Ukraina osaczona ze wszystkich stron

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Moskwa ma w Kijowie wielu sojuszników: chorobliwe ambicje i intryganctwo ukraińskich polityków oraz interesy oligarchów. Kiedy nowe zagrożenie militarne pojawia się również ze strony Białorusi, na Ukrainie rozpętuje się wojna oligarchiczna.

Ta informacja zmroziła i zaskoczyła nie tylko obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej. W ostatni piątek Wołodymyr Zełenski ogłosił, że na 2 grudnia może być przygotowany na Ukrainie zamach stanu. Stać ma za nim Rinat Achmetow, najbogatszy i najpotężniejszy ukraiński oligarcha. W ten sposób prezydent Ukrainy wyłożył karty na stół. Ujawnił to, o czym nieustannie spiskujący, polityczny Kijów szeptał od dawna. Władza na poważnie rozpoczyna wojnę z Achmetowem. Niestety, robi to w samym środku potężnego kryzysu międzynarodowego, w którym bezpieczeństwo Ukrainy stało się zagrożone.

Od października trwa koncentracja rosyjskich wojsk w obwodach Rosji graniczących z Ukrainą. Zachodnie media ostrzegają przed niebezpieczeństwem nowej, dużej agresji Rosji na Ukrainę. Media i środowiska eksperckie generują kolejne, zatrważające scenariusze wojny. Politycy wykonują telefony na Kreml i do Kijowa.

Duda i Zełenski rozmawiali o bezpieczeństwie w regionie. Po raz kolejny

Jakby tego było mało, zagrożenie dla Ukrainy pojawia się nie tylko na wschodzie, ale i na północy. Wczoraj Alaksandr Łukaszenka pogroził Ukrainie. Mówił, że „Białoruś nie będzie stać z boku”, kiedy następuje militaryzacja i prowokowany przez Zachód konflikt zbrojny. Łukaszence chodziło m.in. o niedawne, ukraińskie ćwiczenia „Polesie”, zorganizowane przy granicy z Białorusią, jako przygotowania do kryzysu granicznego podobnego do tego na polskiej granicy, ale i ostrzeżenie dla Mińska. W odpowiedzi Białoruś już jutro ma rozpocząć, wspólnie z Rosją, ćwiczenia na południu kraju, w pobliżu granicy z Ukrainą.

Okrążanie Kijowa

Wejście Białorusi do gry wobec Ukrainy było kwestią czasu. Wczoraj Łukaszenka przeprowadził kolejną z jakże częstych ostatnio rozmów telefonicznych z Władimirem Putinem. Częstotliwość tych konsultacji świadczy, że w kwestiach kryzysu granicznego z Polską i Litwą, ale i nacisków na Ukrainę, odbywa się pełna koordynacja działań Mińska i Moskwy. I to na najwyższym poziomie decyzji kierunkowych. Jutrzejsze ćwiczenia białorusko-rosyjskie prawdopodobnie były przygotowywane jako jeden z wariantów rozwoju sytuacji już od jakiegoś czasu. Stosunkowo blisko granic z Białorusią, w obwodzie smoleńskim i briańskim, gotowe do szybkiego przemieszczenia się w kierunku południowym znajdują się pododdziały 144. Dywizji Zmechanizowanej.

Szef MSZ Ukrainy: Rosja rozlokowała 115 tys. wojskowych przy granicy, na Krymie i w Donbasie

Nie wiadomo jednak, jakie pododdziały będą ćwiczyć wspólnie z białoruskimi siłami zbrojnymi. Wiktor Chrenin, białoruski minister obrony powiedział tylko, że nie będą to ćwiczenia na tak dużą skalę, jak np. Zachód-2021, oraz że od jutra wojsko będzie zajmować się przygotowaniami bojowymi. Dodał przy tym, że planowany jest udział głównego sojusznika Białorusi, czyli armii rosyjskiej. Ta enigmatyczna wypowiedź może świadczyć o tym, że ćwiczenia są organizowane w trybie nagłym, jako odpowiedź na ukraińskie manewry sprzed kilku dni oraz element rosyjskiej eskalacji wokół Ukrainy. Oznacza to, że udział rosyjskich wojsk nie musi być wcale duży, a ćwiczenia będą się rozwijały w ciągu najbliższych dni, a może nawet tygodni i nie wiadomo, czy obejmą prędko fazę poligonową.

Z drugiej strony, takie niezapowiadane wcześniej ćwiczenia to precedens i odpowiedź na wspólne z sojusznikami manewry NATO. Obawy Zachodu o nieobliczalne działania Łukaszenki, będą teraz często wykorzystywane do budowania napięcia w Europie Środkowo-Wschodniej. Rosyjska armia będzie rotacyjnie, w ramach różnych wspólnych ćwiczeń, pojawiać się na Białorusi coraz częściej.

Białoruś planuje kolejne wspólne manewry z Rosją

Dla Ukrainy, której siły zbrojne, infrastruktura i zaangażowanie skoncentrowane są na południowym-wschodzie, tworzone przez Łukaszenkę i Putina zagrożenie z kierunku białoruskiego będzie dodatkowym obciążeniem. I mimo, że aktualna, wymierzona w Ukrainę erupcja wściekłości Łukaszenki ma związek z rosyjską grą wokół Kijowa, to akurat presja militarna z Białorusi stanie się stały elementem rosyjskiej strategii na długo.

Tymczasem wydarzenia wokół Ukrainy nabierają zawrotnej dynamiki. Oprócz Łukaszenki, do gry wkroczył Recep Tayip Erdogan, który zaoferował swoje pośrednictwo w rozmowach Kijowa z Moskwą o deeskalacji napięcia. Nie wiadomo, jak się skończy wywoływane przez Rosję podgrzewanie atmosfery. Jej celem jest przymuszenie Kijowa i Zachodu do rozmów i zablokowanie nie tylko integracji z zachodnimi strukturami, ale i zatrzymanie ocenianej przez Moskwę, jako zagrożenie, wojskowej współpracy Ukrainy z państwami NATO. Żeby ta strategia była skuteczna, Rosji potrzeba wywołać wrażenie osamotnienia Ukrainy oraz chaosu i braku odpowiedzialności w ukraińskiej polityce. O to akurat zatroszczyli się sami ukraińscy politycy.

Erdogan gotowy do mediacji między Putinem a Zełenskim

Przewrót, spisek i PR

W czasie, kiedy świat próbuje zatrzymać potencjalne niebezpieczeństwo wojny Rosji z Ukrainą, polityczny Kijów pogrążył się w alternatywnej rzeczywistości. Choć może nie tyle alternatywnej, co bardzo typowej i niestety, związanej z czynnikami zewnętrznymi. W piątek Wołodymyr Zełenski ujawnił, że posiada informacje o przygotowanym zamachu stanu. Wspólnie z Rosją spiskować miał Rinat Achmetow. Tych rewelacji nie da się ocenić w oderwaniu od ukraińskiej rzeczywistości politycznej. A ta wygląda tak, że Zełenski od miesięcy robi podchody pod uderzenie w oligarchów, a zwłaszcza Achmetowa. W tym celu przygotowana była tzw. ustawa antyoligarchiczna.

Relacje ekipy Zełeńskiego z Achmetowem są zresztą skomplikowane. Z jednej strony była okresowa współpraca, a nawet ludzie oligarchy trafiali do rządu (wskazywano np. że z Achmetowem związany był premier Denys Szmyhal). Jako właściciel kluczowych aktywów w energetyce, Achmetow jest też władzy potrzebny, podobnie, jak państwo jest potrzebne oligarsze. Tu panuje pełna symbioza, a konflikty oscylują wokół schematów rozliczeń między firmami oligarchy, a budżetem. Kwestia aktywów gospodarczych to jedno pole sporów. Nawet uwzględniając, że ochotę na przejęcie ich części ma sprzyjający Zełenskiemu oligarcha Ihor Kołomojski.

Trudniejsza do przełknięcia była jednak aktywność polityczna Achmetowa. Wprawdzie nie angażował się ostatnio w politykę osobiście, ale finansował liczne projekty polityczne, medialne i pojedynczych polityków. Achmetow zawsze zresztą miał „aktywa” w różnych opcjach politycznych. Teraz, jego najważniejszymi projektami są partie populisty Ołeha Laszki, pragmatycznego byłego premiera Wołodymyra Hrojsmana, oraz niedawnego kluczowego polityka ekipy Zełeńskiego i byłego spikera parlamentu, Dmytra Razumkowa. Achmetow ma również swoich ludzi, deputowanych porozrzucanych po innych partiach. To jego zabezpieczenie, ale i powód obaw ekipy Zełeńskiego, która choruje na nadwrażliwość sondażową.

Zełenski wojną z oligarchią chce uciec do przodu

Z sondaży natomiast wynika, że wspólne projekty Achmetowa mogą liczyć na zdobycie w sumie kilkunastu procent głosów. Tymczasem notowania Zełenskiego i jego partii spadają. Niewykluczone, że przy rosnącym napięciu z Rosja, Zełenski postanowił wykorzystać sytuację i spozycjonować swoich przeciwników, jako spiskujących z Putinem.

Oskarżenia o inspirowane z Rosji próby przewrotu nie są niczym nowym w ukraińskiej polityce. Miały miejsce i w czasach Petra Poroszenki. Tym razem jednak uderzają w czołowego oligarchę i jego, nie tak małe (ale i nie tak potężne) zaplecze polityczne. Dzieją się w czasie największego kryzysu ukraińskiego bezpieczeństwa i groźby wojny, od czasu incydentu na Morzu Azowskim w 2018r. Moskwie do osłabienia Ukrainy i osiągnięcia swoich celów potrzebna jest kombinacja nacisków w czterech obszarach: napięcia militarnego, zagrożenia energetycznego, chaosu i awantur politycznych i eksplozji protestów społecznych. Trzecie ogniwo tej strategii właśnie zaczyna działać w Kijowie. Niezależnie od intencji Zełenskiego, Achmetowa i ukraińskich polityków, przyniesie Rosji korzyści. I może wywołać protesty uliczne, czyli czwarty, brakujący element.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów