Terror sposobem na utrzymanie władzy. Co czeka reżim i jego oponentów po Dniu Wolności?

Paweł
Usau

25 marca ukazał psychologiczny i polityczny stan społeczeństwa, a także reżimu Łukaszenki. Pomimo siedmiu miesięcy systematycznego terroru i sytuacji, która zakrawa o stan wojenny, wewnętrzna konfrontacja trwa. Białoruskie władze nie rozwiązały kryzysu poprzez represje, nie udało im się też go zamrozić. Powrót kraju do stanu autorytarnej stabilności jest już niemożliwy.

Bez drogowskazu?

Oczywiście trudno jest przygotować społeczeństwo i ukierunkować je na działania rewolucyjne w warunkach masowego terroru, zwłaszcza gdy protest powinien utrzymać się w koncepcji pokojowej, pozbawionej przemocy walki o swoje prawa. Trudno jest też zmienić strategię, ponieważ nie zrobiono tego w momencie największego zrywu rewolucyjnego, który przypadł na sierpień-wrzesień 2020 roku.

Mechanizmem, który miał pomóc w gromadzeniu zasobów i energii protestu miało stać się głosowanie na platformie Hołas w sprawie „negocjacji z władzami”. Inicjatywa ta nie odegrała jednak roli drogowskazu dla kolejnych działań. Skierowała ona raczej uwagę i oczekiwania opinii publicznej w innym kierunku, częściowo zdejmując z opozycji odpowiedzialność za brak jasnej strategii na 25-27 marca. Wynik marcowego głosowania również nie może być postrzegany jako taktyczne zwycięstwo Swiatłany Cichanouskiej.

Władze Białorusi odpowiedziały na propozycję dialogu – zablokowały stronę głosowania za negocjacjami

Terror jako sposób na przetrwanie

Władze, z kolei, skupiły wszystkie swoje siły na tym, by zapobiec nowej fali protestów. Reżim ma świadomość, że groźba rewolucji, duch rewolucji nie zniknęły i w każdej chwili mogą przybrać materialną postać.

Aby przetrwać, system musi wciąż zaciskać szpony terroru, wciąż demonstrować swoją siłę, cały czas walczyć z ruchem protestacyjnym. I tu kluczowym jest zrozumienie, że chodzi o przetrwanie systemu, a nie o perspektywy rozwoju i stabilnej egzystencji. Z kolei terror oznacza stan reżimu, w którym osłabienie nacisku i represji prowadzi nieuchronnie do wzrostu aktywizmu politycznego i osłabienia reżimu. Działają na zasadzie „terroryzuję, więc jestem”.

Jednocześnie funkcjonowanie państwa w tak ekstremalnych warunkach, kiedy każdy dzień może stać się czymś w rodzaju 25 marca, a wszystkie instytucje służą wyłącznie represji, wyczerpuje zasoby i osłabia system.

Nieaktualne nauki Stalina

Terror budzi oburzenie i rozszerza przestrzeń oporu, ponieważ taka polityka jest skuteczna tylko częściowo – fizycznie nie niszczy ona społeczeństwa, a jedynie je dusi, zachowując przy tym nastroje i wewnętrzny potencjał do rewolucyjnego zrywu. Na Białorusi nie da się zrealizować stalinowskiej zasady „nie ma człowieka, nie ma problemu”. Nawet ludzie zamknięci w więzieniach swoją postawą i aktywnością działają drażniąco i destabilizująco na system. W związku z tym należy stale utrzymywać atmosferę terroru, a także przeprowadzać czystki w strukturach, które mogą wpływ na protest.

Terror idealny

Ulica to za mało

Obecną fazę konfrontacji politycznej na Białorusi można scharakteryzować jako konfrontację instytucjonalną. Z jednej strony mamy instytucje terroru niszczące kraj, z drugiej – inicjatywy polityczne nowej Białorusi, która uformowała się na przełomie lata i jesieni ubiegłego roku. Rozwój niezależnych instytucji społecznych i politycznych, rozszerzenie ich autorytetu i wpływów zarówno na Białorusi, jak i za granicą jest jedyną drogą do dalszej skutecznej walki z reżimem terroru.

Teraz stało się zupełnie jasne, że do obalenia reżimu Łukaszenki nie wystarczy zwykła aktywność uliczna. Choć jest ona ważna i potrzebna, to tylko powstanie prawdziwych rządowych instytucji obywatelskich nowej Białorusi przyczyni się do ostatecznego podważenia autorytarnego systemu i zachowania potencjału zmian.

Łukaszenka na spalonym, czyli jak zmęczyć reżim

Paweł Usau dla belsat.eu

Więcej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów