Poważne sankcje to wojna, a na wojnie są ofiary

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Powiedzmy to uczciwie: na sankcjach ucierpią wszyscy, również niewinni Białorusini. Koszt awantur Łukaszenki i przemocy jest wyższy od kosztów sankcji, a kluczowe będzie przekonanie Białorusinów, że to władza wpędza ich w problemy.

Wczorajszy szczyt Rady Europejskiej uzgodnił pierwsze reakcje wspólnoty na porwanie samolotu linii Ryanair na Białorusi w celu pojmania dziennikarza i aktywisty Ramana Pratasiewicza oraz jego partnertki Sofii Sapiegi. Tym razem nie zakończyło się na słowach oburzenia i wezwaniach do uwolnienia więźniów. Podjęte zostały konkretne ruchy.

Przede wszystkim Ursula von der Layen, szefowa Komisji Europejskiej ogłosiła zamrożenie pakietu wsparcia dla Białorusi. To uzgodnione dzięki inicjatywie Grupy Wyszehradzkiej i aktywności strony polskiej 3 mld euro z unijnego budżetu na projekty rozwojowe i inwestycje na Białorusi. Także różnego rodzaju preferencje dla Białorusinów (np. ułatwienia wizowe). To wszystko idzie do zamrażarki.

Kolejna rzecz to zakaz lotów w unijnej przestrzeni powietrznej dla białoruskich linii lotniczych, oraz zakaz przyjmowania białoruskich samolotów na europejskich lotniskach. Był również apel (na razie jako rekomendacja) do unijnych linii lotniczych, by wstrzymały się od przelotów nad Białorusią. Sądząc po mapach ruchu lotniczego – zachodni przewoźnicy rzeczywiście omijają Białoruś.

Linie lotnicze rezygnują z lotów nad Białorusią. Wśród nich LOT

Blokada ruchu lotniczego oznacza faktyczne odcięcie Białorusi od Europy. Nie wiadomo jak długo to potrwa, bo z pewnością przestawienie się na stałe na inne korytarze powietrzne będzie wymagało konsultacji ze znajdującymi się w kryzysie liniami lotniczymi. Na razie efekty jednak są. Zarówno symboliczne, jak i praktyczne. Apelu posłuchały duże linie: m.in. AirFrance, British Airways, KLM, Austrian, Lufthansa, LOT, Air Baltic, Finnair, a nawet AirAstana z Kazachstanu.

A to dopiero początek, bo wciąż trwają prace nad czwartym pakietem sankcji. Z całą pewnością będą one teraz bardziej dotkliwe, niż planowano to wcześniej. W odróżnieniu od poprzednich trzech pakietów, które sprowadzały się do symbolicznego rozpisania stosunkowo krótkiej listy 88 osób, firm i instytucji z zakazem wjazdu do UE, tym razem sankcje będą szersze i poważniejsze. Mogą dotknąć całych sektorów białoruskiej gospodarki i współpracy z UE. To oznacza konsekwencje i koszty. Dla białoruskiego budżetu i przedsiębiorstw. Oraz dla łukaszenkowskich władz. W nie wymierzone będą zapewne i kolejne sankcje personalne.

Sankcje zaczynają działać. Przewoźnicy odmawiają współpracy z białoruskimi firmami

Ryzykowny poker

Łukaszenka gra w pokera i co chwila mówi: sprawdzam. To ryzykowna gra, bo Europa wykłada coraz silniejsze karty. Mińsk miał do tej pory słabe rozdania, ale agresywnie nimi grał. Warto przypomnieć sobie sekwencję zagrań obu stron, żeby zrozumieć sens tej partii bardzo ryzykownego pokera.

Najpierw było zagranie otwierające partię. Łukaszenka ogłosił pojednanie narodowe. Ale na swoich warunkach. Na początku lutego zapowiedział bliżej nieokreślone reformy polityczne, które być może będą przegłosowane w ramach referendum. Eksperci spekulowali, czy oznacza to przesunięcie ciężaru władzy z rąk pełniącego rolę prezydenta do np. parlamentu i rządu. W tle odbywały się dwa procesy, które w sposób jednoznaczny powinny zaprzeczyć jakimkolwiek marzeniom o auto-liberalizacji systemu i wskazują, że reżim zamierza dokonać korekty.

Pierwszy to toczący się i coraz bardziej intensywny dialog z Rosją. Tym razem prowadzony na warunkach całkowitej spolegliwości i pogodzenia się Łukaszenki z losem wasala Kremla. Drugi to przesunięcie ciężaru władzy na Białorusi do wąskiego kręgu ludzi w mundurach, co formalnie odbyło się, kiedy wzmocniona została rola Rady Bezpieczeństwa, a Łukaszenka w swoim tzw. „testamencie” ogłosił, że gdyby zabili go spiskowcy, to grupa generałów z armii i służb przejmie władzę.

„Testament Łukaszenki” to tylko kolejny fortel, by utrzymać władzę

Potem Łukaszenka zagrał kartą polską. Pod koniec marca władze zatrzymały piątkę ważnych działaczy mniejszości polskiej, w tym prezes ZPB Andżelikę Borys i dziennikarza Andrzeja Poczobuta. Wzięcie polskich zakładników było ze strony Łukaszenki kolejną zemstą, ale i próbą sprawdzenie reakcji i intencji zachodniej wspólnoty. Czy stanie w obronie Polaków? Stanęła, bo rozpoczęły się prace nad czwartym pakietem sankcji.

Łukaszenka dobrze wiedział, że dalsza eskalacja doprowadzi do nieuchronnej reakcji. Najwyraźniej ją lekceważył. W kwietniu, we wspólnej operacji z rosyjskimi służbami, zatrzymany w Moskwie został znany politolog Alaksandr Fiaduta. Dzień wcześniej, w Szkłowie zatrzymano Ryhora Kastusiowa, lidera opozycyjnej Partii BNF. Tak uruchomiona była operacja „spisek na życie Łukaszenki”. Bo władze twierdziły, że zachodnie służby rękami politologa i grupy spiskowców zamierzały zabić dyktatora i przejąć władzę.

Zachód zlekceważył rozkręcającą się histerię Łukaszenki. Tymczasem pełną parą w Mińsku szły przygotowania do gruntownej rozprawy z opozycją pod sztandarem obrony ojczyzny przed zachodnią interwencją. W tej logice było miejsce na każdy ruch. Również taki, jak porwanie samolotu z Ramanem Pratasiewiczem na pokładzie. To była kolejna karta Łukaszenki. Wyłożona tuż przed unijnym szczytem. Powiedział: „sprawdzam”.

Żeby nie być całkiem gołosłownym, Łukaszenka rzucił jeszcze dwie karty. Wczoraj podpisał dekrety faktycznie zakazujące jakichkolwiek manifestacji ulicznych oraz ich relacjonowania. A dziś sąd w Mohylewie skazał grupę aktywistów na wyroki od 4 do 7 lat więzienia. W tym Pawła Siewiaryńca, lidera Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji – na 7 lat.

7 lat dla Pawła Siewiaryńca. Białoruscy opozycjoniści skazani na wieloletnie wyroki

Do tej pory zagrania Łukaszenki miały jeden cel. Pokazanie, że on może, a jemu niewiele można zrobić. To on wyznaczał granice tego, co dopuszczalne. Kartą Pratasiewicza wywołał reakcję. Zachód zaczął wykładać na stół swoje karty.

Będzie bolało

Zaostrzenie uderzy w Białorusinów. Bez rozróżnienia na tych, którzy popierają Łukaszenkę, czy nie. Ucierpią również ci, którzy z nim walczą. Jakieś koszty poniosą także unijne firmy. Na początku choćby linie lotnicze.

Taka jest istota sankcji. Kiedy stają się poważne, a nie symboliczne, przestają być argumentem w dialogu z zachowującym się po zbójecku reżimem. Stają się elementem konfrontacji. Jej stawką jest przymuszenie reżimu do respektowania prawa, do przerwania represji i stosowania terrorystycznych metod, oraz do rozpoczęcia dialogu.

Jednak na wojnie, jak na wojnie – są ofiary. Po wszystkich stronach nieokreślonego frontu. Również niewinne.

Wiceszef MSZ: UE chce ukrócić interesy firm białoruskich wspierających reżim Łukaszenki

Oczywistym rezultatem będzie spadek PKB Białorusi i jej dalsze zadłużanie. Jasne, że nawet w warunkach ciężkiego kryzysu władza znajdzie pieniądze dla siebie i na utrzymanie sektora siłowego, dzięki któremu rządzi. Straci jednak ten instrument, dzięki któremu przez długi czas Łukaszenka cieszył się poparciem prowincji: populistyczną politykę socjalną. Na nią już od jakiegoś czasu go nie stać. Sankcje przyczynią się do tego, że o rozdawaniu prezentów i zapewnianiu bezpieczeństwa socjalnego nie będzie go stać prawdopodobnie nigdy.

Poważne sankcje oznaczają wykluczenie cywilizacyjne. Już sama blokada lotów spowoduje, że na najbliższe tygodnie odwołali swoje służbowe wyjazdy na Białoruś biznesmeni, specjaliści. Nie tylko ci z Zachodu.

