Skazana dziennikarka portalu TUT.by wyszła na wolność

Lubou Kaspiarowicz spędziła w areszcie 15 dni.

Lubou Kaspiarowicz po 15 dniach „odsiadki”. Zdj. tut.by

17 maja dziennikarkę niezależnego portalu skazano za „udział w nielegalnej pikiecie”. Zatrzymano ją trzy dni wcześniej, kiedy zamierzała relacjonować posiedzenie sądu rozpatrującego tzw. sprawę studentów. Miała nawet akredytację, umożliwiającą jej wejście na salę rozpraw.

Zamiast tego trafiła na komisariat, potem do aresztu, a następnie do sądu, ale już w roli oskarżonej. Potem znów do aresztu, skąd wyszła dopiero dziś. O regularnej pacyfikacji, którą w jej redakcji przeprowadziły służby Alaksandra Łukaszenki, dowiedziała się sama przebywając za kratami.

Sprawa karna przeciwko największemu białoruskiemu portalowi internetowemu. Służby weszły do redakcji TUT.by

– Powiedziano mi o tym wieczorem 24 maja. Przekazano tak: „koniec, wszystko zamknęli, wszystkich wyłapano”. „Co, jak, kogo?” – krążyło po głowie – opowiadała dziś Lubou.

Według jej relacji, zatrzymani i skazani przebywający w areszcie przy ul. Akreścina, cały czas są przetrzymywani w przepełnionych celach. W „jej” 8-osobowej celi było 17 osób. Na podłodze, na której musiała spać, było zimno, ale wyspać się nie można było z innego powodu:

– Tzw. cele polityczne są budzone o 2 i o 4 w nocy. Wymieniają twoje nazwisko i musisz wstać lub odpowiedzieć – opowiadała. – Spacery to trzy-cztery kroki po celi, dopóki człowiek nie zmęczył się liczyć. Prysznic – wilgotne serwetki i butelka wody…

Lubou Kaspiarowicz po 15 dniach „odsiadki”. Zdj. tut.by

Z celi aresztowane wyprowadzano z rękami za plecami, żeby „przeliczyć stan”. W tym czasie pomieszczenie dezynfekowano – chyba roztworem wody z chlorem.

– Były różne zapachy – wyraziła się oględnie dziennikarka.

Przekazane jej paczki dostała, ale… dopiero wychodząc z aresztu. Przepuszczono tylko opakowanie maseczek.

„Idziemy po Was”. Dziennikarze protestowali pod ambasadą Białorusi w Warszawie

Ale były też plusy, zauważa dziennikarka. To ludzie, z którym siedziała i którzy wspierali się nawzajem:

– Takiej troski nie odczuwałam nigdy – opowiada.

Kaciaryna Andrejewa przysłała pierwszy list z kolonii karnej

ad, cez belsat.eu

Wiadomości