Męża dziennikarki Biełsatu nie wypuszczają z aresztu. Skazano go po raz trzeci

Alaksandr Łojka powinien wyjść wczoraj na wolność, ale dziś po raz trzeci został skazany na 15 dni aresztu. Jego żona, dziennikarka Iryna Słaunikawa jest podejrzana o organizację “działań poważnie naruszających porządek społeczny”.

Mąż naszej koleżanki powinien opuścić areszt przy ulicy Akreścina wczoraj w południe. Gdy nie wyszedł na wolność, wszystko wskazywało na to, że został ponownie zatrzymany. O tym, że stanie przed sądem służby poinformowały dopiero dzisiaj.

Dziennikarka Biełsatu Iryna Słaunikawa i jej mąż Alaksandr Łojka wracali z wakacji w Egipcie, gdy zostali zatrzymani na lotnisku. Zdjęcie: Alaksandr Łojka / Facebook

Rozprawę prowadził sędzia Maksim Trusiewicz, który wcześniej już dwa razy posłał Alaksandra Łojkę i Irynę Słaunikawą za kraty. Dopiero podczas procesu dowiedzieliśmy się, dlaczego Alaksandr nie został wypuszczony z aresztu. Zgodnie z protokołem zatrzymania, w dniu zakończenia wyroku został on przewieziony na komisariat milicji w celu “przeprowadzenia rozmowy profilaktycznej”. Tam rzekomo “odmówił wejścia do gabinetu 112, zapierał się i łapał za mundur funkcjonariusza”. Milicja uznała to za wykroczenie – “niepodporządkowanie się funkcjonariuszowi”.

Podsądny zaprzeczył temu oskarżeniu. Powiedział, że do aresztu przy ul. Akreścina przyjechał po niego milicjant, który zabrał go na komisariat. Następnie zaprowadził go do gabinetu nr 112, gdzie wręczono mu do podpisania protokół, z którym się nie zgodził. Alaksandr podkreślił przy tym w sądzie, że milicja nie poinformowała go, że jedzie na “rozmowę profilaktyczną”.

Obrońcy praw człowieka podkreślają, że podczas rozprawy świadek-milicjant pomylił swoje nazwisko – przedstawiając się podawał różne imiona odojcowskie. Może to świadczyć o tym, że składał zeznania pod zmyślonym nazwiskiem. Gdy krewni Alaksandr oburzyli się na zeznania mundurowego, które uznali za kłamstwa, sędzia Trusiewicz zaproponował im napisać skargę. Sam jednak przyjął wersję milicjanta za prawdziwą i wydał wyrok 15 dni aresztu.

“Spała pod stołem i ławką”. Rozmowa z koleżanką z celi dziennikarki Biełsatu

Wielokrotne skazywanie na krótkie areszty za wykroczenie jest jedną z form represji stosowanych przez reżim Alaksandra Łukaszenki, gdyż tacy skazani nie są uznawani za więźniów politycznych, których jest już na Białorusi 886.

Alaksandr Łojka i jego żona, dziennikarka Biełsatu Iryna Słaunikawa zostali zatrzymani na stołecznym lotnisku 30 października, gdy wracali z wakacji. Sędzia Trusiewicz skazał ich najpierw na 15 dni aresztu za “udostępnianie na Facebooku treści ekstremistycznych”. Chodzi o materiały Biełsatu z okresu, gdy nasza stacja nie był jeszcze przez MSW uważana za medium ekstremistyczne.

Po zakończeniu pierwszego wyroku małżonkowie nie zostali wypuszczeni z aresztu. Milicja przewiozła ich na komisariat, gdzie usłyszeli, że są zatrzymani jako oskarżeni o drobne chuligaństwo. Sędzia Trusiewicz ponownie skazał ich na 15 dni aresztu.

W piątek otrzymaliśmy informację, że Iryna została uznana za podejrzaną o “organizację i przygotowanie działań poważnie naruszających porządek społeczny lub aktywny udział w nich” (art. 342 KK). Grozi za to do 5 lat ograniczenia wolności i do 4 lat pozbawienia wolności.

Dziennikarce Irynie Słaunikawej grozi sprawa karna

ad,pj/belsat.eu

Wiadomości