Od „unikalnej operacji specjalnej” do poszukiwania „uzasadnionych powodów”. Rosyjska propaganda o przerwanym locie Ryanair

Alaksandr Łukaszenka wyleciał dziś do Soczi na spotkanie z Władimirem Putinem. Cena za udzielenie mu wsparcia po międzynarodowym skandalu z uprowadzeniem samolotu pasażerskiego może być bardzo wysoka, Pośrednio świadczy o tym zmieniający się ton rosyjskich mediów, które komentowały wydarzenia ostatnich dni.

Rosyjskie media państwowe od samego początku upubliczniały te same informacje w sprawie lotu Ryanair, co białoruskie władze. W ślad za białoruskimi państwowymi kanałami telewizyjnymi powtórzyły, że władze próbowały uratować samolot, a także, że przypadkowo albo też w wyniku operacji specjalnej udało się schwytać „niebezpiecznego ekstremistę”. W państwowych mediach coraz częściej przewija się informacja, że incydent ten był prowokacją Europy i że Łukaszenka tak naprawdę chciał ratować Rosję. Przedstawiamy, jak zmieniała się retoryka rosyjskich mediów państwowych w tej sprawie.

„Unikalna operacja specjalna”

Po południu 23 maja samolot linii lotniczych Ryanair, lecący z Aten do Wilna, niespodziewanie wylądował w Mińsku. Jak podano na samym początku, funkcjonariusze wyprowadzili z pokładu jednego człowieka – byłego redaktora kanału NEXTA Ramana Pratasiewicza. Osoby sprawujące władzę na Białorusi uznały kanał za ekstremistyczny, a Pratasiewicza oskarżono o organizację masowych zamieszek.

Początkowo rosyjskie media państwowe przedstawiały tylko fakty. Na przykład w programie „Woskriesnoje wriemja” na rządowym kanale Pierwyj Kanał opisano ten incydent bez żadnego emocjonalnego zabarwienia. Choć materiał został zaprezentowany zaraz po dużym reportażu o europejskich organizacjach, które „przygotowują protesty” na Białorusi i w Rosji. Pierwsze doniesienia na kanale Rossija 24 również bezemocjonalnie informowały, że na Białorusi, niejako przy okazji, zatrzymano osobę związaną z ekstremistycznym kanałem NEXTA.

Jednak już wieczorem rosyjskie media państwowe podjęły się prób oceny sytuacji. Początkowo eksperci tłumaczyli, że to, co się stało, było „unikalną operacją zatrzymania [ekstremisty i terrorysty] Pratasiewicza”. Tak w komentarzu dla agencji RIA Nowosti sprawę podsumował Siergiej Gonczarow, weteran oddziału służb specjalnych Alfa. To samo stwierdzenie padło z ust deputowanego rosyjskiej Dumy Wiaczesława Łysakowa, którego również cytują agencje informacyjne.

Redaktorka naczelna kanału Russia Today (RT) Margarita Simonian napisała w Telegramie, że „zazdrości Białorusi”. W propagandowym programie „Niedzielny Wieczór z Władimirem Sołowiowiem” dodała, że postąpiono w słuszny sposób oraz że popiera te działania.

Białoruskie i rosyjskie media o zatrzymaniu Pratasiewicza

Na kanałach Wszechrosyjskiej Państwowej Kompanii Telewizyjnej i Radiowej (WGTRK) „Rossija-1” i „Rossija 24” relację w programie „Wiesti” prowadził korespondent RT Konstantin Pridybajło. Powiedział on, że Pratasiewicz został oskarżony o terroryzm. Dziennikarz wyraził też swoją radość „z sukcesu Mińska”.

– Nie było szans, by władze europejskie dokonały jego ekstradycji na Białoruś. A tu nagle obywatel Białorusi przelatuje nad terytorium Białorusi, gdzie państwo może podjąć działania. Szanse na coś takiego wynosiły jeden na tysiąc – powiedział.

Publicysta RIA Nowosti Piotr Akopow również usprawiedliwiał działania białoruskich władz.

– Łukaszenka postąpił zbyt surowo i niecywilizowanie? Cóż, jego sytuacja jest, delikatnie mówiąc, nietypowa: oni naprawdę chcą go usunąć za wszelką cenę. Bardzo ważne było dla niego, aby pokazać opozycji działającej z zagranicy, że nie jest tylko „wąsatym kołchoźnikiem”, ale tak samo jak ci wszyscy „obrońcy”, jest zdolny do wszystkiego.

„Doświadczenie międzynarodowe”

Późnym wieczorem 23 maja jeden z głównych rosyjskich propagandystów Dmitrij Kisielow w programie „Wiesti Niedieli” wyjaśnił widzom, że Białoruś nie zrobiła nic nadzwyczajnego. Według niego podobne operacje przeprowadzały już wcześniej władze USA i Ukrainy. Przypomniał, że w lipcu 2013 roku w Austrii przyziemiono samolot prezydenta Boliwii Evo Moralesa. Miano w nim szukać oskarżonego o szpiegostwo Amerykanina Edwarda Snowdena.

To właśnie ta ocena była powielana przez polityków i kanały państwowe przez cały następny dzień. O tym, że kraje europejskie zachowywały się jak Łukaszenka, mówiła rzeczniczka MSZ Rosji Marija Zacharowa. Następnie to samo zdanie wyraził minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow.

Rosja murem za Białorusią w sprawie samolotu

Odwołanie do „doświadczeń międzynarodowych” zostało zastosowane w odniesieniu do wszystkich działań Białorusi. Wiceszef wspierającego Łukaszenkę ruchu „Biała Ruś” Alaksandr Szaćko tłumaczył rosyjskim widzom na antenie kanału Rossija 24, że Białoruś po prostu broni swojej suwerenności.

– Niektórzy szaleni Białorusini poczuli zbyt duże rozluźnienie. Uznali, że mogą mówić i robić wszystko, co chcą. To był sygnał: ludzie, nie ma na świecie bezpiecznej przestrzeni… Mówią o „obszarze prawnym”. Najwyraźniej niektórzy mogą lądować samolotami i dokonywać napadów na terytorium innych państw, a inni nie mogą po prostu bronić swojej niepodległości – powiedział.

Dziennikarz Armen Gasparian na kanale YouTube rosyjskiego propagandysty „Sołowjow Live” stwierdził, że Stany Zjednoczone tak samo surowo odnoszą się do swoich przeciwników.

– Ludzie pytają, jak to w ogóle możliwe? Tak, to możliwe! A jak inaczej?! W USA przyziemiono samoloty wszystkich, którzy mieli cokolwiek wspólnego z marszem na Kapitol w styczniu tego roku. Kto powiedział, że Białoruś nie może być tak samo demokratyczna? – pytał.

Swoją drogą tą samą retoryką posłużył się przewodniczący podległego Łukaszence Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Andrej Krywaszejeu. Zapewniał on, że Pratasiewicza czeka nie pluton egzekucyjny, a tylko 15 lat więzienia. Natomiast gdyby był ścigany w USA lub Niemczech na podstawie podobnych artykułów, groziłyby mu tam dziesiątki lat pozbawienia wolności

Słowa o 15 latach zaczęły się coraz częściej pojawiać w kontekście sprawy porwania samolotu. Pratasiewicz uważa jednak, że czeka go kara śmierci.

Żadnych operacji specjalnych, wszystko zgodnie z prawem

W południe 24 maja było już wiadomo, że Unia Europejska wprowadzi zakaz lotów nad Białorusią. Wtedy media państwowe zmieniły wektor. Prezenterzy, eksperci i reporterzy zaczęli zwracać uwagę, że samolot wylądował zgodnie z prawem. W związku z tym w serwisach informacyjnych WGTRK szczegółowo poinformowano, że załoga samolotu sama zdecydowała o lądowaniu w Mińsku.

W programie „60 minut” na kanale Rossija-1 cytowany był politolog Aleksiej Diermant. Powiedział on między innymi, że Łukaszenka wysłał w przestrzeń powietrzną myśliwiec MiG-29, aby zapobiec uderzeniu samolotu Ryanair w elektrownię atomową.

– Oskarżenia wobec Białorusi są formułowane wyłącznie w celach politycznych, aby wprowadzić kolejny pakiet sankcji i maksymalnie zaszkodzić Białorusi gospodarczo i politycznie – stwierdził ekspert. – Osobiście nie widzę żadnych z góry zaplanowanych działań. Moim zdaniem jest to zbieg okoliczności, wykorzystany słusznie przez białoruskie służby. Bardzo wątpię, żeby białoruski wywiad posunął się do międzynarodowego skandalu nawet w przypadku Pratasiewicza. Ale jeśli to rzeczywiście prawda, to każde państwo postąpiłoby tak samo – zatrzymałoby takiego ekstremistę – podsumował.

Szef Ryanaira oskarżył białoruskie władze o uprowadzenie samolotu

W programie „Wriemia” emitowanym przez Pierwyj Kanał dziennikarze powoływali się na opinie analityków:

– Eksperci z dziedziny prawa lotniczego twierdzą, że jeśli załoga sama podjęła decyzję o lądowaniu w Mińsku, to władze białoruskie działały zgodnie z prawem.

W programie „Piataja Studia” na antenie kanału Rossija 24 padło stwierdzenie, że incydent z Pratasiewiczem mógł być prowokacją. Pojawiła się też inna opinia: państwa NATO same wydały Pratasiewicza. Kiriłł Koktysz, pochodzący z Białorusi profesor nadzwyczajny teorii politycznej Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych i prorządowy politolog, stwierdził, że wydała go Litwa.

– Wilno wystarczająco cierpi z powodu reorientacji przepływów białoruskich ładunków i nie można wykluczyć wersji, że jest to ręka, którą podaje Wilno, gest litewskich służb specjalnych w kierunku pojednania z Mińskiem – powiedział.

Prowadzący programu poparł tę opinię, mówiąc, że Litwa, zakazując lotów nad terytorium Białorusi, „stara się zachować dobrą minę”.

Przez cały następny dzień dziennikarze państwowych mediów zapewniali, że Białoruś nic nie straci z powodu ograniczeń w lotach. Twierdzono, że europejskie sankcje dotkną pasażerów i linie lotnicze.

Od „Wypuście Sapiegę” do porównania z nazistami

W poniedziałek 24 maja okazało się, że białoruskie służby wraz z Pratasiewiczem zatrzymały obywatelkę Rosji Sofiję Sapiegę. Jako pierwszy wypowiedział się na jej temat rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow. Powiedział, że „Kreml nie ma informacji” o Rosjanach na pokładzie Ryanaira.

Następnie głos zabrało rosyjskie MSZ. Ministerstwo poinformowało, że zwróciło się o dostęp konsularny do dziewczyny. Później ambasada rosyjska na Białorusi zdementowała tę informację i oświadczyła, że jej pracownicy nie spotkali się z aresztowaną Sapiegą.

Uprowadzona z samolotu dziewczyna Ramana Pratasiewicza jest w mińskim areszcie

Wtedy zaangażowali się pracownicy WGTRK, co jakiś czas informując na antenie, że „wkrótce życie dziewczyny wróci do normy”. Wieczorem tego samego dnia prezenter serwisu informacyjnego „Wiesti” powiedział, że Rosjance „nic nie grozi”. Ale z drugiej strony Rosja może ucierpieć, bo Europa „zaczęła szukać rosyjskiego tropu”.

– Wydaje mi się, że powodem jej zatrzymania jest to, że postanowiła wykorzystać swoją szansę jako działaczka na rzecz praw człowieka, aby stać się sławną. Ona chce znaleźć się w centrum tego skandalu – dodał do słów prezentera ekspert Igor Nikołajczuk.

Media zaczęły powielać doniesienia, które sugerowały, że Rosja nie ma nic wspólnego z incydentem.

Już następnego dnia pracownicy państwowej propagandy nagle stanęli w obronie Sapiegi.

– Koledzy, działacze praw człowieka, osoby publiczne piszą, że powinna zostać natychmiast uwolniona, że nie powinno się jej przetrzymywać. Ogólnie zgadzam się z tym, choćby dlatego, że jestem przekonany, iż Łukaszenka musi zrozumieć, gdzie jest czerwona linia, której nie powinien przekraczać. Tę linię trzeba narysować na nowo – napisał Andriej Miedwiediew, redaktor naczelny Radia Rosja.

Dziennikarka RT Jekaterina Winokurowa oraz bloger Maksim Kac wystosowali petycję w sprawie poparcia dla Rosjanki.

– Sofija Sapeiga została aresztowana na dwa miesiące. Uważam, że Łukaszenka tak wiele zawdzięcza Rosji, że powinien ją dowieźć do naszej granicy najlepszą limuzyną – napisała Winokurowa.

Dziewczynę wsparł niemal cały kanał RT. Redaktor naczelna Margarita Simonian, stwierdziła, że nie można wykorzystywać zeznań złożonych w areszcie śledczym jako dowodu i/lub argumentu. Tak skomentowała nagranie, na którym dziewczyna Pratasiewicza przyznaje się do administrowania kanałem „Czarna księga Białorusi”. Kanał ten publikował dane osobowe funkcjonariuszy białoruskich służb bezpieczeństwa.

„To brednie”. Bliscy Sofiji Sapiegi komentują jej „przyznanie się do winy”

Marija Butina (ta sama, która została skazana za szpiegostwo w USA, a potem została korespondentką TV RT) powiedziała, że najważniejszym czynnikiem w sprawie Sapiegi jest rosyjski paszport, a ocenianie, kto jest dobry, a kto zły, to droga donikąd. Już wtedy było wiadomo, że służby Łukaszenki podejrzewają Sapiegę o organizowanie masowych zamieszek. Miński sąd aresztował ją na dwa miesiące.

Jednak rano 26 maja pojawiła się inna ocena. Na antenie „Wiesti FM” Władimir Sołowiow oskarżył dziewczynę o nazizm. Próby ratowania Sofii tłumaczył tym, że Rosjanie są „oderwani od rzeczywistości” i śledzą sytuację „jakby był to film”

– Dlaczego my to wszystko tolerujemy? Białorusini przestali. Macie swoje grzeczne dzieciaki: Sofia Sapiega, jeśli to prawda… Protasiewicz to oczywiście prawda. Ponieważ kontynuują ten cały trend, który tak aktywnie wspiera Zachód. To osobiste znęcanie się. Dla mnie jako Żyda nie różni się to niczym od działań nazistów, którzy wymyślili tę sześcioramienną gwiazdę [na ubraniach – belsat.eu] – oznajmił.

Rosyjski konsul otrzymał zgodę na spotkanie z zatrzymaną Sofiją Sapiegą

Dyskusja o integracji

Potem media państwowe zaczęły koncentrować się na integracji Białorusi i Rosji. Zdaniem dziennikarzy i ekspertów, kraje te mają wspólnych wrogów, dlatego władze muszą się zjednoczyć. Temat ten został poruszony również przez Sołowjowa. W swoim programie stwierdził on, że teraz Łukaszenka będzie musiał skończyć z „wielowektorowością”, jakby dając do zrozumienia, że wszystkie więzi z Europą zostały zerwane.

A dziennikarz RT Anton Krasowski powiedział wprost, że nadszedł czas, aby Rosja zrobiła coś z „sześcioma rosyjskimi guberniami”.

– Naszymi własnymi pieniędzmi i własnymi strategiami niszczymy dziewięć milionów rosyjskich ludzi, których daliśmy temu Łukaszence, by byli jego parobkami. To są nasi ludzie. To sześć naszych rosyjskich guberni rządzonych przez nieprzewidywalnego człowieka. Pamiętacie, jak śpiewał Borys Borisycz? Czas odzyskać tę ziemię – mówił w programie „Antonimy”.

Wczoraj w materiałach na temat uprowadzenia samolotu tematowi towarzyszyły już cytaty Łukaszenki.

– Jesteśmy dla nich poligonem doświadczalnym. Poligonem doświadczalnym przed napadem na Wschód – tak cytowany był w programie „Wiesti”.

Do tej pory rosyjskie media państwowe sformułowały następujące tezy:

  • Pratasiewicz jest ekstremistą i przyznaje się do winy;
  • Jeśli chodzi o Sofię Sapiegę, to nie ma jednoznacznych informacji.
  • Łukaszenka nie naruszył prawa, bronił swojego kraju, a także Rosji przed zagrożeniem rewolucji;
  • Jeżeli Łukaszenka złamał prawo, to USA również;
  • Rosja nie była zaangażowana w te wydarzenia;
  • Zachód przeprowadził kolejny bezpodstawny atak na Białoruś i Rosję.

„Propaganda na niezbyt wysokim poziomie”

W komentarzu dla Vot Tak TV rosyjski dziennikarz i politolog Dmitrij Trawin stwierdził, że działania pracowników mediów państwowych nie są w żadnym stopniu zaskakujące.

– Zwykła propaganda, i to na niezbyt wysokim poziomie. To wystarczy, by donieść swoją wersję sprawy do pewnej liczby rosyjskich widzów – powiedział ekspert. – Zupełnie się tego nie spodziewali. Nikt im nie wyjaśnił, co Łukaszenka zaplanował. Zaczęli o tym mówić, bo chcieli jakoś zareagować. Jednak, ponieważ sytuacja szybko się zmieniała, oni również zmieniali swoje podejście – podkreślił ekspert.

Trawin nie zaprzecza, że propagandziści chcieli przekazać Rosjanom jedną wiadomość: Łukaszenka postąpił słusznie, a wszelka krytyka jest reakcją wrogów.

– Zajęli wspólne stanowisko. Cała kremlowska propaganda – od Putina do ekip telewizyjnych – prezentuje ideę, że Rosja wraz z Białorusią jest oblężoną twierdzą. Wrogowie nadchodzą ze wszystkich stron z wyjątkiem Chin i trzeba się zjednoczyć wokół przywódców, aby się uratować. Na tej podstawie budują swoją retorykę, wszystko inne jest improwizacją. Jest jasne, że żaden Kirijenko [Siergiej Kirijenko – zastępca szefa administracji prezydenta Rosji – belsat.eu] nie dyktuje im, co mają mówić – podsumowuje politolog.

Rosja wykorzystuje pandemię, by nie wpuszczać samolotów omijających Białoruś

Symulacja opinii publicznej

Z kolei socjolog i ekspert ds. komunikacji Dmitrij Łobojko powiedział w komentarzu dla Vot Tak TV, że propagandyści nadają większość tematów „autonomicznie”, bez korekty ze strony władz. Pojawiły się więc komunikaty idealizujące służby wywiadowcze, a następnie materiały o „prawie silniejszego” (czyli o tym, że USA i inne „silne” kraje mogą zatrzymywać samoloty bez żadnych konsekwencji). To są informacje, których nie trzeba konsultować. Z drugiej strony korekta nie odbywa się w ciągu dnia czy dwóch – twierdzi politolog.

– Rosyjskie media są teraz nastawione na wspieranie Alaksandra Łukaszenki. On zagrał va banque. Z jednej strony wystawia na próbę opinię publiczną, która tak naprawdę nie jest najważniejsza ani w jego kraju, ani w Rosji. Ale przede wszystkim testuje społeczność światową – co mogą wybaczyć, a co nie. Jest to ważne dla Kremla. Dlatego pierwszą reakcją na sytuację z samolotem był podziw dla operacji specjalnej białoruskiego KGB – wyjaśnia Łobojko.

Porywacze z Mińska czują się bezkarni

Ekspert dodał, że idea „Białorusi i Rosji w pierścieniu wrogów” nie jest przypadkowa – może to stopniowo prowadzić do usprawiedliwienia represji wobec dysydentów w obu krajach.

– Media państwowe nie tyle wpływają na opinię publiczną, co ją symulują. Taka technika stosowana jest w wyborach, kiedy „nakreślony” wynik usprawiedliwiany jest obrazem poparcia społecznego. W sytuacji lotu Ryanair mamy do czynienia z zastąpieniem opinii publicznej (z ciągłym dostosowywaniem celu) na późniejszy użytek wewnętrzny. Wektor obrany zarówno w Rosji, jak i na Białorusi nie oznacza możliwości złagodzenia tej polityki – tłumaczy ekspert.

Łobojko zauważa, że dla Rosji Białoruś to pole, na którym można testować technologie polityczne. Teoretycznie jest ona wariantem odłożonej w czasie przyszłości Rosji – jak twierdzi ekspert, sytuacja w Mińsku może powtórzyć się w Rosji za rok, dwa, maksymalnie trzy lata.

Iwan Masłow, ksz /vot-tak.tv, belsat.eu

Wiadomości