Jan Barszczewski – polski pisarz czy ojciec białoruskiej fantastyki?

Po tym, jak dwa lata temu na Ukrainie znaleziono jego nagrobek, na Białorusi wzrosło zainteresowanie postacią Jana Barszczewskiego. Współcześni białoruscy literaturoznawcy nie mają już wątpliwości – ten piszący głównie po polsku romantyk jest jednym z ojców współczesnej białoruskiej literatury i autorem pierwszej białoruskiej książki fantastycznej.

– Stoi on w jednym szeregu z takimi klasykami białoruskiej literatury jak Janka Kupała, Jakub Kołas, Maksim Harecki czy Maksim Bahdanowicz, i jest ich poprzednikiem – uważa białorusi literaturoznawca Michaś Skobla.

Jan Barszczewski, rycina z epoki

“Pora odrzucić wątpliwości, czy to był nasz pisarz”

W tym roku jest kilka powodów, by pisać o tej wybitnej postaci. 12 marca minęło 170 lat od dnia jego śmierci, a w 1971 roku jego oparte na białoruskim folklorze opowiadania zostały włączone (w przekładzie) do kanonu literatury białoruskiej dzięki zbiorowi “Białoruska literatura XIX wieku”.

Dlaczego stało się to tak późno? Przez długi czas Jana Barszczewskiego uważano wyłącznie za polskiego pisarza. Z kolei oficjalna historiografia sowieckiej Białorusi uważała, że Białorusini od początku dążyli do połączenia z Rosją. Inne koncepcje uważano za niedopuszczalne, a nawet wrogie.

Przeważająca część spuścizny Jana Barszczewskiego, która przetrwała do naszych czasów, była napisana po polsku, przez co uważano go za polskiego pisarza. Jednak na początku XIX wieku właśnie takie były realia językowe – białoruskiego języka literackiego jeszcze nie skodyfikowano, większość wykształconych ludzi pisała po polsku. Umiejętność czytania i pisania posiadali prawie wyłącznie przedstawiciele szlachty, do której należała rodzina Barszczewskich.

Białoruską świadomość narodową miały w tych czasach jedynie jednostki, wśród nich nasz literat. Barszczewski uważał. że nadejdzie czas, gdy elity zwrócą się ku miejscowej kulturze, lokalnym problemom i tradycjom. Dlatego swoje najważniejsze dzieło, zbiór “Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach”, napisał w języku polskim, by zapoznać współczesnych z wierzeniami ludu, przekonać ich, że naród, który stworzył taką kulturę, zasługuje na lepszą dolę.

Ilustracja z książki “Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach”

Na początku XIX wieku białoruska literatura stawiała dopiero pierwsze kroki. Byli jednak pisarze, którzy usiłowali pisać w obu językach, jak na przykład Jan Czeczot. U większości literatów z terenów dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego dominującym był jednak język polski. Po niektórych pozostało jedynie kilka wierszy po białorusku, jak po Barszczewskim właśnie.

Literaturoznawcy zauważają jednak. że w tym samym czasie wielu rosyjskich poetów pisało po francusku, co nie czyni z nich autorów francuskich. W związku z tym przez długi czas białoruska nauka miała problem, jak klasyfikować twórców, którzy urodzili się i tworzyli na ziemiach białoruskich, pisali na białoruskie tematy, ale po polsku. Nad tą kwestią przez dziesięciolecia pracował Kastuś Cwirka, który poświęcił jej antologię “Fiłamaty i fiłarety”.

– Potem Uładzimir Marchel zrobił bardzo dużo, by tak zwanych “polskojęzycznych białoruskich pisarzy” włączyć do kontekstu białoruskiej literatury – mówi Biełsatowi literaturoznawca Michaś Skobla. – Oczywiście Barszczewski jest obecny w jego opasłej antologii. Są tam jednak nawet twórcy, którzy wydali po jednym tomiku wierszy.

Białoruś jest od 30 lat niepodległym państwem i przyszedł wreszcie czas te zawiłości dziejów zrozumieć i zaakceptować, uważa Michaś Skobla.

– Mnie w szkole o Adamie Mickiewiczu nie uczyli, nie mówiąc już o pozostałych. A teraz o nich uczą! – dodaje literaturoznawca.

„Utracony raj” Mickiewicza na białoruskiej wsi

Przywołuje przy tym fragment “Pieśni o żubrze” renesansowego poety Mikołaja Hussowczyka. Utwór ten został napisany po łacinie, a dziedzictwo poety uważają za swoje własne Ukraińcy, Polacy i Białorusini. Ale to Białorusini jako pierwsi wydali antologię jego dzieł, w przekładzie Jazepa Siemiażona i pięknej oprawie Jauhiena Kulika.

Literaturoznawca podkreśla, że współcześni Białorusini powinni odrzucić wszelkie wątpliwości co do przynależności Barszczewskiego, którego “Szlachcic Zawalnia” od dawna jest w kanonie literatury białoruskiej, chociaż w tłumaczeniu.

– Gdy czyta się go po białorusku, nie ma się wrażenia, że jest to przekład z innego języka – uważa Michaś Skobla. – Jest za to stuprocentowa pewność, że zostało to napisane o Białorusi. Tak samo, jak z “Panem Tadeuszem” Mickiewicza. Czytasz i rozumiesz, że to wszystko nasza historia, to jest o nas. Tam jest nasz Nowogródek, tam są nasze tereny, białoruskie nazwy geograficzne. Dokładnie tak samo jest z Janem Barszczewskim.

“Miłośnik Boga, natury i ludzi”

Nowym powodem zainteresowania się Białorusinów pisarzem epoki romantyzmu stało się odnalezienie jego nagrobka w Cudnowie na Ukrainie. Historia jest równie fantastyczna, jak twórczość Barszczewskiego. Na początku nowego wieku właściciel prywatnej działki postanowił doprowadzić do domu gaz i wykopał płytę z brązu. Była pokryta rdzą, przez co nie mógł rozczytać znajdującej się na niej inskrypcji i płyta przez siedemnaście lat leżała podwórku.

Lena, ukraińska uczennica, która odkryła zidentyfikowała nagrobek Jana Barszczewskiego. Zdjęcie: Czudniw News

W 2019 roku zainteresowała się nią córeczka gospodarzy, która oczyściła napis. Przetłumaczyła go za pomocą internetu i zrozumiała, że to nagrobek słynnego literata z XIX wieku.

– Jan Barszczewski, miłośnik Boga, natury i ludzi. Pisarz natchnień i czucia. Żył cnotliwie lat 70. Zmarł 28 lutego 1851 roku – głosi epitafium.

Księgi metrykalne, przechowywane w Archiwum Państwowym Obwodu Żytomierskiego, potwierdziły, że pisarz został pochowany na cmentarzu przy kościele parafialnym w Cudnowie. Katolicka świątynia i nekropolia w Cudnowie zostały zniszczone przez sowietów w latach 1935-1936. Płyta nagrobna została znaleziona niedaleko tego cmentarza, a ustalenie dokładnej lokalizacji grobu jest dziś niemożliwe.

Po identyfikacji płyta trafiła do miejscowego kościoła pw. Odnalezienia Krzyża Pańskiego. W 2021 roku została odrestaurowana w Mińsku ze środków Fundacji Marii Magdaleny Radziwiłł. W kwietniu była eksponowana w Rossonach, skąd pochodził Barszczewski, Połocku i Witebsku. Potem wróciła do Cudnowa, gdzie została wmurowana obok odsłoniętego tam w 2020 roku popiersia pisarza.

“Pisarz natchnień”. W Rossonach wystawiono nagrobek polsko-białoruskiego fantasty

Był pożądanym gościem

Przypomnijmy krótko życiorys artysty. Jan Barszczewski urodził się w folwarku Murahy w powiecie połockim guberni witebskiej, w rodzinie duchownego grekokatolickiego. Dokładna data jego urodzin wciąż nie jest znana i wymieniane są różne lata. Zgodnie z nagrobkiem żył lat 70, więc urodził się w 1780, jednak według księgi metrykalnej zmarł w wieku 54 lat, więc powinien przyjść na świat w 1797 roku. Zaś zgodnie z tradycyjnym przekazem urodzić się miał w roku insurekcji kościuszkowskiej – 1794.

Uczył się w kolegium jezuickim w Połocku, gdzie był znany jako dobry lektor i wierszopisarz. Czas wolny spędzał w okolicach jeziora Nieszczedro, gdzie poznawał miejscowy folklor, opisywał kurhany i grodziska. W 1809 roku napisał – najprawdopodobniej po polsku lub łacinie – poemat “Pas Wenery”, który nie przetrwał do naszych czasów.

Zajmował się też malarstwem, a jego karykatury i pejzaże były lubiane w okolicy. Dzięki swoim talentom poetyckim był pożądanym gościem na dworach połockiej szlachty. W tym czasie tworzył też swoje pierwsze wiersze po białoruski – pod tytułami “Dziewańka” i “Bunt chałopau”.

Po zakończeniu połockiego kolegium (od 1812 był akademią) pracował jako nauczyciel i guwerner na różnych dworach swojego regionu. Wiele też podróżował.

Mickiewicz korygował jego wiersze

“Szlachcic Zawalnia”. Okładka wydania, które ukazało się za życia Jana Barszczewskiego w Petersburgu

W połowie lat 20-tych XIX wieku Jan Barszczewski przeprowadził się do Petersburga, gdzie wykładał grekę i łacinę, a sam poznawał literaturę starożytną. Na polecenie władz podróżuje do Francji, Wielkiej Brytanii i Finlandii. Odwiedza też rodzinną Ziemię Połocką.

W stolicy imperium poznaje młodego poetę z Wileńszczyzny Adama Mickiewicza, a potem także Tarasa Szewczenkę, jednego z ojców współczesnej literatury ukraińskiej. Obaj niezbyt przychylnie odnosili się do wierszy Barszczewskiego, które krytykowali za przesadni romantyzm. Wiadomo jednak, że Mickiewicz własnoręcznie poprawił kilka jego utworów.

W latach 1840-1844 Barszczewski wydawał po polsku rocznik literacki “Niezabudka”. Współtworzył go wraz z członkami koła literackiego pochodzącymi głównie z terenów białoruskich. W piśmie drukowano głównie pisane wierszem opowiadania. Z kolei w 1843 roku w “Roczniku literackim” po raz pierwszy wydrukowano jego białoruskie wiersze: “Dziewańka” i “Harelica”.

W latach 1844-1846 wydaje dzieło swojego życia, zbiór “Szlachcic Zawalnia czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach”. W wydrukowaniu książki materialnie wsparł go wileński pisarz Aleksander Zdanowicz.

Ilustracja z książki “Szlachcic Zawalnia, czyli Białoruś w fantastycznych opowiadaniach”

Na zaproszenie Henryka Rzewuskiego, arystokraty i pisarza, porzuca Petersburg dla miasteczka Cudnów na Wołyniu. Mieszka tam w dworze hrabiny Rzewuskiej, razem ze znakomitym kompozytorem i malarzem Napoleonem Ordą. Pod koniec lat 40-tych XIX wieku Barszczewski zachorował na gruźlicę, na którą zmarł w 1851 roku.

W rodzinnej wsi upamiętnia go kamień

Do wsi Murahy, gdzie urodził się poeta, wybraliśmy się z dziennikarzem Uładzisławem Skrabatunem i fotografem Leanidem Jurykiem. Wybitny poeta w swojej małej ojczyźnie został upamiętniony jedynie kamieniem z inskrypcją. W sąsiednich Rossonach nie ma nawet ulicy jego imienia, czy poświęconej mu ekspozycji w miejscowym muzeum.

Jedziemy w kierunku Rosji fatalną drogą. Prowadzi głównie przez lasy i bagna. Trudno się nawet dziwić Barszczewskiemu, że pisał o ich mitycznych mieszkańcach. Ludzi prawie tu nie ma, za to są bobry, które budują swoje żeremie tuż przy drodze.

Ostatnią większą miejscowością przed granicą jest Horbaczewo. Wita nas zabitymi oknami “prezydenckich” domków i zamkniętą szkoła. Działa jeszcze jedynie sklep. Skręcamy z asfaltu w leśną dróżkę do Maruh. Tu lokalne władze się postarały i ustawiły drogowskaz informujący, że we wsi urodził się Jan Barszczewski.

Pamiątkowy kamień znajdujemy od razu – postawiono go na wysokim pagórku. Miejsce jest zadbane. Gdzieś tu miał stać dom, w którym urodził się poeta.

Kamień Upamiętniający Jana Barszczewskiego w jego rodzinnych Murahach. Zdjęcie: Leanid Juryk/belsat.eu

Widoki z pagórka zachwycają swoim pięknem. Widać jednak, że mieszkańców w Maruhach zostało niewielu, większość domów swoi już pusta. Jezioro Nieszczedro, nad którym tyle czasu spędzał Barszczewski, skrywa się za pasem lasu.

Opuszczone domu w Murahach. Zdjęcie: Leanid Juryk/belsat.eu

Gdy nie dba się o własną historię, tworzą ją inni

By sfotografować jezioro zatrzymujemy się w osadzie Hiryna. Właściwie to tylko kilka chat. Lepszego kadru nie potrzebujemy – tu wszystko mamy jak na dłoni. Podchodzimy bliżej brzegu, na którym stoją domostwa. Gospodarz jednego z nich zaprasza nas na podwórze. Interesuje go, czego szukamy w okolicy – mówimy, że zwiedzamy rodzinne strony Barszczewskiego.

– Znam te miejsca. Ale lepiej jedźcie na zamek, który zbudował kiedyś Iwan Groźny. Ale przyszli Polacy i zniszczyli go! I nazwę jeziora przekręcili. Wydaje mi się, że wcześniej było Nieszczodre, a zrobili Nieszczedro.

Jezioro Nieszczedro, którego legendy spisywał Barszczewski. Zdjęcie: Leanid Juryk/belsat.eu

Wolimy nie wchodzić w dyskusję z gospodarzem, bo też człowieka nie da się przekonać w kilka minut. A twierdza rzeczywiście tu kiedyś była. Nie zamek, bo Moskale zamków nie budowali, ale postawili twierdze, by utrzymać się na obcej ziemi. Okolice Połocka zajęli w czasach wojen inflanckich i utrzymali się tu około 15 lat. Przegnał ich dopiero Stefan Batory, którego wojska doszły aż pod Psków.

– Jeśli nie będziemy sami pisać swojej historii, napiszą ją za nas inni – zauważa dziennikarz i krajoznawca Uładzimir Skrabatun. – I okaże się, że sami na swojej ziemi jesteśmy okupantami, barbarzyńcami i dzikusami.

I tak rzeczywiście jest. Białoruskie władze nie robią nic, by ocalić historię narodu. Jej miejsce zajmuje historia Rosji, a lokalne władze jeszcze temu sprzyjają.

Biała Sroka

Przy tej okazji mimowolnie przypomina się opowiadanie Barszczewskiego pt. “Biała sroka”, które znalazło się w zbiorze “Szlachcic Zawalnia”. Centralną postacią utworu jest Płaczka-Białoruś, której nikt nie może zrozumieć: chłopi z braku wykształcenia, a panowie przez swoją płochliwość. Szlachta sprzymierza się z Czarnoksiężnikiem i oddaje swój kraj pod władanie Białej Sroki, by pod postacią niedźwiedzi pilnować jej bogactw.

– Zło, które pozostawiła, rozpełzło się po okolicy. Ci, którzy pili wino za jej zdrowie, piją łzy nieszczęsnego ludu – pisał Barszczewski.

Jezioro Nieszczedro. Zdjęcie: Leanid Juryk/belsat.eu

Jego Białą Sroką była caryca Katarzyna II, która zajęła wschód ówczesnej I Rzeczpospolitej, a dzisiejszej Białorusi, w wyniku I rozbioru. W dużym stopniu pomogła jej w tym postawa szlachty i magnatów, którzy dla żądzy władzy oddali te ziemie pod obce panowanie.

Zagarnięte przez carycę Siebież i Newel dalej wchodzą w skład Rosji. Przez ponad dwa wieki tutejszy lud stracił swoją świadomość narodową i jedynie nazwy geograficzne przypominają, że kiedyś była to Rzeczpospolita Obojga Narodów.

Niestety, i teraz niektórzy Białorusini myślą o integracji z Rosją, licząc na lepsze życie. Ale wystarczy przejechać granicę za Rossonami, by zrozumieć, że rosyjska prowincja wygląda jeszcze gorzej, niż białoruska. Dlatego aktualne pozostają nowele Barszczewskiego, który wzywał, by kochać swój kraj i nie liczyć na szczęście dane przez obcych.

Klaudiusz Duż-Duszewski- twórca białoruskiej flagi

Zmicier Łupacz/belsat.eu

Wiadomości