Atak na ukraińskie okręty w Cieśninie Kerczeńskiej, czyli nowy etap rosyjskiej agresji hybrydowej


Akt piractwa morskiego, czy akt wojny? Nie, to kolejna odsłona rosyjskiej wojny hybrydowej. Źródło:nsn.fm

Rosji chodzi o to, żeby zablokować Ukraińcom porty na Morzu Azowskim. Ale także o to, by osłabić prezydenta Petra Poroszenkę przed wyborami.

W niedzielę nad ranem rosyjski okręt „Don” staranował ukraiński holownik, który wraz z dwoma kutrami artyleryjskimi płynął z Odessy nad Morzem Czarnym do ukraińskiego portu w Mariupolu nad Morzem Azowskim. Ukraińcy, próbując wpłynąć na Morze Azowskie, chcieli udowodnić, że mają prawo do swobodnej żeglugi. Do tej pory Rosja nie wpuszczała handlowych statków różnych bander płynących do ukraińskiego portu w Mariupolu przez Cieśninę Kerczeńską. Cieśninę zamkniętą od maja krymskim mostem, łączącym rosyjskie wybrzeże z okupowanym, ukraińskim Krymem. Także tym razem Rosjanie ogłosili, że ukraińskie okręty nie mogą przepłynąć pod mostem przez Cieśninę Kerczeńską, gdyż koło mostu osiadł na mieliźnie tankowiec. Wcześniej Moskwa nie informowała o awarii tankowca.

Kijów zaś uznał, że Rosja powinna wcześniej poinformować o zamknięciu drogi morskiej międzynarodowe organizacje żeglugi. Takiej informacji nie było. Wszystko wskazywało na to, że Moskwa celowo eskalowała napięcie i zamierzała sprowokować ukraińskie jednostki. W końcu okręty rosyjskiej straży wybrzeża (oficjalnie w strukturach Federalnej Służby Bezpieczeństwa – FSB, a więc nie marynarki wojennej) najpierw staranowały ukraiński holownik. Potem siły specjalne (prawdopodobnie Alfa, jednostka morska FSB) przeprowadziły akcję abordażu i przejęcia ukraińskich okrętów. W akcji rannych zostało sześciu ukraińskich marynarzy.

PILNE! Rosjanie ostrzelali i przejęli ukraińskie kutry wojenne na Morzu Azowskim, są ranni

Po tym akcie agresji ukraińska marynarka wojenna z portów w Odessie i Mariupolu wyszła w stanie alarmowym w morze. A w Kijowie zebrała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNiO). W nocy prezydent Petro Poroszenko poinformował, że dziś parlament zagłosuje nad wprowadzeniem na czas dwóch miesięcy stanu wojennego.

W ten sposób rozgrywa się kolejny etap rosyjskiej, hybrydowej agresji na Ukrainę. Nie wywoła on żadnej gorącej fazy wojny na pełną skalę. To tylko jeden z eskalujących napięcie incydentów. Bardzo dobrze przemyślanych i zaplanowanych – jako środek nacisku politycznego i gospodarczego na Ukrainę.

Szlaban na morzu

Cieśnina Kerczeńska od pierwszych dni po rosyjskiej aneksji Krymu była punktem zapalnym. W 2014 r. Rosja przejęła nad nią pełną kontrolę. I nie zamierzała rezygnować z możliwości blokowania ukraińskich portów w Mariupolu i Berdiańsku, kluczowych dla przemysłu ciężkiego i górniczego ukraińskiego Donbasu i Zaporoża. Dla Ukrainy porty nad Morzem Azowskim są, obok Odessy, morskim oknem na świat.

