5. rocznica zestrzelenia malezyjskiego boeinga. Holandia chce postawić Rosjan przed sądem


Trafiony rosyjską rakietą malezyjski boeing rozpadł się w powietrzu. Zdj. Forum, Reuters

5 lat temu Boeing 777 malezyjskich linii lotniczych wyruszył z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Nigdy nie doleciał do celu. Niespełna 3 godziny od startu, gdy przelatywał nad terytorium opanowanego przez separatystów Donbasu, został trafiony przeciwlotniczą rakietą Buk.

Samolot o godzinie 16.20 znikł z radarów. Rozpadł się na wysokości przelotowej, a na znajdujący się pod kontrolą separatystów teren w pobliżu miasta Thorez spadł deszcz jego fragmentów, ciał pasażerów i bagaży. W katastrofie zginęło 283 pasażerów i 15 członków załogi, w tym 193 obywateli Holandii.

Pierwsza informacja o zestawie Buk zauważonym w Donbasie

O pojawieniu się zestawu rakietowego Buk M2 w strefie opanowanej przez separatystów i rosyjskich żołnierzy poinformował jeszcze rankiem przed tragedią profil Facebooka „Donieck to Ukraina!”. Informatorzy zauważyli gąsienicowy zestaw rakietowy, który miał poruszać się z Doniecka w stronę Makijiwki. Nikt nie przypuszczał wtedy, że wystrzelona przez niego rakieta trafi w cywilny samolot.

Śledztwo

Badaniem tragedii zajmowała się Rada Bezpieczeństwa Królestwa Niderlandów oraz międzynarodowy zespół śledczy JIT, w którego skład nie weszła jednak Rosja. Swoje śledztwo prowadziła równolegle sieć śledcza Bellingcat, założona przez obywateli Wielkiej Brytanii.

Śledczy ustalili, że samolot został trafiony rakietą Buk wystrzeloną z zestawu, który na terytorium Ukrainy trafił z Rosji. Dziennikarze współpracujący z Bellingcat’em stwierdzili w 2016 r., że zestaw rakietowy pochodził z 53. Brygady Rakiet Przeciwlotniczych, która stacjonowała pod Kurskiem. We wrześniu 2016 r. ustalenia zostały potwierdzone przez JIT i zostały opublikowane w ostatecznym raporcie z 2018 r. Powstał on na podstawie analizy ponad pół miliona zdjęć i przepytaniu ponad 200 świadków. Eksperci mieli też przeanalizować 150 tys. rozmów telefonicznych.

A Rosja swoje

Rosyjskie władze i media mnożyły wersje katastrofy, a winą za tragedię obarczały Ukrainę. Początkowo samolot miał zostać zestrzelony przez dwa ukraińskie samoloty bojowe. Potwierdzeniem tego miała być relacja tajemniczego hiszpańskiego kontrolera lotów pracującego rzekomo na lotnisku w Boryspolu pod Kijowem. Taką wersję w wywiadzie z amerykańskim reżyserem Olivierem Stone’m prezentował sam Władimir Putin. Jednak jak się okazało, Hiszpan przyznał się, że za wymyślenie nieprawdziwej wersji, na którą powoływała się TV Russia Today, otrzymał znaczne honorarium.

Rosjanie usiłowali dowieść, że w Rosji nie ma takiego zestawu, który mógłby zestrzelić malezyjski samolot. Ostatecznie jednak rosyjskie ministerstwo obrony stwierdziło, że samolot był faktycznie zestrzelony za pomocą Buka, jednak stacjonującego wtedy we wsi Zaroszczańśke, znajdującej się na terytorium kontrolowanym przez ukraińskie wojsko. I Putin znowu uznał tę wersję za obowiązującą.

Główni podejrzani

Miesiąc temu Bellingcat oraz JIT opublikowali raport, w którym ujawniono imiona i nazwiska ludzi odpowiedzialnych za sprowadzenie z Rosji zestawu rakietowego i konwojowanie go na miejsce. Znaleźli nawet tych, którzy byli odpowiedzialni za „naciśnięcie guzika”. Na liście głównych podejrzanych znalazła się trójka Rosjan. Pierwszy to Igor Girkin ps. Striełkow, pułkownik rosyjskiego specnazu GRU i dowódca wojsk separatystów w Donbasie. Pozostali to: związany ze służbami bezpieczeństwa ówczesny zastępca Girkina – Siergiej Dubiński i jego zastępca, były dowódca grupy desantowej pułkownik Oleg Pułatow. Czwartą osobą jest Ukrainiec Leonid Charczenko, który jako dowódca jednego z oddziałów separatystów miał doprowadzić Buk na miejsce jego użycia. Ich proces ma się rozpocząć 9 marca w 2020 roku przed sądem w Nieuwegen w Holandii.

Śledczy z Holandii ustalili nazwiska winnych zestrzelenia boeinga nad Donbasem

jw, jb/ belsat.eu

Zobacz też
Komentarze