„Wagnerowcy” jadą na nową wojnę. Najemnicy obrali kurs na Mali

Francuski legionista ludzoziemski przeszukuje mężczyznę podczas operacji Barkhane. Mali, 27 lipca 2019 r. Zdjęcie: BENOIT TESSIER / Reuters / Forum

Afrykaniści od dawna alarmują, że położone w Afryce Zachodniej Mali jest jednym z priorytetowych celów rosyjskich struktur związanych z władzami. Wiosną tego roku w stolicy kraju odbyły się wyraźnie zainicjowane z zewnątrz demonstracje, których uczestnicy licznie wystąpili z rosyjskimi flagami. Protestujący oświadczyli, że chcą, aby rosyjskie siły wkroczyły do ich kraju i zaprowadziły tam porządek.

Sytuację w Mali skomentowali eksperci związani Jewgienijem Prigożynem, oligarchą z finansującym tzw. grupę Wagnera. Opisując te nietypowe demonstracje socjolog Maksim Szugalej stwierdził, że teraz „jest szansa, aby wkroczyć” i pomóc „bratniemu narodowi Mali”. Wkrótce premier Mali poinformował o współpracy z „wagnerowcami” z mównicy Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow mówił o rosyjskiej firmie wojskowej, jaką jest grupa Wagnera, jak o czymś zupełnie normalnym i legalnym. Warto wspomnieć, że działalność najemnicza jest w Rosji zakazana.

Syn Kadafiego ścigany za możliwe związki z tzw. grupą Wagnera

Francuskie władze i Unia Europejska zgodnie twierdzą, że pojawienie się rosyjskich najemników w Mali doprowadzi do „poważnych konsekwencji”. Nie jest jednak jasne, co kryje się pod pojęciem „konsekwencje”. Mało prawdopodobne, by armia francuska otrzymała rozkaz strzelania do “wagnerowców”, a pozostałych konsekwencji Moskwa się nie boi.

Era konfliktów

Od dawna nikt nie jest w stanie zaprowadzić porządku w Mali. Era konfliktów, która trwa do dziś, rozpoczęła się w styczniu 2012 roku, kiedy w zamieszkanej przez plemiona koczownicze północnej części kraju zbuntowali się Tuaregowie. Wpłynął na to fakt, iż po upadku reżimu Mu’ammara Kaddafiego w Libii w 2011 roku, wielu Tuaregów z Mali, którzy służyli w armii obalonego dyktatora, wróciło do domu – z bronią i doświadczeniem bojowym. Malijskie plemiona Tuaregów ruszyły do ataku, z łatwością wyrywając rozległe tereny północnego Mali spod władzy centralnej i proklamując powstanie na tym terytorium państwa Azawad.

Separatyzm Tuaregów zdestabilizował sytuację polityczną na południu republiki, w stolicy kraju Bamako i wywołał szereg zamachów stanu. Słaba i skorumpowana armia rządowa nie mogła pokonać separatystów, ale udało jej się raz po raz obalać własny rząd i tworzyć kolejne dyktatury wojskowe.

Natomiast w północnym Mali pojawiło się nowe zagrożenie – ze strony zwabionych zapachem prochu islamistów. Wraz z wzrostem aktywności Al-Kaidy w Islamskim Maghrebie dały o sobie znać również grupy fundamentalistów z Mali – Tuaregowie utworzyli radykalną grupę Ansar ad-Din.

Tuareski separatysta z Narodowego Ruchu Wolności Azawad (MNLA). Mali, 23 czerwca 2013 r. Adama Diarra / Reuters / Forum

Wkrótce w samozwańczym Azawadzie wybuchły walki między islamistami a świeckimi nacjonalistycznymi separatystami. Po przejęciu zajmowanego przez separatystów starożytnego miasta Timbuktu, islamiści zaczęli niszczyć znajdujące się tam grobowce muzułmańskich świętych (uznając je za obiekty bałwochwalstwa) i podpalili bibliotekę starożytnych manuskryptów. Radykałowie zbezcześcili również starożytny meczet Sidi Yahya, wyrywając z zawiasów jego centralne wrota. Zgodnie z miejscowymi tradycyjnymi wierzeniami, wrota te powinny pozostać zamknięte, ponieważ kiedy zostaną otwarte, nastąpi koniec świata.

Od 2012 roku Mali znajduje się de facto w stanie permanentnej apokalipsy. Francja próbowała ustabilizować sytuację w swojej byłej kolonii poprzez interwencję militarną. Operacje Serval i Barkhane przyniosły efekty, jednak grupy islamistów rozpoczęły działania partyzanckie, które dla kontyngentów europejskich armii okazały się przeszkodą nie do przejścia.

Po kolejnym przewrocie wojskowym w Mali Paryżowi skończyła się cierpliwość i Francuzi zaczęli ograniczać współpracę z rządzącą juntą. W 2021 roku prezydent Emmanuel Macron ogłosił zakończenie operacji Barkhan. Zmniejszyła się europejska, głównie francuska i niemiecka, obecność wojskowa w republice, która coraz bardziej przypominała typowe państwo upadłe.

Moskwa wykorzystała powstającą próżnię władzy. We wrześniu pojawiła się informacja, że rząd malijski zaangażuje najemniczą grupę Wagnera w szkolenie armii narodowej.

Ławrow potwierdził: rząd Mali chce zatrudnić Grupę Wagnera

„Eksport bezpieczeństwa”

Kremlowscy propagandziści chętnie mówią o skuteczności grupy Wagnera jako mechanizmu militarnego, który ma za zadanie stłumić chaos, ustabilizować sytuację i zaprowadzić pokój. W rzeczywistości nie jest to takie proste – na Bliskim Wschodzie i w Afryce „wagnerowcy” odnoszą zarówno zwycięstwa, jak i porażki.

