Lata 90: „czarnobylskie dzieci” jadą na Zachód. Swiatłana Cichanouskaja trafia do Irlandii

W 1991 r., pięć lat po awarii w Czarnobylu tysiące białoruskich i ukraińskich dzieci z terenów skażonych terenach promieniowaniem zaczęły wyjeżdżać na wakacje do rodzin w Europie Zachodniej i USA. Akcja na tak masową skalę była możliwa dzięki zwykłym ludziom oraz licznym organizacjom pozarządowym, które zdobywały fundusze i koordynowały przyjazdy.

Na Białorusi katastrofa sowieckiej elektrowni jądrowej dotknęła tereny, na których zamieszkiwało 2 mln ludzi – to ponad 22 procent obecnej populacji kraju. Z czego 140 tys. mieszkających najbliżej elektrowni przesiedlono na inne tereny. Lekarze najbardziej obawiali się o los kilkuset tysięcy dzieci zamieszkujących skażone tereny. Uważali, że najlepszą formą zapobieżenia rozwojem chorób związanych z promieniowaniem są wyjazdy na czyste terytoria i spędzanie czasu w beztroskiej atmosferze.

W tym czasie jednak Białoruś i jak wszystkie kraje b. ZSRR przechodziły okres transformacji, który skutkował kryzysem gospodarczym i obniżeniem poziomu życia. Jednak fakt, że rozpad Związku Sowieckiego spowodował uchylenie „żelaznej kurtyny” i otwarcie granic doprowadził do tego, że miejscowi lekarze mogli zwrócić się o pomoc za granicę.

Białoruscy likwidatorzy oglądają serial „Czarnobyl”

Akcja zaczęła się w najdalej położonym od Białorusi skrawku Europy – w Irlandii. Mieszkająca w hrabstwie Tipperary młoda wolontariuszka Irish Campaign for Nuclear Disarmament (Irlandzkiej Kampanii na rzecz Rozbrojenia Jądrowego) Adi Roach, otrzymała fax od lekarzy z Białorusi i Ukrainy z dramatycznym apelem zatytułowanym: „Sygnał SOS. Na litość Boską, pomóż ocalić dzieci!”

Aktywistka w swoim domu założyła organizację Chernobyl Children, która przez 30 lat swojego istnienia zebrała ponad 100 mln euro. Zostały przeznaczone na operacje medyczne, organizowanie programów zdrowotnych i lokalnych projektów, aby pomóc nie tylko rodzinom, ale także całym dotkniętym skutkami katastrofy białoruskim wioskom i miasteczkom. Chernobyl Children International przeprowadziła w Irlandii prawie 20 tys. operacji serca i zaprosiła 22 tys. dzieci w ramach programów rekreacyjnych i odnowy biologicznej. Białoruskie dzieci miały możliwość uczestniczenia w programach poprawy zdrowia we 14 krajach, m.in. we: Włoszech, Hiszpanii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, USA, Kanadzie, Luksemburgu, Szwajcarii, Japonii i innych krajach.

Brakuje pełnych statystyk, ile białoruskich dzieci z rejonów dotkniętych następstwami czarnobylskiej katastrofy wyjechało za granicę. W 2014 roku białoruskie władze informowały, że w okresie 2009-2014 r., więc ponad 30 lat po katastrofie z wyjazdów skorzystało ponad 131,5 tys. dzieci, z czego 55 procent trafiło do Włoch.

Likwidator fotografował zonę czarnobylską. Potem KGB odebrało mu aparat FOTO

Szybko do pracy z białoruskimi i ukraińskimi dziećmi dołączyły pozarządowe organizacje w innych krajach. Jak choćby Per la vita i La Baia Delle Favole, Christina i Vita Chernobyl we Włoszech. We Francji i Niemczech pomocą dzieciom Czarnobyla zajmowali się dobroczyńcy Claudine Williams i Nicole Lenglet, Erwin Koch i Joseph Ziegler oraz Bawarski Czerwony Krzyż i dziesiątki innych.

Białoruskie dzieci z obwodu homelskiego, mohylewskiego i brzeskiego wyjeżdżały na 40-dniowe wakacje z latem i wracały potem do swoich zaprzyjaźnionych rodzin 2-3-krotnie w kolejnych latach.

Swiatłana Cichanouskaja, przyszła kandydatka na prezydenta Białorusi w wieku 13 lat również wzięła udział w programie pomocy dzieciom Czarnobyla i w 1994 r. wyjechała z Miklaszewicz na Polesiu do irlandzkiego miasteczka Roscrea położonego pod Tipperary. Jednak w odróżnieniu od innych dzieci – wracała tam siedmiokrotnie, potem pracując jako tłumacz przy programie.

Swiatłana Cichanouskaja w czasie, gdy pracowała jako asystentka-tłumaczka w organizacji charytatywnej Chernobyl Life Line w Irlandii. Pocz. lat 2000. Zdjęcie z archiwum prywatnego

– W 1996 roku z małego miasteczka na Białorusi trafiłam do Irlandii, do wspaniałego kraju, gdzie życie wygląda zupełnie inaczej, gdzie ludzie uśmiechają się do siebie na ulicach i wszędzie mówią „dziękuję”. Wtedy tu ludzie się nie uśmiechali, ale tam tak. Nawet nie byłam jeszcze w Mińsku, nie wiem, jak tam było. Tak więc w Irlandii zachwyciły mnie wielkie centra handlowe, piękne kawiarnie, nietypowe jedzenie: hamburgery, chipsy, frytki. Zaskoczyła mnie różnorodność jasnych i pięknych ubrań, sklepy, kawiarnie, baseny, które tam były dostępne nawet w małych miejscowościach. Krótko mówiąc, zadziwiły mnie takie proste rzeczy. Miałam 13 lat i zobaczyłam nowy świat – wspomina w rozmowie z Biełsatem.

Jak podkreśla, trudno mówić, jakie te wyjazdy miały wpływ na uczestników, bo to jej zdaniem sprawa bardzo indywidualna.

– Irlandia pozostała w moim sercu. A ja i Siarhiej [mąż Swiatłany, Siarhiej Cichanouski, bloger i więzień polityczny – belsat.eu] staraliśmy się raz lub dwa razy w roku zabierać nasze dzieci za granicę. To normalne, by już w dzieciństwie widziały, że życie może wyglądać inaczej – dodaje jednak.

W opowieściach wielu uczestników programu przewija się motyw zobaczenia, że świat może wyglądać inaczej. Białoruś w latach 90 ub.w. przechodziła trudny ekonomicznie i społecznie czas i dla dzieci, z których wiele nie opuszczało rodzinnej miejscowości, zobaczenie Zachodu było szokiem, podobnie jak bezinteresownie okazane dobro.

jb/belsat.eu wg bbc.com, 90s.by

współpraca Denis Dziuba

Wiadomości