Anarchiście Mikole Dziadokowi grozi śmierć w areszcie – twierdzi jego ojciec

Ojciec anarchisty, były sędzia Alaksandr Dziadok, zwrócił się za pośrednictwem mediów do władz o reakcję po doniesieniach, że jego synowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Mikałaj Dziadok jest przetrzymywany w areszcie śledczym w Mińsku. Został aresztowany w listopadzie i jest przetrzymywany w związku z organizowaniem i przygotowywaniem działań rażąco naruszających porządek publiczny (art. 342 kk). Został uznany za więźnia politycznego.

Alaksandr Dziadok powiedział Radiu Swaboda, że rodzina otrzymała informację, że więźniowi politycznemu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

– Jednemu z więźniów „Waładarki” (aresztu śledczego na ul. Waładarskiego – Belsat.eu) udało się przekazać przez matkę, że chcą tam zabić Mikałaja i poprzez stworzenie mu warunków dla jego śmierci. Ale co to oznacza? Czy to groźba zarażenia się koronawirusem lub czymś innym – nie możemy się dowiedzieć – powiedział.

Pobity i pokazany na wideo. Białoruska milicja chwali się ujęciem anarchisty

Jak przyznał, nie może podać więcej szczegółów, bo ostatnio więzienne władze uniemożliwiają mu kontakt z synem

– Czternasta cela, w której obecnie przebywa, jest objęta kwarantanną z powodu koronawirusa. Podobno dlatego prawnikowi nie wolno się z nim spotykać. Ostatni list od mojego syna był z 29 listopada – nie możemy nic więcej powiedzieć. Nie wiemy nawet, czy jest chory na „koronę”, czy nie. Kiedy dzwonimy do administracji aresztu śledczego, mówią, że powinniśmy zwrócić się do nich na piśmie, a oni odpowiedzą w ciągu dwóch tygodni. Nie można jednak czekać: serce pęka, gdy słyszysz o zagrożeniu życia, a nie wiesz, co jest nie tak z twoim synem. Chcę zaapelować do mediów, aby urzędnicy poznali moją opinię: jest nieludzkie blokowanie informacji o ludziach, którzy są za kratami w tak niebezpiecznym momencie jak pandemia. Jest to sprzeczne z prawem i normami moralnymi – powiedział Alaksandr Dziadok.

Pod koniec listopada jeden z wypuszczonych aresztowanych przebywających przedtem w celi z Dziadokiem opisał jakimi torturami został on zmuszony do przyznania się. Anarchista miał być spryskany w twarz gazem pieprzowym, był duszony poduszką, bity, rażony paralizatorem. Straszono go zgwałceniem i oddaniem na niego moczu. Milicjanci chcieli uzyskać od niego hasła do jego kanału na komunikatorze Telegram i domagali się publicznego przyznania się do zamiarów siłowego obalenia ustroju

Aresztowany anarchista był duszony poduszką, gazowany, bity i grożono mu gwałtem

Mikałaj (Mikoła) Dziadok urodził się w 1988 roku. Jest jednym z liderów ruchu anarchistycznego na Białorusi. Po raz pierwszy aresztowany został 3 września 2010 roku w związku ze sprawą o “napad na ambasadę Federacji Rosyjskiej” 31 sierpnia w nocy. 27 maja 2011 roku został skazany na 4,5 roku kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Przez obrońców praw człowieka został uznany za więźnia politycznego.

Pięć dni przed końcem wyroku, 22 lutego 2015 roku sąd w Mohylewie skazał go na jeszcze jeden rok pozbawienia wolności za “złośliwe niepodporządkowanie się poleceniom administracji więzienia”. 22 sierpnia 2015 został ułaskawiony. Po wyjściu na wolność był wielokrotnie zatrzymywany za wykroczenia.

Ruch anarchistyczny od lat aktywnie przeciwstawia się rządom, Łukaszenki biorąc udział w protestach i dokonując akcji małego sabotażu. W związku z tym anarchiści są pod baczną obserwacją milicji. Obecnie, gdy białoruskie służby polują na przeciwników reżimu, wielu aktywistów zostało zmuszonych do ukrywania się.

Pod koniec października białoruskie służby poinformowały o rozbiciu grupy anarchistów, którzy mieli dokonywać ataków na budynki milicji. Ich działania uznano za terroryzm i grozi im nawet kara śmierci.

jb/ belsat.eu

Wiadomości