5 lat aneksji. Nad łamaniem praw na Krymie obradowała Rada Bezpieczeństwa ONZ


Rosyjscy żołnierze podający się za "lokalną samoobronę" podczas aneksji Krymu. Marzec 2014 roku. Zdjęcie: wikimedia.org

W przeddzień przypadającej na dziś piątej rocznicy anektowania przez Rosjan półwyspu mówiono o jego militaryzacji, izolowaniu i łamaniu prawa. Uczestniczący w dyskusji ambasador Rosji przy ONZ nazwał te zarzuty „bajkami”.

Posiedzenie odbyło się w tzw. formule Arria, która pozwala na udział w dyskusji państw niebędących członkami RB oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych. Wzięli w nim więc udział przedstawiciele Ukrainy i Tatarów krymskich.

Wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Serhij Kysłycia podkreślił, że w pięć lat po aneksji sytuacja na zajętych przez Rosję terenach wciąż się pogarsza. Półwysep Krymski staje się odizolowanym i zmilitaryzowanym terytorium, gdzie łamane są prawa człowieka i podstawowe wolności, a ludzie żyją w strachu przed represjami i ściganiem.

– Federacja Rosyjska chwali się postępem gospodarczym i społecznym na Krymie, ale jak dotąd odmówiła dostępu na półwysep Misji Monitoringowej ONZ ds. Praw Człowieka na Ukrainie. Jawi się proste pytanie: jeśli sytuacja jest tak dobra, dlaczego ktoś odmawiałby jej weryfikacji przez ONZ? – zauważył.

Stwierdził, że gdyby nie państwo-agresor z prawem weta, na okupowanym terytorium znalazłyby się siły pokojowe ONZ. Cytował też prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę, który nawoływał do pozbawienia Rosji prawa weta, przynajmniej w kwestiach dotyczących rosyjskiej agresji wobec Ukrainy.

Wyraził też opinię, że dopóki Rada Bezpieczeństwa nie stanie się prawdziwym, bezkompromisowym ciałem dla utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa, nikt nie może zagwarantować, że taka agresja, jak wobec Ukrainy, nie powtórzy się przeciwko innemu państwu członkowskiemu ONZ. Dziwił się też, dlaczego ponad 10 tys. zabitych na Ukrainie nie wystarcza, aby Rada Europy mogła dokonać wyboru między jej wartościami a „cennym” wkładem finansowym Rosji do jej budżetu.

Na posiedzenie przybyli m.in. reprezentanci społeczności Tatarów krymskich. Byli wśród nich dyrektor programowy Krymskiego Domu Alim Alijew, członkini Światowego Kongresu Tatarów Krymskich Ayla Bakkalli, wiceprzewodniczący Medżlisu Tatarów Krymskich Achtem Czijgoz.

Mówili oni o prześladowaniu ludności wobec każdego przejawu przeciwstawiania się władzy okupacyjnej. Represje przedstawiali jako zemstę za niezgodę na podporządkowanie się Rosji. Wskazywali na wysiłki w celu zmiany składu etnicznego, m.in. przez deportacje. Opowiadali o niszczeniu dziedzictwa narodowego. Przytaczali przykłady heroizmu ludzi, w tym kobiet, poświęcających życie, by położyć kres okupacji.

Olha Oprysko, córka jednego z ukraińskich marynarzy przetrzymywanych przez Rosję po rosyjskim ataku na ukraińskie okręty, wyrażała obawy o zdrowie i życie zatrzymanych. Apelowała, by byli traktowani z godnością i zostali uwolnieni.

„Krym jest jak więzienie”: dyskusja w Parlamencie Europejskim o sytuacji na okupowanym półwyspie

Stały przedstawiciel RP przy ONZ Joanna Wronecka powiedziała, że Rada Bezpieczeństwa ma obowiązek stawać w obronie integralności terytorialnej i nienaruszalności granic. Jak przypomniała, Polska w pełni popiera suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy.

Wyraziła zaniepokojenie próbami konsolidacji skutków nielegalnych działań Rosji, w tym organizacją wyborów do organów ustawodawczych Federacji Rosyjskiej. Potępiła też zaatakowanie przez Rosję ukraińskich marynarzy i wezwała do ich uwolnienia. Jak dodała, zgodnie z prawem międzynarodowym wszystkie państwa mają obowiązek nieuznawania poważnych naruszeń prawa, jak agresja.

– Uznanie Krymu za część Federacji Rosyjskiej samo w sobie stanowi naruszenie prawa międzynarodowego, ponieważ stanowi formę wsparcia dla państwa, które narusza bezwzględne normy i próbuje zalegalizować niezgodną z prawem sytuację – argumentowała Wronecka.

Jak twierdzili inni przedstawiciele Rady Bezpieczeństwa, aneksji Krymu nie można uznać za fakt dokonany, a strategia opresji i agresji musi ponieść fiasko. Wskazywali też, że nie ma militarnego rozwiązania kryzysu, lecz tylko polityczne.

Zastępca stałego przedstawiciela Rosji przy ONZ, ambasador Dmitrij Polanski porównał przedstawianie sytuacji na Krymie do „bajek i strasznych opowieści”. Twierdził, że ci, którzy to mówią, w odróżnieniu od niego nie odwiedzili w ostatnim czasie regionu, chociaż Rosja na to zezwala. Zapewniał o odnotowywanych na tym terytorium postępach, w tym gospodarczym.

Kłopotliwa zdobycz. Okupacja Krymu kosztuje Rosję coraz więcej

cez/belsat.eu wg PAP

Zobacz też
Komentarze