Były punk, szachista, grodzieński patriota. Andrzej Poczobut z białoruskiej perspektywy

25 marca do aresztu trafił Andrzej Poczobut. Nad Wisłą jest znany głównie jako korespondent Gazety Wyborczej i członek władz Związku Polaków na Białorusi. Białoruscy dziennikarze opisują go z dużo szerszej perspektywy.

Gdy milicja zabrała go nad ranem z mieszkania w Grodnie, nie pozwolono mu zabrać rzeczy osobistych. Przesłuchanie zamieniło się w trwający od 25 marca areszt. Dziennikarz nie usłyszał jeszcze zarzutów, ale najprawdopodobniej Prokuratura Generalna zarzuca mu “rehabilitację nazizmu” i “propagowanie wrogości na tle etnicznym”. Wraz z nim zatrzymano prezes i członkinie władz Związku Polaków na Białorusi, nauczycielki: Andżelikę Borys, Irenę Biernacką i Marię Tiszkowską.

Białoruś: zatrzymane działaczki ZPB widziały się z adwokatami

Zmicier Pankawiec na łamach Naszej Niwy przybliża, kim jest Andrzej Poczobut i dlaczego polski działacz jest postacią ważną dla Białorusi.

Urodził się w 1973 roku w zamieszkałym głównie przez Polaków miasteczku Brzostowica Wielka, przy samej granicy z Polską. Niedługo później jego rodzice przeprowadzili się do Grodna, gdzie pracowali jako nauczyciele: matka Wanda uczyła chemii, a ojciec Stanisław – wychowania fizycznego.

Stanisław Poczobut pracował później jako dziennikarz na Sachalinie i w innych regionach ZSRR. Przez całe życie interesował się historią swojego regionu: Grodzieńszczyzny i Ziemi Brzeskiej. Na antenie Biełsatu i TVP Polonia można było oglądać jego “Wędrówki po Grodzieńszczyźnie”.

– Mam taką mądrą żonę, chemika. Zawsze jej zazdrościłem, że sam jestem tylko gryzipiórkiem. Dlatego marzyłem, żeby Andrzej został ekonomistą czy inżynierem, ale on wybrał dziennikarstwo. Syn uczył się dobrze i w szkole i na uniwersytecie. Studiował prawo w Grodnie. Prawie otrzymałby dyplom z wyróżnieniem, ale na ostatnim egzaminie postawili mu czwórkę. I to nie za wiedzę, ale za sprawowanie. Potem próbował zostać adwokatem, ale nie przyjęli go na aplikację. Bił głową w mur, ale nic to nie dało – wspomina pan Stanisław.

Andrzej Poczobut. Zdj. belsat.eu

– Andrzej od dziecka był sprawiedliwy. Zawsze boi się kogoś skrzywdzić, więc robienie kariery nie jest dla niego. Zawsze lubił czytać i cały czas spędzał w bibliotekach – dodaje krajoznawca.

Na początku lat 90. Andrzej i jego młodszy brat, też Stanisław, założyli zespół rockowy Deviation. Tytuły ich piosenek, jak “Zabij mnie, glino”, “Twój ojciec faszysta” świadczą o anarchistycznej orientacji grupy. Śpiewali głównie po białorusku, Stas był wokalistą, a Andrzej basistą. W 1997 roku bracia wystąpili na Festiwalu Muzyki Młodej Białorusi “Basowiszcza” w Gródku na Podlasiu. Młodszy brat dziennikarza zajmuje się muzyką do dziś, w Petersburgu.

Stanisław i Andrzej Poczobutowie na festiwalu Basowiszcza. Zdjęcie: baj.by

– Nie podchodziłem do tego poważnie. Słoń mi na ucho nadepnął, a żona też nie jest muzykiem – śmieje się Stanisław Poczobut senior.

Andrzej Poczobut pisał też wiersze po białorusku, choć jak mówi ojciec, nie chwalił się nimi. Muzykę do jego wiersza “Zbroja” (pol. “Broń”) napisał grodzieński punk Aleś Dzianisau, członek znanego zespołu Dzieciuki i również współpracownik Biełsatu.

W latach 90-tych Andrzej był częstym gościem aktywistów Białoruskiego Frontu Narodowego i Młodego Frontu, ale nie dołączył do tych organizacji. Stał się też osobą rozpoznawalną w Konfederacji Aktywnych Grup “Razam” – tam z kolei działali anarchiści, ekolodzy i Zieloni. Przez “Razam” przeszedł też ww. lider Dziaciuków Aleś Dzianisau.

