Rocznica zabójstwa Niemcowa: wszystkich nie da się wyeliminować

Michał
Kacewicz
dziennikarz

W 2015 r. zginął Borys Niemcow. W 2020r. Aleksiej Nawalny prawie zginął, a dziś znajduje się w łagrze. Dzięki ich odwadze i poświęceniu Putin ma coraz trudniej.

Sześć lat temu 27 lutego był piątek, kiedy przyszła wiadomość z Moskwy. Była krótka: zabili Borysa Niemcowa. Szok. Owszem, polityka w Rosji bywała brutalna. Władza stosowała przemoc wobec oponentów i mediów. To było oczywiste i działo się już przed Władimirem Putinem, stając się normą pod jego rządami.

Zabójstwo lidera opozycji, kogoś kto był znany na całym świecie, a kiedyś był ważnym politykiem elity władzy? To się nie mieściło w głowie. Zabójstwo Niemcowa było symbolicznym zrzuceniem przez Putina maski pozorów.

Choć tak naprawdę pozory poszły w kąt już rok wcześniej – wraz z agresją na Ukrainie. Kiedy pod murami Kremla zastrzelono Niemcowa, Kreml szybował w konfrontacyjnym, antyzachodnim upojeniu. Rosjanie byli wówczas w triumfalnym amoku. W końcu „Krym nasz” ciągle działał na wyobraźnię. Mimo, że Rosja stawała się powoli oblężoną twierdzą, Putin był u szczytu popularności. I wydawało się, że zabójstwo lidera opozycji jest kompletnie niepotrzebne.

Moskwa upamiętnia zamordowanego 6 lat temu Niemcowa

Ale, co nie raz już się zdarzało, kremlowskie władze i ludzie działający w ich interesie, mają tendencję do przedobrzenia. Do przesadnego i nieracjonalnego, niszczycielskiego zmiatania figur z szachownicy, kiedy wystarczy przestawić pionek. Nie są szachistami, wbrew temu co się często mówi. Sprawniejszymi szachistami okazali się opozycjoniści: Niemcow i jego następca: Aleksiej Nawalny. Niestety w tych szachach nader często przychodzi im stosować gambit. Manewr, polegający na poświęceniu jednej ze swoich figur w imię dalszej walki i zwycięstwa.

Po co go zabili?

To pytanie wtedy tkwiło w głowach: po co zabili Niemcowa? Odpowiedź tkwi w jego cechach i drodze życiowej. Był człowiekiem opozycji, ale i władzy. Jedynym, spośród przeciwników Władimira Putina, który liznął prawdziwej władzy. Dlatego był tak groźny. Otrzaskany z kremlowskimi realiami. Miał ludzi ze starej, jelcynowskiej ekipy na telefon. Pił wino w drogich knajpach z Aleksiejem Nawalnym, ale i z Siergiejem Kirijenką, czy Anatolijem Czubajsem.

Te dinozaury kremlowskiej polityki mają wciąż bardzo dużo do powiedzenia. Wbrew pozorom na Kremlu nie rządzą tylko „czekiści”. Zresztą, po dekadach u władzy różnice między „czekistami”, a ludźmi ze starej gwardii, którzy robią za liberałów, zatarły się. Jedni i drudzy są depozytariuszami tak ogromnej ilości tajemnic Putina, że nie może się ich pozbyć ze swojego kręgu.

Borys Niemcow zginął, patrząc na Kreml

Niemcow to wiedział, rozumiał. Nie był na pewno typem rewolucjonisty. Owszem, odegrał rolę w protestach na Placu Błotnym, a potem mozolnie jednoczył rozdrobnioną opozycję. Podobnie, jak później Nawalny, miał twardą rękę i autorytarne podejście do swojego otoczenia. Nie znosił sprzeciwu, choć w odróżnieniu od Nawalnego lepiej potrafił integrować ludzi o odmiennych poglądach.

Z całą pewnością dziś brakuje go po stronie opozycji. Kogoś, kto jest nie tylko dobrym mówcą wiecowym, ale też organizatorem potrafiącym wyjść poza wąską koterię zapatrzonych w lidera akolitów. Kogoś, kto potrafi myśleć bardziej strategicznie, niż w kategoriach doraźnego szkodzenia władzy organizowanymi demonstracjami, czy ujawnianymi nawet najbardziej kompromitującymi materiałami.

Niemcow 2.0

Aleksiej Nawalny wyrastał w cieniu Niemcowa. W pewnym momencie działali w tym samym środowisku, związanym ze Związkiem Sił Prawicowych (SPS). Nawalny zawsze był ambitny i nie jest tajemnicą, że miał inne spojrzenie na rolę opozycji, niż Niemcow. Nawalny był dość długo bardziej trybunem ludowym i publicystą ostro recenzującym i ujawniającym patologie władzy, niż politykiem. Ujawniane przez Nawalnego afery (jak np. raport o majątku Dmitrija Miedwiediewa w 2017 r., czy ostatnio o pałacu Putina) wzburzały na pewien czas, wywoływały protesty.

Nawalny uderza w Putina. Publikuje rezultaty śledztwa o korupcji i bogactwie prezydenta Rosji

Jednak w zderzeniu z narastającymi represjami ze strony władzy emocje szybko się wypalały. Jednocześnie po śmierci Niemcowa, Nawalny szybko dojrzewał jako polityk. Nie jest już „blogerem”, jak go jeszcze czasem nazywają media. Podobnie, jak Niemcow, stał się celem zamachu. Na szczęście nieudanego. W sierpniu ubiegłego roku, jak ujawniło dziennikarskie śledztwo, działająca w ramach FSB grupa specjalna próbowała otruć opozycjonistę za pomocą bojowego środka Nowiczok. Mimo to postanowił wrócić do Rosji. Po rekonwalescencji w Berlinie i z wiedzą, że ciąży na nim wyrok w zawieszeniu, o którym władze otwarcie mówiły, że go odwieszą. Niesamowita odwaga i poświęcenie, ale nie tylko.

Nawalny nie jest bowiem typem szalonego męczennika. Nie po to przez lata budował struktury Fundacji Walki z Korupcją i mozolnie zdobywał popularność. Wrócił do Rosji z pełną świadomością tego, co go czeka. I zapewne z planem, jak dalej prowadzić walkę. Władza nie zamierza bowiem z nim, ani z opozycją negocjować. Wtrącenie Nawalnego do łagru dobitnie pokazuje, że Kreml postanowił rozprawić się z opozycją siłowo. Stan gry jest więc inny, niż sześć lat temu. Morderstwo Borysa Niemcowa Moście Moskworeckim zwiastowało czasy mroku. Wskazywało, że czas nadziei, że władza dopuści, choćby w ograniczonej formie, opozycję do wyborów, skończył się.

Próba otrucia, a potem więzienie dla Nawalnego pokazują, że skończył się również czas nadziei, że Kreml będzie tolerował jakąkolwiek opozycję. Nawet taką uliczną i aktywną w internecie. Dlatego też Nawalny nie będzie nigdy opozycyjnym politykiem pokroju Niemcowa. Zmieniły się okoliczności, w Rosji nie ma już miejsca dla opozycjonistów. Ci, jak Nawalny, zamienili się w dysydentów. Jednak zarówno Niemcow, jak Nawalny odegrali i wciąż odgrywają ogromną rolę w utrzymywaniu przy życiu nadziei i perspektywy na zmiany w Rosji.

Przez ostatnie sześć lat nie zmieniło się jedno: działania przeciw władzy wciąż mogą kosztować wolność, a nawet życie. Właśnie dlatego dziś nadziei jest dziś mało, ale to, że jest wciąż się tli, jest zasługą zamordowanego sześć lat temu Niemcowa i wciąż walczącego Nawalnego. Przewiezionego symbolicznie, bo wczoraj do łagru.

Nawalny w łagrze też będzie problemem dla Putina

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora znajdziecie w dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów