„Diabelski” QR-kod. Rosyjskie władze chcą zwalczyć lęk przed certyfikatami covidowymi

Rosyjskie władze federalne chcą wyeliminować z dyskursu publicznego termin „kod QR”. Zastanawiają się nad wprowadzeniem nowej nazwy dokumentu, by uspokoić przeciwników szczepień, którzy porównują kody QR do znaków szatana i uważają, że są „stygmatyzowani”. W Rosji o obowiązku okazywania certyfikatów decydują władze poszczególnych regionów.

Klientka pokazuje kod QR przy wejściu do centrum handlowego City Park w Kemerowie. 15 listopada 2021 r. Zdjęcie: Maxim Kiselev / TASS / Forum

Rosyjskojęzyczny serwis Biełsatu Vot-Tak.tv starał się ustalić, dlaczego władze rezygnują z publicznego używania pewnych słów i kto podejmuje takie decyzje.

– Dlaczego ciągle się wypytujecie o te kody QR? Nie mamy żadnych kodów, mamy dokumentację potwierdzającą wykonanie szczepienia – powiedział dziennikarzowi Vot Tak urzędnik federalny. – Straszycie tylko ludzi, oni już porównują te kody do diabelskiego znamienia”.

Opór wobec kodów QR nie są pierwszym przejawem braku zaufania do inicjatyw rządowych mających na celu walkę z pandemią COVID-19. Wcześniej przedstawiciele władz federalnych i lokalnych prosili przedstawicieli mediów, by nie używali terminu „lockdown”, lecz mówili o „dniach niepracujących”. Urzędnicy byli przekonani, że sformułowanie „lockdown” budzi lęk wśród Rosjan, którzy i tak już są wymęczeni pandemią i restrykcjami. W Rosji powszechna jest też podejrzliwość do antycovidowych szczepień.

Rosja. Do bani tylko z kodem QR

-Musimy wprowadzić nowy język. W końcu mamy nową rzeczywistość, prawda? – powiedział jeden z wysokich rangą urzędników, zapytany o celowość aktualizacji publicznej narracji.

Zgodnie z doniesieniami RBK dowody na to, że społeczeństwo rosyjskie ma negatywny stosunek do określenia „kod QR”, rosyjskie władze czerpią z zamkniętych badań socjologicznych. Według nich połowa badanych jest niezadowolona z kodów QR, a sytuacja może się jeszcze pogorszyć. W Moskwie odsetek ten jest wyższy – około 65 proc., a w Sankt Petersburgu oscyluje wokół 80 proc. Niezadowoleni są nie tylko „zagorzali antyszczepionkowcy”, ale także osoby zaszczepione.

Deputowany Zgromadzenia Ustawodawczego Obwodu Swierdłowskiego Wiaczesław Wegner (z prawej) podczas spotkania z osobami, które przyszły z petycją do władz przeciwko wprowadzeniu kodów QR. 30 listopada 2021 r. Zdjęcie: Donat Sorokin / TASS / Forum

Niektórzy ludzie wyznania prawosławnego, których według najnowszych danych jest w Rosji 66 proc., uważają, że kod QR jest znakiem diabła – twierdzą urzędnicy. Wynika to z samych wypowiedzi respondentów. Wiele osób nawiązało do Antychrysta, wskazując, że otrzymanie kodu QR może przybliżyć koniec świata. Wcześniej wśród niektórych prawosławnych istniała opinia, że indywidualny numer identyfikacji podatkowej (odpowiednik polskiego PESEL) to taka sama „pieczęć Antychrysta”.

Bezpośrednim przejawem głębokiego niezadowolenia z konieczności okazywania kodów był atak w centrum handlowym w Kazaniu. Mężczyzna uzbrojony w nóż zaatakował pracownika ochrony, który sprawdzał kod QR przy wejściu.

– Głupie czy nie, to nie jest tak ważne, ale jesteśmy zobowiązani do reakcji, ponieważ ta opinia jest bardziej rozpowszechniona, niż można sobie wyobrazić” – mówi jeden z rosyjskich urzędników w rozmowie z Vot-Tak.tv. „Stąd pomysł na paszporty zdrowia – są „białe, puszyste”, nikogo nie przerażają

Decyzja o zakazie używania pojęcia „kod QR” w retoryce publicznej zapadła niedawno, bo zaledwie tydzień temu. Co ciekawe, inicjatywa ta wyszła z regionów, gdzie lokalni mieszkańcy sprzeciwiali się wprowadzeniu kodów QR.

Rząd rosyjski wcześniej przedłożył Dumie Państwowej dwa projekty ustaw, które miały wprowadzać obowiązkowe sprawdzanie kodów QR w miejscach publicznych – sklepach, restauracjach — a także w przypadku podróży międzynarodowych i długodystansowych. W ślad za tym w regionach odbyły się akcje i wiece przeciwko tej inicjatywie.

Rosja: spis malejącej populacji

Wprowadzenie neutralnej, niedrażniącej terminologii jest skutecznym środkiem, mówi źródło Vot Tak bliskie Kremlowi.

– Jeśli nawet nieprzyjemne, drażniące rzeczy nazywa się słowami, które nie wywołują w ludziach agresji, uczucie protestu staje się niższe. Spójrzmy prawdzie w oczy: pomysł nie jest nowy. Już wcześniej odmawialiśmy używania słowa „referendum” i nazywaliśmy je „głosowaniem nad poprawkami do konstytucji” – tylko po to, by nie tłumaczyć, dlaczego wszystko jest zorganizowane w taki, a nie inny sposób. Podobnie jest z kodami QR – mówi urzędnik.

Zdaniem polityka, aktualizacja nazwy dla cyfrowego certyfikatu nastąpi w trakcie prac nad jedną z ustaw. Już teraz w rządowych projektach dokumentów, które zakładają możliwość wprowadzenia kodów QR, używa się abstrakcyjnego pojęcia „dokumentacja”.

lp/ belsat.eu wg vot-tak.tv

Wiadomości