Grodno: rewizja u rockmana współpracującego z Biełsatem

– Andrzej często zachodził do redakcji gazety Pahonia, gdzie pracowałem – opowiada Andrzej Pisalnik, dziś redaktor naczelny polskich mediów w Grodnie. – Wtedy się zaprzyjaźniliśmy. Potem pracowaliśmy razem w gazecie Dzień, wydawanej przez Mikołę Markiewicza. W 2005 roku zaproponowano nam zajęcie się tytułami polskiej mniejszości: Głosem znad Niemna i Magazynem Polskim. Ja zostałem redaktorem Głosu, a Andrzej – Magazynu. W Związku Polaków na Białorusi jesteśmy od początku lat 90.

Stanisław Poczobut. Zdjęcie: livejournal

– W domu zawsze rozmawialiśmy po polsku. Była też polska telewizja, Andrzej oglądał Pszczółkę Maję, Bolka i Lolka, więc dobrze znał język polski. W naszym regionie wszystko jest tak wymieszane, że trudno powiedzieć, kto jest Polakiem, a kto Białorusinem. Dla mnie to wszystko jedno. Wszyscy powinni być równi – mówi ojciec dziennikarza.

Poczobutowie wywodzą się ze znanego rodu Poczobut-Odlanickich. Jego herbem jest Pogoń – będąca również godłem Wielkiego Księstwa Litewskiego, które stało się potem symbolem narodowym niepodległej Litwy oraz Białorusi, zanim tam zdelegalizował je Alaksandr Łukaszenka. Na ścianie rodzinnego domu wisi wielkie drzewo genealogiczne.

Od kiedy Andrzej zaczął aktywnie działać w Związku Polaków na Białorusi, był wielokrotnie zatrzymywany, aresztowany, a jego mieszkanie było przeszukiwane. Była też sprawa karna. W 2011 roku oskarżono go od razu z dwóch artykułów: “obraza prezydenta” (art. 368 KK) i “zniesławienie prezydenta” (art. 367 KK). Poczobut trafił na dwa miesiące do aresztu śledczego, a następnie został skazany na trzy lata więzienia w zawieszeniu. Po roku przeciwko niemu wszczęto jeszcze jedną sprawę za obrażenie Łukaszenki, ale prokuratura zamknęła z braku dowodów jeszcze przed przekazaniem do sądu. Podczas pobytu w areszcie dziennikarz schudł 20 kilogramów.

– Dlaczego Andrzeja Poczobuta trzymają za kratami? Dlatego, że władze w Mińsku boją się jego odwagi, niezłomności i trzeźwej oceny sytuacji na Białorusi, jaką wyrażał na łamach Wyborczej – pisała wtedy Gazeta Wyborcza, z którą współpracował.

Mówią, że podczas spotkania z synem w więzieniu, Stanisław Poczobut prosił syna, by nie prosił o łaskę, jak to robiło wielu polityków.

Obecnie Andrzej jest prawdopodobnie aresztowany za to, że Związek Polaków na Białorusi od 2018 roku organizował akcje pamięci Żołnierzy Wyklętych. Reżim Łukaszenki uznaje podziemie antykomunistyczne (bez względu na to czy polskie, czy białoruskie) za wrogów państwa białoruskiego, jakim według ideologów była wówczas BSRR.

– Andrzej, jako regionalny historyk jest zainteresowany II wojną światową i powojenną polską partyzantką. I wszyscy o tym wiedzą, to jego hobby. Już raz bardzo godnie przeszedł przez więzienie. Spodziewamy się, że i teraz będzie się zachowywał godnie – mówi Andrzej Pisalnik.

Grodzieńska opozycja nad szachownicą. Od lewej Andrzej Poczobut, Igor Bancer, Aleś Zarembiuk. Zdjęcie: baj.by

Redakcyjny kolega dodaje, że Andrzej ma drugą wielką pasję – szachy. Jest też kandydatem na mistrza tego sportu. Na zdjęciu powyżej został uchwycony przy jednym stole z muzykiem punkowym i polskim działaczem z Grodna Igorem Bancerem oraz prezesem Fundacji Białoruski Dom w Warszawie Alesiem Zarembiukiem.

Grodzieński muzyk dostał 1,5 roku prac poprawczych. Głodował i nie pił od 16 dni

Aresztowany dziennikarz jest mężem i ojcem. Swoją żonę Aksanę poznał pod koniec szkoły, mają syna Jarosława i córkę Janę.

– Kochał ją od zawsze i nie pamiętam, by kiedykolwiek żałował swojego wyboru. Aksana jest Białorusinką, absolwentką filologii białoruskiej. To pokazuje, że narodowość nie jest dla nas ważna do tego stopnia, że umiemy tworzyć rodziny jedynie z Polkami – mówi pan Stanisław.

– Gdyby Andrzej tylko zechciał, mógłby z marszu wyjechać do Polski. Znalazłby ludzi i całe organizacje, które by go wsparły. Ale nigdy tego nie chciał – dodaje Pisalnik.

Jeśli sąd przychyli się do stanowiska Prokuratury Generalnej, to Poczobutowi grozi od 5 do 12 lat więzienia.

pj/belsat.eu wg Nasza Niwa

Wiadomości