Hybrydowa agresja Łukaszenki to dopiero początek. Czy Rosja przygotowuje się do wielkiej wojny?

Napięcie na granicy polsko-białoruskiej nasuwa logiczne pytanie: co dalej? Mieszkańcy terenów przygranicznych najbardziej boją się nie migrantów, ale tego, że kryzys przerodzi się w pełnowymiarowy konflikt zbrojny. Zapytaliśmy ekspertów, czy Łukaszenka rzeczywiście może wejść na drogę wojny i czy to właśnie tego chce Kreml.

Polska broni się przed napływem nielegalnych migrantów, których do szturmu na granicę prowokują oddziały zaporowe Łukaszenki, a nielegalny przywódca Białorusi próbuje upozorować akt agresji i uzyskać pomoc wojskową od Rosji.

– Teraz męczę waszego prezydenta, potrzebne mi są tutaj te 500-kilometrowe systemy rakietowe. Iskander. (…). Potrzebuję kilku dywizjonów na kierunku zachodnim i południowym, niech tam zostaną. 500 kilometrów (zasięgu), bo nasz Polonez ma do 300 kilometrów – powiedział Alaksandr Łukaszenka w wywiadzie dla rosyjskiego pisma Nacjonalnaja Oborona.

Nie pozostawia wątpliwości, że jeśli Putin da Łukaszence tak drogą broń jak Iskander, to tylko w zestawie” ze swoimi wojskami. I taka opcja nie wydaje się teraz zupełnie nieprawdopodobna.

Na temat udziału Rosji w konflikcie na granicy wypowiedział się generał dywizji w stanie spoczynku, były dowódca GROMu Roman Polko:

– Niewątpliwie jest tu widoczna inspiracja Putina, który rozmieszcza na Białorusi swoje bazy, rozbudowuje się w sposób militarny. Rosyjskie wojska traktują białoruś jak własne państwo. Jest to kolejny etap odbudowy przez Rosję dawnej mocarstwowej pozycji. A jednocześnie koncentruje siły na Ukrainie i realizuje tam podobny scenariusz destabilizacji, doprowadzenia do upadku legalnego rządu i umieszczenia tam swojego wasala.

Tempo wzrostu rosyjskiej obecności wojskowej na Białorusi jest rzeczywiście imponująca. Najpierw tzw. centrum szkolenia bojowego i dyżury rosyjskich przeciwlotniczych systemów rakietowych S-300 i myśliwców Su-30 na Grodzieńszczyźnie, potem Zapad-2021 i ćwiczenia spadochroniarzy pod Brześciem, a ostatnio patrol rosyjskich bombowców strategicznych Su-22M3.

– Obserwujemy to od początku roku. I to jest o wiele ważniejsze niż publiczne przemówienia na temat Państwa Związkowego i wszystkie podpisane mapy drogowe”. To, co dzieje się w sferze wojskowej, to realne zagrożenie. I są to dużo większe kroki w kierunku jeszcze większej integracji i, powiedziałbym, militarnego przejęcia Białorusi, niż to, co się robi na poziomie politycznym – twierdzi Marius Laurinavičius, litewski niezależny politolog.

Rosyjska armia gromadzi siły przy granicy z Ukrainą; umacnia się też militarnie na Białorusi

Z kolei propaganda Łukaszenki już otwarcie straszy Zachód rosyjską bronią.

– Jeśli dziecięce łzy was nie przekonają, to zrobią to strategiczne bombowce Tu-22M3 Sił Powietrzno-Kosmicznych Federacji Rosyjskiej. Możecie wyrzucić swój NATO-wski złom – powiedział czołowy białoruski propagandysta Ryhor Azaronak.

Warto również przypomnieć, że podczas wrześniowych manewrów Zapad-2021 rosyjskie bombowce ćwiczyły przebijanie się na terytorium Polski i niszczenie obrony przeciwrakietowej. Obecnie Rosja nie tylko zwiększyła swoją obecność na Białorusi, ale także wprowadziła ponad 90 tys. żołnierzy na granicę z Ukrainą.

– Poprzez te przeformowania i przegrupowania Rosja tworzy grupy uderzeniowe sformowane specjalnie do ofensywnych operacji bojowych. Jednak obawy przed możliwością rosyjskiej agresji na Ukrainie i na całym świecie nie są podyktowane jedynie obserwacją manewrów wojskowych. Dane wywiadowcze z krajów zachodnich sugerują raczej, że atak na Ukrainę jest przygotowywany właśnie na poziomie politycznym – twierdzi Wołodymyr Horbacz, politolog z ukraińskiego Instytutu Współpracy Eurotlantyckiej

I podczas gdy Europa Zachodnia skupia się na humanitarnym aspekcie kryzysu migracyjnego, Kreml stara się uzyskać przewagę w zakresie bezpieczeństwa. I to nie tylko bezpośrednio w wymiarze militarnym: hybrydowa konfrontacja między Rosją a Zachodem jest kontynuowana pa pełną skalę.

Gen. Roman Polko skomentował również zachowanie NATO w obliczu kryzysu na granicy:

– Chociażby deklaracje NATO z 2014 i 2016 roku mówią, że wojna w cyberprzestrzeni jest powodem do aktywacji artykułu 5. NATO. A wojna informacyjna i w cyberprzestrzeni naprawdę się toczy. NATO rozważa konsultacje zamiast przejść do konkretnych działań. Ja nie mówię o tym, by wysyłać czołgi na granicę polsko-białoruską, czy polsko-ukraińską, choć demonstracja siły w odpowiedzi na demonstrację siły Rosji też by się przydała. Mówię o bliższym stowarzyszeniu Ukrainy z NATO, co już dawno powinno nastąpić, bo Ukraina nie jest w stanie samodzielnie obronić swojego terytorium, jeśli zostanie zaatakowana przez Rosję.

Eksperci są zgodni, że takie działania Kremla, mające na celu zmuszenie Zachodu do negocjacji na warunkach Putina, to czysty szantaż i próba zastraszenia.

– Strona rosyjska nie posunie się tak łatwo do bezpośredniej agresji na dużą skalę. Ale będzie próbowała stworzyć ku temu warunki: destabilizować sytuację polityczną i gospodarczą oraz bezpieczeństwo energetyczne na Ukrainie. Będą próbowali stworzyć atmosferę niestabilności, osłabić władze centralne. I spróbują przeprowadzić takie operacje specjalne wojny hybrydowej, które wdrożyli w 2014 roku. Rosyjskie siły specjalne mogą zająć budynki administracyjne na północy i wschodzie [Ukrainy], a następnie rosyjskie wojska pod przykrywką sił pokojowych będą je chronić przed działaniami ukraińskich sił bezpieczeństwa – wyjaśnia Wołodymyr Horbacz.

Szef MSZ Ukrainy: nowy atak na Ukrainę będzie Rosję zbyt dużo kosztować

Według Mariusa Laurinavičiusa, najważniejsze jest gotowość Zachodu na działania Rosji:

– Musimy przygotować się na długotrwałą konfrontację, której jedną z części jest również zagrożenie militarne. Oczywiście Kreml przygotowuje się nawet do poważnej wojny z NATO, a my musimy być gotowi do obrony. Ale to jest perspektywa długoterminowa.

Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę, że lokalny konflikt na granicy może być częścią planu Łukaszenki, aby następnie ogłosić na Białorusi stan wojenny w związku z atakiem na kraj i całkowicie usunąć tak bolesne dla reżimu kwestie reformy konstytucyjnej i referendum połączonego z wyborami lokalnymi.

Łukaszenka, będąc przy władzy, jest nieobliczalny. I stać by go była na to, by uzbrajać bojówki [migrantów] na granicy z Polską i skłaniać je typowo militarnych działań. Zapewne w akcie desperacji i obrony własnej pozycji, gdyby poczuł, że jego władza na Białorusi jest zagrożona, mógłby posunąć się aż do przekroczenia kolejnej czerwonej linii – twierdzi gen. Roman Polko.

Ponadto, gdy siły zbrojne różnych stron konfliktu znajdują się obok siebie, znaczenie może mieć również czynnik ludzki.

– Mamy siły zbrojne po obu stronach granicy. Mogą mieć miejsce różne prowokacje, które niekoniecznie są planowane przez Kreml czy Mińsk. Mogą zdarzyć się błędy, wszystko jest możliwe. Oczywiście nie można też wykluczyć możliwości starcia zbrojnego – mówi Laurinavičius.

Sytuację może komplikować fakt, że zarówno Zachód, jak i Putin oraz Łukaszenka starają się zachować twarz i nie rezygnować ze swoich pozycji w oczach wyborców i społeczności międzynarodowej. A takie sytuacje mogą prowadzić do pułapki konfliktu, który na pierwszy rzut oka nie jest nikomu na rękę.

Starcie z absurdem, czyli konfrontacja z białorusko-rosyjską propagandą na granicy

Zmicier Mackiewicz, ksz/belsat.eu

Wiadomości