyjskich mediach zagotowało się, kiedy ambasador USA w Warszawie zasugerowała na Twitterze, że taktyczna broń jądrowa może być przeniesiona z Niemiec do Polski. „Nowy członek atomowego klubu: Polska”, albo „Rosyjscy agresorzy, czyli amerykańska ambasador zaproponowała Polsce broń atomową”, czy alarmujące: „Czy czeka nas atomowa anarchia?”. To kilka tytułów rosyjskich gazet z ostatnich dni. Były też materiały w telewizyjnych serwisach informacyjnych.

Rosyjska reakcja była typowa. Zawsze, kiedy w jednej wypowiedzi zachodniego polityka pojawiały się słowa: broń atomowa i Polska, w Rosji wybuchała histeryczna reakcja. Tak było i tym razem, choć w rzeczywistości w całej intrydze Polsce przypadła raczej rola drugoplanowa. Jednak z perspektywy Moskwy to my staliśmy się pierwszoplanową gwiazdą tego odcinka rosyjskiego thillera pt. NATO i atom u bram Rosji.

Twitterowa dyplomacja

Cała awantura eksplodowała po wpisie ambasador USA w Warszawie. Georgette Mosbacher aktywnie włączyła się do dyskusji o amerykańskiej, taktycznej broni jądrowej w Europie. Zaproponowała, by broń tę przenieść z Niemiec do Polski, skoro w Berlinie jest przed nią tak duży opór. Tym sposobem pani ambasador zabrała głos, ale w wewnątrzniemieckiej, a także amerykańsko-niemieckiej dyskusji o broni atomowej. Przy okazji uruchamiając lawinę komentarzy i mobilizując rosyjską propagandę.

 

Taktyczna broń jądrowa NATO to amerykańskie bomby B61. Są własnością USA i to Amerykanie nimi rozporządzają, ale w natowskich ramach programu nuclear sharing mogą być „użyczone” poszczególnym, uczestniczącym w programie państwom Sojuszu, na wypadek wojny. Należą do niego: Belgia, Holandia, Niemcy, Włochy, Turcja. W bazach na terenie każdego z tych państw znajdują się magazyny bomb B61, a w lotnictwie członków nuclear sharing służą samoloty zdolne przenosić broń jądrową. Są to F-16, należące do USA F-15E Strike Eagle, oraz niemieckie i włoskie Tornado IDS. Rzecz w tym, że niemieckie Tornado dożywają swoich dni i Berlin musi je zastąpić nowszymi myśliwcami.

Rosyjskie media: Rakiety Smiercz trafiły do Kaliningradu

Rząd Angeli Merkel zaczął rozważać opcję dostosowania do przenoszenia bomb jądrowych Eurofightery Typhoon rodzimej koprodukcji, albo zakupu niewielkiej liczby amerykańskich Superhornetów F-18. Niemcy nie przystępują bowiem, w odróżnieniu od. np. Belgii i Holandii do zakupu F-35. Przy okazji wybuchła w Niemczech debata, czy w czasie kryzysu należy kupować samoloty w USA, czy w ogóle należy je kupować oraz czy udział w nuclear sharing jest konieczny.

Polityczny kapitał na „nein” dla broni jądrowej zbija głównie lewica, oraz Zieloni. Rolf Mutzenich, szef SPD w Bundestagu w wywiadzie dla Tagesspiegel wezwał do wyjścia Niemiec z nuclear sharing. I tu pojawiła się Polska. Jako straszak. Poważny ekspert German Marshall Foundation Ulrich Speck napisał:

– Niemcy mogą porzucić nuklearne odstraszanie. To zmusza Polskę do tego, by ponownie przemyśleć kwestię nuklearnego odstraszania. I to motywuje Rosję, by intensyfikowała swoją strategię wpływu w Europie Środkowej i Wschodniej. Wynik: więcej konfliktów na Wschodzie, Europa osłabiona.

 

O możliwości rozmieszczenia „atomówek” w Polsce mówił również rzecznik CDU/CSU, Roedrich Kiesewetter. Wkrótce później pojawił się słynny tweet amerykańskiej ambasador w Warszawie, który tylko potwierdził i podgrzał obawy części niemieckiego establishmentu, że jeśli Berlin wycofa się, to Amerykanie przeniosą arsenał do Polski. Tweet stał się zatem środkiem nacisku na niemiecką opinię publiczną i polityków.

W rzeczywistości „zamiana” Niemiec na Polskę byłaby operacją skomplikowaną i przełomową dla architektury bezpieczeństwa w Europie. Trudną również technicznie i gospodarczo. Wymagałaby dostosowania polskich F-16, a w przyszłości F-35. Budowy magazynów, zapewnienia im ochrony – znaczących wydatków, oraz akceptacji politycznej w Polsce.

I zgody w NATO. Wprawdzie umowa NATO-Rosja nie precyzuje zdecydowanie, że broń jądrowa nie może być rozmieszczona na terenie nowych państw członkowskich. Mówi jedynie o tym, że nowi członkowie Sojuszu nie będą planowali takiego kroku. Oczywiste jest jednak, że przeniesienie bomb nad Wisłę wywołałoby reakcję Rosji. Już samo wspomnienie o nich wywołuje bowiem w Moskwie reakcję alergiczną.

Alergia na atom

W Rosji, oprócz reakcji w mediach polegającej w dużej mierze na wyolbrzymianiu zagrożenia bombami jądrowymi w Polsce, oraz podkreślaniem, że Amerykanie traktują Europejczyków protekcjonalnie, głos zabrali politycy.

– Tym w Waszyngtonie i Warszawie, kto marzy o broni jądrowej USA w Polsce polecam zapoznać się z historią kryzysu karaibskiego (kubańskiego) z 1962 r. Oni o nim zupełnie zapomnieli, albo go nie znają. Rozmieszczenie tej broni w Polsce to droga do takiego właśnie kryzysu – napisał Aleksiej Puszkow, deputowany do Rady Federacji.

Puszkow znany jest z krucjaty prowadzonej przeciw polityce amerykańskiej i antypolskich wyskoków. Straszenie kryzysem kubańskim w Polsce również pasuje do jego retoryki.

Straszyła też Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, twierdząc, że propozycja Mosbacher jest niebezpieczna dla Waszyngtonu i Warszawy. Głos zabrał w końcu i sam minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.

– Co się tyczy pytania o możliwość przeniesienia broni jądrowej z Niemiec do Polski, to będzie to bezpośrednim naruszeniem aktu Rosja-NATO, w którym Sojusz zobowiązał się nie rozmieszczać broni jądrowej na terenie nowych państw członkowskich – mówił Ławrow i dodał – Wątpię, że te procedury (przeniesienia broni) będą wprowadzone w życie w praktyce.

Jednak nie o faktyczne plany tutaj chodzi. Nerwowość w Moskwie budzi w istocie nie to, że amerykańskie bomby mogą znaleźć się nad Wisłą. Ale fakt, że jednym, banalnym tweetem Waszyngton zbudował narrację, która ogranicza Rosji pole manewru w polityce wobec Niemiec. Jednym z jej fundamentów było od czasów „zimnej wojny” wspieranie niemieckiego pacyfizmu i tych sił, które są przeciw amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Pod tym względem niewiele się zmieniło od lat 80. Rosja wciąż stawia na zniechęcenie niemieckiej opinii publicznej do wzmacniania NATO, a sojuszu z USA w szczególności.

Wprowadzenie do dyskusji o amerykańskiej broni jądrowej polskiej alternatywy szachuje rosyjską narrację. Wspieranie pomysłów niemieckiej lewicy, by pozbyć się bomb z Niemiec traci z rosyjskiego punktu widzenia sens, skoro jako rozwiązanie (nawet czysto hipotetyczne) pojawia się przesunięcie ich do Polski. Dla Kremla to przecież znacznie gorsza opcja – wymuszałaby reakcję i rozbudowę infrastruktury ofensywnej w europejskiej części Rosji.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów