Wojna Zełeńskiego z oligarchami to nie tylko PR

Michał
Kacewicz
dziennikarz

Ostrzelanie samochodu najbliższego doradcy prezydenta to dopiero początek nowej awantury politycznej w Kijowie. Zełeński zaczyna batalię przeciw oligarchii, ale o tym, kto jest złym oligarchą, chce decydować sam.

Rankiem 22 września w podkijowskim rejonie obuchowskim ostrzelane było audi wiozące Serhija Szefira, doradcę prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego. Szefirowi nic się nie stało, ranny jest jedynie kierowca polityka. Do napadu doszło niedaleko wioski Iwankowicze. „Wioska” to nazwa dość umowna, gdyż znajduje się tam zamknięte, luksusowe osiedle willowe. Swoje domy miał tam (do wyborów, kiedy został prezydentem) Zełeński, a jego sąsiadem był wciąż mieszkający tam Szefir. Ostrzelanie limuzyny Szefira wywołało w Kijowie burzę. W trybie pilnym, ze zgromadzenia ONZ w Nowym Jorku wrócił prezydent.

W kogo uderzy nowe ukraińskie prawo antyoligarchiczne?

W ten sposób rozpoczyna się na Ukrainie nowy sezon polityczny. Będzie napędzany przez wojnę obozu prezydenta z niektórymi oligarchami i opozycją. To wojna o utrzymanie wysokiej popularności Zełeńskiego i odsunięcie ryzyka przedterminowych wyborów. Zełeński postara się zrekompensować brak wyraźnych sukcesów w polityce zagranicznej, wewnętrzną krucjatą przeciw oligarchom. Krucjata ta rozpoczyna się właśnie dziś. Rada Najwyższa przegłosowała wczoraj w drugim czytaniu ustawę numer 5599, czyli ustawę o „deoligarchizacji”. A to oznacza, że incydent z ostrzelaniem samochodu Serhija Szefira to dopiero początek nowej, ukraińskiej wojny politycznej.

Ucieczka na wojnę

Serhij Szefir nie jest zwykłym doradcą prezydenta i państwowym urzędnikiem. Nie jest przypadkowe, że jego dom sąsiaduje z niedawnym jeszcze miejscem zamieszkania Zełenskiego. Ani to, że samochód, którym jechał ferelnego dnia należy do floty studia i wytwórni filmowej „Kwartał”. To firma, która stworzyła Zełeńskiego. Studio filmowe wyprodukowało filmy, które dały prezydentowi popularność, jako aktorowi. Wykreowało wizerunek Zełeńskiego, który dał mu prezydenturę. Szefir towarzyszył Zełeńskiemu przez całą karierę artystyczną. Razem z bratem, Borysem, pisali Zełeńskiemu skecze w studenckim teatrze komediowym KWN. Potem pisał scenariusze filmowe i kierował studiem „Kwartał”. Był producentem komedii „Sługa narodu”, filmu, który był dla Zełeńskiego odskocznią do świata polityki i majstersztykiem PR-u politycznego. Szefir to nie doradca, to przyjaciel i prawdopodobnie najbardziej zaufany człowiek Zełeńskiego.

– To co mogę powiedzieć, to fakt, że zamach był przeprowadzony w celu zastraszenia najwyższych kręgów władzy. Ale treba pamiętać, że Wołodymyr Zełeński jest bardzo zdecydowany i nie da się go zastraszyć. Wybrał właściwą drogę i naród go w tym popiera – powiedział dziś Serhij Szefir.

Ta wypowiedź, podobnie jak hipotezy przetaczające się przez media wskazują, jaki wariant narracji wybrał prezydent. Sam Zełeński zapowiedział zdecydowaną odpowiedź na zamach. Powiedział również, że się „nie podda”. To część narracji, że zamach jest walką oligarchów o przetrwanie. Przygotowywana od kilku miesięcy ustawa „antyoligarchiczna” jest kluczowym orężem prezydenta w walce o utrzymanie popularności. Oligarchów nikt na Ukrainie nie lubi. Hasła przeciw oligarchii były podnoszone w czasie rewolucji na Majdanie. O konieczności likwidacji systemu oligarchicznego mówią wszyscy politycy od lat, podobnie jak o walce z korupcją. I nic się nie dzieje.

Zamach na doradcę prezydenta Ukrainy. Zełenski pilnie wraca do Kijowa z sesji ONZ

Zełeński postanowił wywiesić wojnę z oligarchią na sztandary. Pomysł pojawił się kilka miesięcy temu. Kiedy coraz silniejsze były problemy między Zełeńskim, a jego partią Sługa Narodu. Dochodziła frustrująca niemoc w relacjach z Moskwą i przeświadczenie, że Rosja powtórzy eskalację napięcia militarnego np. przy okazji ćwiczeń Zapad 2021, tak jak to zrobiła wiosną. Jeszcze większym problemem dla Zełeńskiego był brak sukcesów na Zachodzie: zgoda na Nord Stream i odkładane spotkanie z Joe Bidenem. Kiedy się odbyło, Zełeński przywiózł z USA słowa wsparcia, a nie konkretne deklaracje, np. związane z planem członkostwa Ukrainy w NATO.

– To nie są na razie klęski, które mogą uderzyć w popularność Zełeńskiego, bo wciąż napędza ją nadzieja na zmiany, którą buduje zręcznie dobry PR prezydenta, oraz sztandarowy program „wielka budowa”, czyli rzeczywiście trwające na Ukrainie duże inwestycje w infrastrukturę drogową, a także niezła, jak na czas po pandemii, sytuacja ożywienia gospodarczego – mówi Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog – Jednak obóz prezydencki widzi na horyzoncie problemy związane z polityką międzynarodową i chce je wyprzedzić,

Według aktualnego rankingu KMIS (Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii) gdyby wybory były teraz, to na Wołodymyra Zełeńskiego zagłosowałoby 33,3 proc. zdecydowanych respondentów, a na Petra Poroszenkę 16,8 proc. W porównaniu z wiosną nastąpił wzrost notowań prezydenta o 2,7 proc. Gorzej jest jednak w sondażach partyjnych. Na Sługę Narodu głosowałoby dziś 20 proc, a na Europejską Solidarność Poroszenki 17,4 proc. Teoretycznie sondaże te stwarzają możliwość, że wraz z innymi, dużymi partiami opozycyjnymi, jak OPZŻ (11,6), czy Batkiwszczyna Julii Tymoszenko (10,8 proc.) opozycja mogłaby odebrać władzę ludziom Zełeńskiego. Oczywiście to tylko sondaże. W biurze prezydenta Ukrainy są jednak dokładnie analizowane. W sumie nie mówią one nic nowego.

Ukraiński parlament określił, kto jest oligarchą

Zełeński po dwóch latach rządów nadal ma dość silne poparcie i utrzymuje poważną, bazową popularność. Jego partia już nie. Szkodzą jej skandale, wewnętrzne konflikty, oraz generalna niechęć Ukraińców do klasy politycznej i ich przekonanie, że każda ekipa jest skorumpowana i nieudolna. Co innego prezydent. Z nim wielu Ukraińców wciąż wiąże duże nadzieje i w odróżnieniu od polityków z jego ekipy, widzi w nim ciągle świeżość i kogoś innego, niż standardowy, ukraiński polityk. Zełeński robi zresztą wiele, by ten wizerunek ciągle odświeżać. Tym razem za pomocą ustawy antyoligarchicznej.

Jak Putin?

Zełeńskiemu nie chodzi jednak wyłącznie o zyskanie punktów w oczach Ukraińców uważających, że oligarchia psuje ich państwo. Wiele wskazuje na to, że za pomocą ustawy deoligarchizacyjnej obóz prezydencki zamierza rzeczywiście osłabić część ukraińskiej magnaterii. Tylko tę część, która sponsoruje konkurencyjne projekty polityczne i media. Przegłosowana dziś ustawa nr. 5599 zakłada, że w rękach prezydenta znajdzie się potężny instrument. Podległa prezydentowi Rada Narodowego Bezpieczeństwa i Obrony (RNBiO) będzie mogła arbitralne zdecydować kto jest oligarchą, a kto nie. Kryterium mają stanowić nie tylko pokaźny majątek (ok. 83 mln. USD), ale i wpływ na media, oraz finansowe wspieranie partii politycznych. Są to wskaźniki bardzo nieprecyzyjne, a założony pułap majątkowy – stosunkowo niewielki. Ustawa zakłada, że osoba uznana za oligarchę będzie musiała pozbyć się udziałów w mediach, oraz nie będzie mogła finansować partii politycznych. A w kontaktach z administracją będzie musiała korzystać z tzw. pośredników, czyli kogoś w rodzaju lobbystów.

– Ta ustawa nie jest przeciw oligarchom, bo to bat na konkretnych ludzi: na Petra Poroszenkę, który stoi na czele najwięksej partii opozycyjnej, na Rinata Achmetowa, który wspiera różne partie, na Konstantina Żewago, na którego majątek czyha bliski prezydentowi Ihor Kołomojski – uważa deputowany Mykoła Kniażycki z Europejskiej Solidarności.

Opozycję niepokoi, że ekipa prezydenta będzie sama ustalać kto jest oligarchą, a kto nie. Słychać głosy, że chodzi nie tylko o atak na konkretnych ludzi, ale budowę ich kosztem wpływu ośrodka prezydenckiego na media i gospodarkę.

– Mamy na Ukrainie media oligarchiczne, ale i stosunkowy pluralizm, bo dość duży wybór wśród stacji telewizyjnych, portali i gazet – mówi Wołodymyr Fesenko, kijowski politolog – Ustawa 5599 może stworzyć pole do odebrania niektórych mediów oligarchom i przejęcia kontroli nad nimi przez firmy państwowe, bądź należące do oligarchów sympatyzujących z władzą, np. Kołomojskiego.

Jedna z krążących po Kijowie plotek mówi, że przejęcia niektórych mediów mógłby dokonać państwowy Naftogaz, koncern energetyczny, który ma na to pieniądze.

– Testem było wyłączenie telewizji Wiktora Medwedczuka, prorosyjskiego oligarchy i zamknięcie go w areszcie domowym. Po nim nikt nie płakał, ale sprawdzone były pewne mechanizmy – mówi Kniażycki. I dodaje – Teraz przyjdzie czas na innych, a Zełeński chce iść drogą, którą poszedł kiedyś Putin, atakując nieprzychylnych mu oligarchów, by pomóc swoim magnatom, tylko, że na Ukrainie to nie przejdzie.

Takie zapowiedzi ze strony opozycji to dopiero początek rodzącego się konfliktu. Prezydent będzie każdą krytykę kwitował, że to próba obrony oligarchii. Opozycja spod różnych flag partyjnych będzie nazywała działania Zełeńskiego kroczącym autorytaryzmem. W efekcie najbliższe miesiące będą na Ukrainie czasem gorącej awantury, w której ostrzelanie samochodu doradcy prezydenta to dopiero wstęp do niej.

Michał Kacewicz/belsat.eu

Inne teksty autora w Dziale „Opinie”

Redakcja może nie podzielać opinii autora.

Więcej materiałów