26 lat bez uczciwych wyborów

Od ponad 20 lat wybory na Białorusi kojarzą się przede wszystkim z fałszowaniem i represjami. Począwszy od 1994 roku ani jedne wybory w tym kraju nie zostały uznane przez OBWE za demokratyczne. Jedynymi, którzy nadal pozytywnie oceniają głosowanie na Białorusi, są obserwatorzy z krajów WNP, w tym z Rosji. Jednak w tym roku władze białoruskie zdecydowały się nie zapraszać obserwatorów ani z Unii Europejskiej, ani z Rosji. Przedstawiamy historię białoruskich wyborów i fałszerstw.

Rok 1994 stał się punktem zwrotnym dla niepodległej Białorusi. 15 marca została przyjęta konstytucja, zgodnie z którą w republice, która dotychczas była czysto parlamentarną, ustanowiono stanowisko prezydenta. Już kilka tygodni później Rada Najwyższa wyznaczyła datę historycznych wyborów pierwszej głowy państwa – 23 czerwca. CKW zarejestrowała sześciu kandydatów, wśród których znalazł się charyzmatyczny poseł Alaksandr Łukaszenka. Jego głównymi rywalami byli: premier Wiaczesłau Kiebicz, ustępujący przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi Stanisłau Szuszkiewicz i lider Białoruskiego Frontu Ludowego Zianon Pazniak.

– Głównym problemem była wtedy stara partyjna nomenklatura i sam Kiebicz. Poparcie Łukaszenki przez wielu polityków stało się właściwie wymuszonym wyborem. Można powiedzieć, że było to mniejsze zło, pewnego rodzaju kompromis – wspomina Anatol Labiedźka, deputowany Rady Najwyższej w latach 90.

Pazniak i Szuszkiewicz zostali wyeliminowani w pierwszej turze, a Kiebicz i Łukaszenka weszli do drugiej. Był to jedyny przypadek w historii Białorusi, kiedy wybory odbyły się w dwóch turach. W tej konfrontacji Łukaszenka zniszczył swojego przeciwnika, zebrawszy ponad 80% głosów. 20 lipca były dyrektor kołchozu „Horodec” objął stanowisko prezydenta.

– Podczas gdy opozycja zastanawiała się, kto jest lepszy – Suszkiewicz, Karpienka czy Pozniak, Łukaszenka zdołał zjednoczyć wokół siebie ludzi, którzy chcieli zmian. W zasadzie sytuacja była bardzo podobna do tego, co widzimy dzisiaj – mówi dziennikarka, autorka książki „Przypadkowy prezydent” Swiatłana Kalinkina.

Nowy lider niemal natychmiast zaczął zmieniać kraj „pod siebie”. Dla Anatola Lebiedźki, który pierwotnie był współpracownikiem Łukaszenki, rozczarowanie przyszło wraz z zakazem publikacji raportu o korupcji w otoczeniu prezydenta. To był grudzień 1994 roku.

– Niezależnej prasie zakazano drukowania alternatywnego raportu zastępcy Antonczyka. A kiedy gazety wyszły z pustymi białymi plamami to był koniec… Pożegnaliśmy się – mówi Lebiedźko.

Politolog Alaksandr Kłaskouski podkreśla:

– Od samego początku Łukaszenka zaczął po prostu eliminować swoich politycznych przeciwników. I to, jak sądzę, szokowało tych jego współpracowników, którzy nie spodziewali się aż takiej brutalności.

W 1995 roku nowy prezydent przeprowadził referendum w sprawie nadania rosyjskiemu statusu języka oficjalnemu i zmiany symboli. Ale kluczowym wydarzeniem, po którym Łukaszenka uzyskał carską wręcz władzę, było referendum w 1996 roku. Prezydent przejął kontrolę nad wszystkimi gałęziami władzy – zasada trójpodziału została unicestwiona. Jeden z współpracowników Łukaszenki z 1994 roku, Wiktar Hanczar, który w tym czasie kierował Centralną Komisją Wyborczą, odmówił uznania wyników referendum i nazwał je nielegalnym. Łukaszenka, z pomocą funkcjonariuszy organów ścigania, usunął Hanczara ze stanowiska i wyznaczył na przewodniczącą CKW Lidziję Jarmoszynę, która do dziś pełni tę funkcję.

Mateusz Bajek: “Tam, gdzie są obserwatorzy, Łukaszenka przegra”

Drugie wybory prezydenckie odbyły się w kraju we wrześniu 2001 roku. Wspólnym kandydatem opozycji był mało znany Uładzimir Hanczaryk. Według oficjalnych danych, zdobył ponad 15% głosów, co nadal jest rekordem, jeśli chodzi o rywali Łukaszenki w dobie jego rządów. Według CKW, urzędujący prezydent był wtedy poparty przez 75% wyborców.

Wybory w 2006 roku powinny były odbyć się bez Łukaszenki, ponieważ wygasły dwie jego kadencje przewidziane w konstytucji. Ale dla prezydenta nie był to kłopot. W 2004 roku zainicjował on referendum, którego wyniki usunęły takie ograniczenia. Ogromna liczba osób, które przyszły do lokali wyborczych, rzekomo aprobowała ten „brak limitu”.

W 2006 roku Łukaszenka pierwszy raz stanął przed prawdziwym wyzwaniem. Była to zasługa Alaksandra Milinkiewicza i Alaksandra Kazulina. Pierwszy z nich, według CKW, otrzymał około 6%, drugi i nieco ponad dwa procent. Nie zgadzając się z oficjalnymi wynikami, zorganizowali protest na jednym z głównych placów Mińska. Na miejscu postawiono również miasteczko namiotowe, który po zaledwie kilku dniach rozgoniła milicja.

Mateusz Bajek: “Tam, gdzie są obserwatorzy, Łukaszenka przegra”

Jednak tamten protest jest niczym w porównaniu z tym, co wydarzyło się po wyborach w 2010 roku. W tym wyścigu prezydenckim wzięła udział rekordowa liczba kandydatów – dziesięciu. Po tym, jak Łukaszenka znów rzekomo uzyskał około 80 procent poparcia, ludzie udali się na centralną aleję Mińska i skierowali się do budynku CKW i Izby Rządowej, aby zażądać uczciwego liczenia głosów. Pokojowy protest został ponownie rozproszony, a prawie wszyscy alternatywni kandydaci zostali zatrzymani. Niektórzy wkrótce zostali zwolnieni. Inni nie mieli tyle szczęścia. Mikałaj Statkiewicz, który w tym czasie odmówił napisania do Łukaszenki prośby o ułaskawienie, spędził prawie pięć lat za kratkami.

2015. Jedna z najbardziej nudnych i mało wyrazistych kampanii prezydenckich na Białorusi. Jedynym, czym się wyróżniała była pierwsza w historii kraju kandydatura kobiety, Tacciany Karatkiewicz. Cóż, po raz kolejny Łukaszenka otrzymuje ponad 80% głosów, których legalność tradycyjnie wzbudzała wątpiwości.

– Żaden z rywali Łukaszenki nawet nie zbliżył się do niego liczbą głosów. Łukaszenka miał przykładowo 35 procent, a jego najbliższy konkurent – 7 procent. Dlatego w świadomości członków komisji wyborczej Łukaszenka zawsze był zwycięzcą. Moim zdaniem, w tych wyborach nikt już nie ma takich uczuć – twierdzi Swiatłana Kalinkina.

Jeszcze na początku tego roku wielu spodziewało się, że kampania prezydencka 2020 odbędzie się na Białorusi równie cicho i dyskretnie, jak pięć lat temu. Ale lekkomyślna reakcja Łukaszenki na koronawirus, nieprzyjemne wypowiedzi w stronę narodu idące z ekranów telewizorów i niechęć do przeprowadzenia reform gospodarczych stworzyły podstawę do masowych protestów. Wybory, jak się wydaje, odbędą się ponownie z licznymi naruszeniami, a wynik potrzebny Łukaszence zostanie zapewniony. Ale czy uda mu się poradzić sobie z gniewem ludzi, który na Białorusi coraz bardziej narasta?

PODSUMOWANIE Wieczór powyborczy: zatrzymania, głosowanie przedłużone

pj/belsat.eu

Wiadomości