Gdy 15 maja Władimir Putin uroczyście otworzył krymski most przejeżdżając na czele kolumny kamazów przez Cieśninę Kerczeńską na Krym, Ukraińcy wiedzieli, że będą kłopoty. Most budowany gigantycznym kosztem finansowym (niemal 4 mld. USD) i politycznym (firmy budujące obiekt trafiły na europejską listę sankcji) nie jest tylko i wyłącznie przeprawą drogową ułatwiającą komunikację między rosyjskimi Obwodem Rostowskim i okupowanym przez Rosję, ukraińskim Krymem.

Krymski most to szlaban na Cieśninie Kerczeńskiej i za jego pomocą Rosjanie blokują ukraińskie porty. Źródło: informator.news

Stanowi morską przegrodę, rodzaj szlabanu służącego do regulacji ruchu morskiego z Morza Czarnego na Morze Azowskie. By go przepłynąć, statki muszą czekać, aż rosyjskie służby im na to pozwolą. Faktycznie Rosjanie przetrzymują statki w „poczekalni” przed mostem i w tym czasie blokują je kontrolami.

Apogeum kryzysu nastąpiło latem. Między 14 a 21 sierpnia do ukraińskich portów w Mariupolu i Bierdiańsku nie dotarł ani jeden statek. Szesnaście jednostek pod różnymi, zagranicznymi banderami z towarami o masie 120 tys. ton zostało zablokowane przez Rosjan w Cieśninie Kerczeńskiej. Od kwietnia Rosjanie zatrzymali w cieśninie i nie wpuścili na Morze Azowskie 232 statki pod różnymi banderami. Okręty rosyjskiej służby granicznej FSB zatrzymywały również statki wypływające z ukraińskich portów.

– Zatrzymywanie statków płynących do Mariupola jest bardzo przemyślaną strategią i ma odstraszyć kupców od ukraińskich portów, bo nikt nie będzie przecież ryzykował handlu z blokowanym miastem – mówi Andrij Kłymenko, ukraiński ekspert ds. morskich i wojskowych z portalu BlackSeaNews.

Morze Azowskie nie jest jednak wewnętrznym akwenem Rosji. Na jego wybrzeżu położone są dwa kluczowe dla ukraińskiej gospodarki porty: Mariupol i Berdiańsk. Obroty handlowe większego Mariupola regularnie spadają od czterech lat. Z poziomu ponad piętnastu milionów ton przed wojną w Donbasie, do sześciu i pół miliona ton w ubiegłym roku. Jest to efekt zajęcia części Donbasu przez separatystów, ale i morskiej blokady w cieśninie Kerczeńskiej.

Korek przed mostem. Dzisiejsza sytuacja: statki oczekujące na rosyjską zgodę, żeby przepłynąć Cieśninę Kerczeńską. Źródło: twitter

Dlatego jeszcze we wrześniu pojawił się plan, żeby spróbować przełamać morską blokadę. Siły ukraińskiej marynarki wojennej na Morzu Azowskim miały być wzmocnione, a na wybrzeżu ma powstać silna baza ukraińskiej armii. Tyle, że Rosjanie atakując wczoraj ukraińskie jednostki mają dla świata jasny przekaz: niech Ukraina trzyma się jak najdalej od Morza Azowskiego, bo będzie gorzej.

Dla Rosjan utrzymanie kontroli nad azowskim akwenem jest kluczowe. Nie tylko, żeby doprowadzić do upadku gospodarczego południe Ukrainy. Również z uwagi na rozbudowywane porty i infrastrukturę gazową i naftową w rejonie Tamani i Anapy. To tam zaczyna bieg nowy gazociąg Turecki Potok. Stamtąd Rosja eksportuje coraz więcej surowców. Morska prowokacja ma jednak i inny, najważniejszy cel: polityczny.

Osaczanie Poroszenki

Prezydent Ukrainy zagrał tak wysoko, jak tylko mógł. Wprowadzenie stanu wojennego jest bardzo ryzykowne. Wprawdzie parlament może dziś przegłosować wprowadzenie stanu wojennego tylko na części terytorium kraju (na południowym wschodzie) i jedynie na okres dwóch miesięcy, co nie wyklucza przeprowadzenia wyborów prezydenckich w planowanym terminie 31 marca przyszłego roku. Prezydent może jednak przedłużyć stan wojenny po 60 dniach na kolejne dwa miesiące. Zgodnie z prawem wybory nie mogą się odbyć w czasie stanu wojny. Ale i tak opozycja z partii prorosyjskich, a także Julia Tymoszenko, będą zarzucać obozowi rządzącemu, że za pomocą stanu wojennego chce rozmontować kampanię wyborczą.

Petro Poroszenko lubi pozę wodza czasu wojny i za jej pomocą chce wygrać wybory. Źródło: unian.net

Wiadomo, że będzie miała inny przebieg, zwłaszcza na terytorium które obejmą przepisy stanu wojennego. Zasłaniając się sytuacją wyjątkową administracja rządowa będzie mogła np. ograniczyć przedwyborczą agitację. Z prawa wynika, że będzie zwiększona kontrola nad internetem, drukarniami, zakładami pracy, komunikacją. I może być wprowadzona godzina policyjna.

Ale Poroszence chodzi o coś innego. Swoją prezydenturę zbudował na hasłach walki z rosyjskim agresorem. Poroszenko występuje przed Ukraińcami jako prezydent czasu wojny, niemal wódz. To jedyny kapitał polityczny prezydenta. W sondażach wyraźnie przegrywa z Julią Tymoszenko, a nawet z komikiem Wołodymyrem Zieleńskim. Np. wg. sondażu Centrum Razumkowa i Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii na Poroszenkę zagłosowałoby 10 proc. Ukraińców, na Zieleńskiego 11 proc.,. a na Tymoszenko 21 proc.

– Poroszenko nie mógł nie reagować ostro na rosyjskie prowokacje, musiał np. postawić armię w stan gotowości, by pokazać Rosji, że Ukraina reaguje na agresywne kroki – mówi Jurij Butusow, ekspert z portalu Censor.net.

Jednak tym samym Poroszenko wpadł w pułapkę. Nie ma więcej możliwości manewru. Poza apelami na forum międzynarodowym i oczekiwaniem wsparcia Zachodu, oraz pokazaniem „zębów” czyli postawieniem armii w stan gotowości, a nawet częściowej mobilizacji.

– Powinien iść dalej: zerwać układ współpracy na Morzu Azowskim i wprowadzić powietrzne patrole i konwoje dla statków płynących do Mariupola – dodaje Butusow.

Ukraińska armia postawiona w stan gotowości. W kraju może być wprowadzony stan wojenny

Tego prezydent raczej nie zrobi. Choćby z uwagi na skromne możliwości ukraińskiego lotnictwa i floty. Poroszenko skupi się na ostrej retoryce, apelach i naciskach na Rosję na arenie międzynarodowej. Te gesty nie powstrzymają jednak Rosji przed kolejnymi prowokacjami. Kiedy do nich dojdzie na Morzu Azowskim, czy na linii frontu na Donbasie w przededniu wyborów, osłabią Poroszenkę.

– Politycznie dla Poroszenki narastające zagrożenie ze strony Rosji jest tylko pozornie korzystne, społeczeństwo skupia się wtedy wokół władzy, ale pod warunkiem, że władza potrafi powstrzymać zagrożenie – mówi kijowski politolog Jewhen Mahda.

Tym razem będzie to trudne. Ukrainę czeka teraz długa, sądowa batalia o powrót 23 zatrzymanych przez FSB marynarzy oraz ich okrętów i o ukaranie Rosji za agresję na morzu. Jeśli Poroszenko uzyska wsparcie Zachodu i nie dopuści do kolejnych, rosyjskich ataków, to zyska politycznie. Jednak w Moskwie doskonale znają sytuację polityczną na Ukrainie. I Kreml wykorzysta każdą okazję, by zwiększyć napięcie i skłócić Ukraińców.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Zobacz też
Komentarze