Sankcje odwetowe Łukaszenki, czyli odwet na… Białorusinach

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Łukaszenka idzie śladem Putina i wprowadza kontrsankcje, by ukarać Zachód za restrykcje nakładane na jego reżim. Tyle, że jego sankcje nie narobią jemu szkody, tylko Białorusinom.

Wczorajszy dekret Alaksandra Łukaszenki „O podjęciu kroków specjalnych” ma rzekomo służyć bezpieczeństwu i obronie Białorusi. Zgodnie z opublikowanym dokumentem będzie wprowadzony zakaz importu na Białoruś pewnej grupy towarów i usług z państw, które wprowadziły sankcje przeciw białoruskiemu reżimowi, za stosowanie przemocy wobec własnych obywateli po sfałszowanych wyborach 9 sierpnia 2020 r. „Pewnej” grupy towarów i usług – bo szczegółowo jakich ma określić dopiero rozporządzenie rządu. Wskazuje to, że dekret ma na razie znaczenie propagandowe. Jest odpowiedzią na europejskie sankcje. Łukaszenka chce pokazać, że się nimi nie przejmuje i też potrafi uderzyć.

Łukaszenka wprowadza „sankcje odwetowe”. Jakie i przeciwko komu, uściśli potem

Ma również znaczenie w kontekście przewidywanych nowych pakietów sankcji i dyskutowanych obecnie w Brukseli, ale i państwach członkowskich poszerzeniach listy osób i podmiotów białoruskich do ukarania. Może mieć również znaczenie w kontekście rozpoczętej eskalacji represji wobec opozycji, dziennikarzy i polskich działaczy na Białorusi. I wreszcie jest próbą wywarcia presji na mniejsze, ale mocno zaangażowane gospodarczo na Białorusi państwa. Głównie Litwę, Łotwę, czy Ukrainę (która sporo sprzedaje na Białorusi i kooperuje z białoruskim biznesem).

Tyle, że Łukaszenka nie ma zbyt wiele argumentów, by uderzyć ekonomicznie, nawet w słabsze europejskie gospodarki. Jeśli licytacja na sankcje pójdzie tą samą drogą, co rozgrywka między UE, a Rosją po 2014r., (po agresji na Ukrainie), to na spirali sankcji i kontrsankcji stracą wyłącznie Białorusini.

Litwa, Łotwa i Estonia nakładają kolejne sankcje. Również na tych, którzy prześladowali dziennikarki Biełsatu

Licytacja

Nie wiadomo, w jaki sposób Łukaszenka ułoży listę swoich kontrsankcji. Fakt, że ogłoszenie listy precyzującej o jakie podmioty, towary i usługi chodzi, świadczy o tym, że wybór będzie potraktowany bardzo arbitralnie. I właśnie toczą się targi, jak uderzyć, żeby pokazać determinację, ale za bardzo sobie nie zaszkodzić. Wspomnienie o „usługach” świadczy o tym, że może dojść do uderzenia w firmy spedycyjne. Te, głównie polskie, litewskie, łotewskie, jeżdżą na Białoruś, ale i korzystają z białoruskiego korytarza tranzytowego do Rosji, Kazachstanu itd. Mogą to być szkoły językowe, bądź usługi związane z sektorem IT, czy niektóre usługi finansowe. Nie wydaje się, by kontrsankcje dotknęły usług związanych z importem technologii, serwisem sprzętu (np. maszyn przemysłowych, czy infrastruktury energetycznej), albo bankowością czy ubezpieczeniami. To grząski grunt, bo uderzyłoby w państwowe przedsiębiorstwa i samą elitę władzy.

Łukaszenka nazywa zachodnie sankcje bandyckimi

Również w przypadku towarów trudno spodziewać się bardzo szerokiej listy. Być może Łukaszenka zakaże importu pewnych dóbr luksusowych (te zawsze można sprowadzić via Rosja), czy niektórych kategorii żywności lub sprzętu. Nie ma wielkiego pola manewru. Biorąc pod uwagę jak mocno uwikłane w finansowe wspieranie reżimu są białoruskie grupy kapitałowe (np. biznesmenów Aleksandra Zajcewa, czy Siergieja Teterina) i jak wiele zarabiają na reeksporcie towarów do Rosji przez Białoruś, każdy ruch grozi uderzeniem w nich, a więc i reżimowe interesy.

Odwet na Białorusinach

Dla zachodniego biznesu białoruski rynek nie jest również na tyle atrakcyjny, by lobbyści poważnych przedsiębiorstw powalczyli o minimalizację unijnych sankcji, by cofnąć odwet Łukaszenki. Białoruś ma PKB porównywalną z jednym, średniej wielkości miastem niemieckim – np. Norymbergą. PKB Białorusi w 2019r. to 63 mld. dolarów. Nieco tylko więcej od trzykrotnie mniejszej pod względem ludności, sąsiedniej Litwy. W 2018r. Białorusini kupili 52 tys. nowych samochodów. Dla porównania, w tym czasie w Polsce sprzedało się 600 tys. aut. Tak duże koncerny, jak np. Volkswagen sprzedały na Białorusi niecałe 7 tys. samochodów. Mercedes – 571 sztuk. W Polsce Volkswagen sprzedał 56 tys., a mercedes 21 tys. samochodów.

Morawiecki chce, by władze Białorusi odczuły gospodarczo skutki prześladowania Polaków

To są dane dotyczące jedynie rynku samochodowego. Podobnie jest w przypadku AGD, elektroniki, odzieży. Siła nabywcza Białorusinów jest zbyt mała, by wywrzeć presję na kogokolwiek z wyjątkiem wąskiej, działającej częściowo w cieniu, grupy biznesmenów z krajów nadbałtyckich, Czech czy Austrii. Takich, którzy od dawna robią interesy z Łukaszenką i być może sami staną się obiektem unijnych sankcji. Łukaszence raczej nie uda się manewr rosyjski. Po 2014r. Władimir Putin również zastosował sankcje odwetowe, kiedy Zachód ukarał go za agresję na Ukrainę. Kreml zamknął rosyjski rynek dla europejskiej, ale i amerykańskiej, czy australijskiej żywności.

Rosjanie niszczyli pokazowo francuskie sery i polskie jabłka. Ale równocześnie kupowali te same sery i jabłka przez Białoruś, jako białoruskie, bądź serbskie. Pod drodze zarabiali półlegalni pośrednicy. W rosyjskich sklepach było drożej. Nie wiadomo jak zamierza importować te towary Łukaszenka, gdyby wpadł na pomysł by zakaz importu żywności z UE. Może będzie kupował z Rosji polskie jabłka przeznaczone dla np. Kazachstanu? Na pewno będzie po prostu drożej dla Białorusinów.

Rosjanie pod wpływem sankcji sporo zainwestowali we własne rolnictwo i przemysł spożywczy. W efekcie stali się dużym producentem żywności na eksport. Białoruś nie ma jednak kapitału na takie inwestycje. Ani takiego potencjału, jaki ma Rosja na południu kraju. Jednym słowem, jeśli Łukaszenka przelicytuje, wiele towarów w białoruskich sklepach będzie niedostępnych, albo po prostu będą horrendalnie drogie. Ani Łukaszenka, ani jego otoczenie tego jednak nie odczują. Im przecież dowiozą z Rosji każdy zamówiony towar i cena dla nich nie gra żadnej roli.

Odpowiedź na sankcje: nowy, równoległy świat Putina

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów