Separatyści z Ługańska zarzucają Pratasiewiczowi terroryzm

Zdjęcie opubliowane przez Prokuraturę Generalną samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej

Prokuratura Generalna samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej wszczęła sprawę karną przeciwko Ramanowi Pratasiewiczowi, dziennikarzowi przetrzymywanemu w areszcie przez reżim w Mińsku.

Współtwórca kanału NEXTA jest podejrzany o „członkowstwo w organizacji, która zgodnie z prawem ŁRL, jest uznana za terrorystyczną”, a także o „wykorzystywanie podczas konfliktu zbrojnego środków i metod zabronionych w umowach międzynarodowych, broni masowego rażenia i popełnienie zbrodni przeciwko ludzkości”.

Do Pratasiewicza kolejny dzień nie wpuszczono adwokatki

Według śledczych samozwańczej republiki na wschodzie Ukrainy, na początku 2014 roku Raman Pratasiewicz wstąpił na ochotnika w szeregi batalionu Azow, gdzie był zastępcą dowódcy łączności 2. kompanii uderzeniowo-szturmowej, a także brał udział w działaniach bojowych batalionu na terytorium Donbasu.

Prokuratura Generalna separatystów zarzuca 21-letniemu wtedy chłopakowi popełnienie szeregu przestępstw wojennych.

– Raman Pratasiewicz, wykorzystując ciężkie uzbrojenie (armaty MT-12, haubice D-30, moździerze i działka przeciwlotnicze) popełnił szereg szczególnie ciężkich przestępstw polegających na ostrzale miejscowości w Donieckiej Republice Ludowej, co doprowadziło do śmierci cywilnych mieszkańców, zniszczenia i uszkodzenia infrastruktury cywilnej – czytamy w oświadczeniu separatystów.

Raport: w okupowanym Donbasie na masową skalę torturowani są jeńcy

Pratasiewicz przyznawał już wcześniej, że w 2014 roku był na froncie w Donbasie, gdzie został raniony w klatkę piersiową odłamkiem granatu moździerzowego, po czym wrócił na Białoruś. Według niego, w ukraińsko-rosyjskim konflikcie uczestniczył jako dziennikarz. Jego ojciec Dzmitry Pratasiewicz wyjaśnił dziś podczas konferencji prasowej w Warszawie, że dziennikarstwo wojenne i relacjonowanie spraw z zapalnych punktów świata było marzeniem Ramana od 15. roku życia.

Były dowódca batalionu Azow Andrij Biłecki potwierdził białoruskiemu portalowi Nasza Niwa, że Pratasiewicz wstąpił do formacji, ale „walczył piórem”. Według innego żołnierza batalionu Azow, z którym rozmawiała Nasza Niwa, dziennikarz nie uczestniczył w akcjach bojowych ze względu na brak zaufania dowództwa. Z bronią miał się sfotografować na poligonie.

Rodzice Pratasiewicza w Warszawie: “Ta sytuacja dotyczy wszystkich na Białorusi”

mhm,pj/belsat.eu

Wiadomości