Oczywiście są przypadki, które zakończyły się sukcesem. Syria jest często wymieniana jako jeden z nich, choć obecna sytuacja w tym kraju nie jest wyłącznie zasługą „wagnerowców”. Rzeczywiście reżim Baszara al-Assada, który w 2015 roku był na skraju upadku, umocnił swoją pozycję. Jest to jednak zasługa całej rosyjskiej machiny wojskowej.

„Wagnerowcy” działali w tej wojnie jako piechota szturmowa i ponieśli poważne straty. Jednak z pewnością nie byliby w stanie samodzielnie złamać karku zakazanego w Rosji „Państwa Islamskiego”. Po stronie Asada walczyły też oficjalne rosyjskie siły zbrojne – lotnictwo, jednostki specjalne. Nie mówiąc już o ogromnych kontyngentach irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej i różnych zagranicznych szyickich grup „ochotniczych”.

Syryjscy powstańcy strzelają do wojsk lojalnych prezydentowi Assadowi. Syria, Aleppo, 2013 r. Zdjęcie: Hosam Katan / Reuters / Forum

Bardziej wymownym i w zasadzie jedynym przykładem „wyłącznego” sukcesu grupy Wagnera jest Republika Środkowoafrykańska. Choć tutaj sytuacja również nie jest jednoznaczna. Pod koniec 2020 roku kraj ogarnęła nowa wojna domowa, wywołana rażącymi błędami po stronie rosyjskich politologów, przypuszczalnie związanych ze strukturami Jewgienija Prigożyna (sam Prigożyn zaprzecza, że ma jakiekolwiek interesy w Republice Środkowoafrykańskiej). Kremlowscy analitycy postanowili zorganizować następne wybory prezydenckie przy użyciu „najlepszych” rosyjskich metod – z wyraźnym kursem na niepodważalność władzy urzędującego prezydenta i nie dopuszczając do wyborów najsilniejszych kandydatów opozycji. I właśnie te praktyki doprowadziły do wybuchu wojny w Republice Środkowoafrykańskiej.

Gwałty i egzekucje. ONZ o rosyjskich zbrodniach w Afryce

Koalicja powstańców najpierw rozgromiła armię rządową i niemal ruszyła szturmem na stolicę kraju, Bangui. Interwencja grupy Wagnera powstrzymała ofensywę zbrojnej opozycji. Następnie „wagnerowcom” i siłom rządowym udało się w znacznym stopniu odeprzeć rebeliantów. Stanowisko prezydenta objął przychylny Moskwie Faustin-Archange Touadéra, pod którego rządami znalazła się znaczna część terytorium kraju.

Przypadek Republiki Środkowoafrykańskiej stał się sztandarowym triumfem grupy najemniczej Wagnera. Mówiąc o „eksporcie bezpieczeństwa”, PR-owcy tej firmy jako przykład sukcesu podają właśnie sukces w Afryce Środkowej. Oczywiście zbrodnie wojenne popełnione przez „wagnerowców” i tragedia trzech rosyjskich dziennikarzy zabitych w Republice nie są przeszkodą ani dla PR-owców, ani dla potencjalnych „zleceniodawców” grupy.

Rosyjscy żołnierze w syryjskim Damaszku, 2019 r. Zdjęcie: Sergei Novikov / TASS / Forum

Jednak niektórych afrykańskich kampanii „wagnerowców” zdecydowanie nie można nazwać błyskotliwymi. W Sudanie ich rola była raczej nieznaczna – zajmowali się jedynie szkoleniem lokalnych sił bezpieczeństwa, nie angażując się w operacje bojowe na dużą skalę. Z kolei do Mozambiku rosyjskich najemników zaprosiły lokalne władze – mieli tam walczyć z islamistami w bogatej w surowce prowincji Cabo Delgado. Jednak żołnierze rosyjskiej grupy ponieśli zbyt duże straty i nie udało im się oczyścić prowincji z islamistów. Wkrótce opuścili kraj.

Również w przypadku Libii nie można mówić o sukcesie rosyjskich najemników. Przez wiele miesięcy walczyli po stronie libijskiego przywódcy Chalify Haftara, który próbował zdobyć stolicę i objąć swoimi rządami cały kraj. Ataki na Trypolis nie zakończyły się jednak zwycięstwem. Haftar musiał zasiąść do negocjacji i przygotować się do wyborów z udziałem alternatywnych kandydatów.

Teraz szefowie grupy Wagnera próbują wysłać najemników do Mali – wykorzystując zmęczenie Zachodu kolejnymi niekończącymi się wojnami toczącymi się od Afryki Zachodniej po Afganistan. Sytuacja w Mali jest bardzo złożona i pełna nierozwiązywalnych sprzeczności. Wrogowie, z którymi być może będzie musiała zmierzyć się kremlowska najemna armia – Al-Kaida w Islamskim Maghrebie, Państwo Islamskie i Tuaregowie – są o wiele bardziej niebezpieczni niż grupy rebeliantów w Republice Środkowoafrykańskiej.

To, czy rosyjscy najemnicy będą w stanie powstrzymać islamistów i tuareskich separatystów, jeśli europejskie wojska opuszczą kraj, pozostaje niewiadomą.

Rosyjscy najemnicy zarabiają 10 razy więcej niż w kraju. Rekrutują się z prowincji

Roman Popkow, ksz/ belsat.eu wg. vot-tak.tv

Wiadomości