Owszem, z powodu pandemii podróże były i tak ograniczone. Ci najbardziej zdesperowani polecą przez Moskwę. To będzie jednak kosztować czas i pieniądze. Można jednak zapomnieć o targach, spotkaniach biznesowych. O tak ważnej sprawie jak serwisowanie sprzętu, maszyn przemysłowych, infrastruktury. O certyfikowaniu urządzeń, itd.

Opóźnienia w biznesie i brak elastyczności są zabójcze. Jeśli do tego dołożone zostaną sankcje sektorowe, blokujące udział białoruskich firm w globalnej gospodarce, nikt poważny nie będzie rozpoczynał projektów w kraju, do którego dotarcie jest równie skomplikowane co do np. Korei Północnej.

Morawiecki: Polska będzie domagać się zakazu przelotów nad Białorusią

Unijne sankcje i białoruski odwet dotknie pewnie firmy spedycyjne (głównie polskie, litewskie i łotewskie), sporo drobnych i średnich firm handlowych.

Gdyby spirala sankcji rozkręciła się dalej, to w perspektywie można myśleć np. o zablokowaniu importu towarów strategicznie ważnych dla białoruskiej gospodarki. Np. nawozów potasowych. Takie próby były już kiedyś podejmowane, jednak bezskutecznie. Embargo również oznacza koszt – np. dla polskiego rolnictwa, które jest największym konsumentem białoruskich nawozów w UE. Konsekwencje wejścia w spiralę uderzeń i odwetów mogą dotknąć również energetyki, w tym biegnących z Białorusi sieci energetycznych, ważnych zwłaszcza dla Litwy.

Wstrzymanie lotów już jest wymiernym kosztem dla Białorusinów. Wobec utrudnienia (w praktyce – uniemożliwienia, za pomocą pandemicznych przepisów) możliwości wyjazdów drogą lądową, „lotnicze” sankcje faktycznie odcinają Białoruś od Europy. Rodzą dramaty rodzinne i bytowe. Ilu Białorusinów nie spotka się z krewnymi za granicą? Ilu straci możliwość wyjazdu do pracy i ratowania budżetów domowych? Ilu nie wyjedzie na wakacje? Wielu.

Państwa bałtyckie przejmą ruch lotniczy Białorusi?

Po stronie kosztów wpisać należy łukaszenkowskie kontr-sankcje. Władza dała już sygnał, że jest na nie gotowa wprowadzając embargo dla samochodów Skody, czy kremów Nivea. Wielkim koncernom nie zaszkodzi, bo białoruski rynek jest zbyt mały, by się nim przejęły. W dodatku część produkcji pochodzi z rosyjskich fabryk. Dotyczy to np. większości modeli Skody sprzedawanych na Białorusi, ale i większość produktów zachodnich marek podlega najczęściej rosyjskim oddziałom zachodnich korporacji. Pracę tracić będą zatem pracownicy salonów samochodowych, przedstawiciele handlowi, menedżerowie i sprzedawcy na Białorusi i w pewnym stopniu w Rosji.

Zakazana Skoda i Nivea. Rząd w Mińsku publikuje „listę kontrsankcycjną”

 

Zablokowanie unijnej pomocy Białorusini również odczują jako poważny cios. 3 miliardy euro miały trafić do drobnego biznesu i na rozwój aspiracji społeczeństwa obywatelskiego. Ta marchewka zniknęła z horyzontu, a pojawił się kij. I teraz kluczowe będzie, jak europejską odpowiedź zrozumieją Białorusini.

Rządowa propaganda już zaczęła grzmieć, że Zachód gnębi Białoruś, że trzeba bronić niepodległości. Tego akurat można się było spodziewać. Do Białorusinów powinien dotrzeć jednak inny przekaz. Taki, jaki w latach 80. docierał do obłożonej sankcjami Polski, m.in. za sprawą Radia Wolna Europa. Że Ronald Reagan nie karał Polaków, tylko komunistyczne władze. Za to, że wyprowadziły na ulice czołgi przeciw własnemu narodowi.

Również dziś nikt nie chce karać Białorusinów. Nawet jeśli czekają ich niedogodności, a nawet osobiste dramaty. Kary wymierzone są w sprawców ich biedy. W Łukaszenkę i jego siepaczy.

Więcej ludzkich dramatów przyniesie każdy kolejny tydzień jego rządów. Zwłaszcza wtedy, kiedy postanowi dalej sprawdzać intencje Zachodu i udawać, że ma w talii mocne karty.

Zmarł na serce, czy wskutek „urazu twarzy”? Komitet Śledczy ogłasza nową przyczynę śmierci więźnia politycznego WIDEO 18+

Michał Kacewicz dla belsat.eu

Więciej tekstów autora w dziale Opinie

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów