Aleksiej Nawalny i jego mała „rewolucja styczniowa”

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Jutro okaże się, czy Aleksiej Nawalny z więziennej celi potrafi wzniecić antykremlowskie protesty. Bo patrząc na rosyjski internet, rewolucja już wybuchła.

Ponad 40 mln. wejść zanotował w kanale YouTube film zrobiony przez Fundację Walki z Korupcją (FBK) Aleksieja Nawalnego. Opowiada o pałacu Władimira Putina nad Morzem Czarnym i gigantycznej korupcji na szczycie władzy. W 2017 r. Nawalny opublikował równie głośny film. Wówczas dotyczył rezydencji i korupcji Dmitrija Miedwiediewa, ówczesnego premiera. Wtedy publikacja stała się iskrą uruchamiającą wielką falę protestów. Największych antykremlowskich i związanych z walką o demokrację i prawa obywatelskie protestów od czasów Placu Błotnego. Tamte protesty wzmocniły Nawalnego, jako lidera nowej opozycji i idola zbuntowanej młodzieży. Pokazały, że ma duże talenty przywódcze, charyzmę i rozumie nowe, internetowe media.

„Pałac” Putina jak willa Berlusconiego – tylko trzy razy większy

Dziś Nawalny znajduje się w celi aresztu Matrosskaja Tiszina. Wrócił do Rosji z Berlina 17 stycznia, mimo pewności, że będzie aresztowany. Najwyraźniej jednak traktuje poświęcenie własnej wolności, jako pewien etap w walce politycznej. Wezwał do protestów, a te mają zacząć się jutro w całej Rosji. Nie w obronie jego osoby, ale wolności i sprawiedliwości w Rosji. W podobnej sytuacji, jak Nawalny znajduje się przecież wielu Rosjan.

Jutrzejsze protesty będą próbą sił między aresztowanym opozycjonistą a Kremlem. I ważnym testem, czy przed wyborami parlamentarnymi we wrześniu uda się przekonać część Rosjan do idei zmian. Będą też miały niewątpliwie wpływ na los opozycjonisty. Jeśli jutro protesty będą znaczące, władze mogą odwiesić Nawalnemu wyroki i wysłać go na długo do kolonii karnej.

Randka z OMON-em

Do udziału w jutrzejszych protestach wzywają tysiące kont na popularnym TikToku. Na portalach społecznościowych krążą też filmiki z poradami, jak prawidłowo, z amerykańskim akcentem wymawiać po angielsku frazę: „jestem Amerykaninem, paszport zostawiłem w hotelu”.

To na wypadek zatrzymania. W czasie protestów z 2019 r. słynne stało się bowiem nagranie, jak OMON zatrzymuje i próbuje wrzucić do więźniarki przypadkowego przechodnia, Amerykanina. Kiedy ten mówi, że jest z USA, policjant puszcza go.

– Amerykaniec, wolny! – rzucił policjant.

Wezwania na jutrzejszą „randkę” pojawiają się na popularnym portalu randkowym Tinder. Wśród obiecywanych atrakcji jest przejażdżka więźniarką. Tego już zatrzymać się nie da. Fala różnego rodzaju wpisów rozlała się po wszelkich sieciach społecznościowych tak bardzo, że w rosyjskim MSW nocami palą się światła i trwa gorączkowa praca, jak temu zapobiec.

Wiralowy kolportaż wezwań do udziału w proteście nie jest niczym nowym. Bardziej zaskakuje o wiele większa skala aktywności w sieci zwolenników Nawalnego. Sytuacja dziś jest inna, niż w 2017 r. Wówczas Nawalny trafnie zdiagnozował część społecznych nastrojów. Takich jak zmęczenie młodego pokolenia sytuacją w Rosji. Słusznie dostrzegł, że duża część młodych Rosjan (głównie tych z dużych miast), przebywa poza kremlowską, propagandową „bańką” informacyjną, bo korzysta wyłącznie z sieci społecznościowych i mediów internetowych. Opublikowany na początku marca film „On wam nie Dimon” pokazywał luksusowe rezydencje Dmitrija Miedwiediewa i powiązania premiera z oligarchami.

Dawid z Goliatem

Demonstracje (głównie młodych ludzi) były wówczas brutalnie stłumione. A władza zaczęła poważniej przyglądać się możliwościom kontroli internetu, oraz organizować pokazowe procesy liderów młodego pokolenia. Wtedy Nawalny atakował Miedwiediewa, a więc formalnie drugą osobę w państwie, faktycznie postać z dalszego szeregu i technicznego zmiennika. Późniejsze, podejmowane przez fundację Nawalnego działania okrążały wprawdzie samego Putina, ale nie uderzały w niego bezpośrednio.

Europa wzywa Rosję do uwolnienia Nawalnego i zapowiada sankcje

Teraz jest inaczej. Tuż po aresztowaniu FBK opublikowała film o pałacu Putina. W ubiegłym roku doszło do fundamentalnych zmian w rosyjskim systemie politycznym. Nie ma już „technicznego zmiennika”. Putin jest całkowicie odpowiedzialny za sytuację w Rosji. Dlatego wskazując na jego korupcję, na niesprawiedliwość w kraju, Nawalny uderza wprost w Putina. Nieudana, dramatyczna próba otrucia i odważny powrót do Rosji, mimo, że Federalna Służba Więzienna wystawiła nakaz zatrzymania, uczyniły z Nawalnego bohatera. Niestety, tylko dla części Rosjan. Dla tej, która już jutro wyjdzie na ulice.

„Mówimy o przestępczym reżimie”. Bułgarski dziennikarz o zabójcach wrogów Putina

Mimo, że świadomość powszechnej korupcji jest duża, to jednak wielu Rosjan nie dopuszcza do siebie myśli, że skorumpowany jest sam Putin. Wielu uważa, że prezydentowi rozporządzanie majątkiem państwowym po prostu się należy. Nawalny uderza w czuły punkt kremlowskiej władzy. A jednak wciąż ma przed sobą do pokonania barierę mentalną, wzmacnianą przez propagandę w telewizji. Propaganda ta dość skutecznie zresztą przekonuje Rosjan, że otrucie Nawalnego to mistyfikacja zachodnich służb specjalnych, a sam opozycjonista jest agentem CIA.

Władza w publicznych wypowiedziach ignoruje opozycjonistę. Pytany o niego na konferencji prasowej Władimir Putin ani razu nie posłużył się imieniem i nazwiskiem opozycjonisty. Cały czas mówi o nim per „on”, „obywatel” lub „berliński pacjent” (w tym ostatnim przypadku nieświadomie chyba używając popularnego w świecie medycyny określenia pierwszego na świecie człowieka wyleczonego z zakażenia wirusem HIV właśnie w Berlinie).

Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, po zatrzymaniu Nawalnego na lotnisku Szeremietewo zapytał się ironicznie, czy aresztowano go w Berlinie. A minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow bagatelizuje sprawę, mówiąc, że w USA są większe problemy z demokracją.

Szef MSZ Rosji: Zachód mówi o Nawalnym, bo chce odwrócić uwagę od własnych problemów

W tym pojedynku Dawida z Goliatem, słabszy i zamknięty w więzieniu Nawalny wcale nie jest bez szans. Oczywiście przy rozsądnym założeniu, że jego celem nie jest szybkie zdobycie władzy. A jedynie uchylenie furtki i np. doprowadzenie do sytuacji, kiedy władze zgodzą się na ograniczony choćby udział opozycji w wyborach parlamentarnych.

Czułe punkty Putina

Dla Kremla strategia Nawalnego jest niebezpieczna nie dlatego, że może osłabić notowania Putina. Po ciężkim roku pandemii notowania Putina wzrosły – w listopadzie 2020 r. osiągnęły przecież poziom 65 proc. (wg. badań Centrum Lewady). Zadziałał efekt konsolidacji wokół lidera w ciężkich czasach. Oraz wzmocnienie władzy prezydenta. Po ostatnim referendum i zmianach w konstytucji Rosjanie widzą, że Putin zostanie na długo, zniknęła kwestia niepewności przyszłości władzy. To co dodało Putinowi punktów, będzie mu je oczywiście odejmować, w miarę zmęczenia Rosjan jego osobą. Jednak na dziś – Putin się wzmocnił.

Rosyjskie władze domagają się usunięcia z internetu wezwań do protestów ws. Nawalnego

Jednocześnie narastające zmęczenie, depresja i stagnacja gospodarcza, oraz coraz większa świadomość korupcji i niewydolności systemu musi znajdować ujście. I znajduje. Jak pokazały protesty w Chabarowsku i inne, Rosjanie kierują swoją złość nie na Putina, a na: regionalne elity, polityków rządowych i partyjnych. A to jest przed zaplanowanymi na tegoroczny wrzesień wyborami parlamentarnymi duży problem dla Kremla. Żeby marzyć o stabilności systemu wybory muszą być przeprowadzone sprawnie i dać kremlowskiej partii władzy Jednej Rosji, zdecydowane zwycięstwo.

Tymczasem na Jednej Rosji nie tylko skupia się złość i zniechęcenie Rosjan, ale i buntują się „przystawki”, czyli satelickie partie, jak LDPR (Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji), czy komuniści. Putin obawia się, że utraci kontrolę nad tą częścią rosyjskiej polityki, która tworzy ważną fasadę demokracji i służy legitymizowaniu władzy, oraz buduje elitę. Nad parlamentem i systemem partyjnym.

I to właśnie kroczące nadgryzanie monopolu władzy Kremla jest celem Nawalnego. Innym – budowanie u coraz szerszego grona Rosjan przekonania, po czyjej stronie jest moralna racja. Skala jutrzejszych protestów pokaże również na ile sprawny jest pozbawiony formalnych struktur, spontanicznie organizujący się ruch protestu, kiedy jego lider jest odizolowany.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów